„Nie jestem już panią swojego domu” – Historia Marioli, która nie chce być babcią na zawołanie

– Znowu przyjadą? – zapytałam Marka, ledwo przekraczając próg mieszkania w piątkowe popołudnie. W jego oczach zobaczyłam cień niepokoju, jakby już przewidywał moją reakcję. – Tak, Ania dzwoniła, mówiła, że dzieci się stęskniły – odpowiedział cicho, unikając mojego wzroku.

Zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu. To był nasz piąty rok małżeństwa, a ja coraz częściej czułam, że nie jestem już panią swojego domu. Każdy weekend wyglądał tak samo: pasierbica Ania z dwójką rozbrykanych dzieci wpadała do nas jak burza, rozrzucając zabawki, ubrania i okruchy po całym mieszkaniu. Miała klucz, bo „to przecież też jej dom”. Marek, mój mąż, zawsze był zachwycony, że może być dziadkiem. Ja… ja nie chciałam być babcią na zawołanie.

W piątkowy wieczór, kiedy Ania z dziećmi pojawiła się w drzwiach, poczułam znajome ukłucie w żołądku. – Cześć, Mariolu! – zawołała, całując mnie w policzek, jakbyśmy były najlepszymi przyjaciółkami. Jej dzieci, Zuzia i Staś, rzuciły się na kanapę, zostawiając na niej błoto z butów. – Przepraszam, ale muszę jeszcze skoczyć do sklepu, zostawię dzieci na chwilę, dobrze? – rzuciła Ania, zanim zdążyłam zaprotestować.

Zostałam sama z dwójką rozwrzeszczanych maluchów. Zuzia zaczęła biegać po salonie, ścigając Stasia, który właśnie rozlał sok na mój nowy dywan. – Przestańcie! – krzyknęłam, ale dzieci nawet nie zwróciły na mnie uwagi. W tym momencie poczułam, jak narasta we mnie złość. To nie był mój wybór. Nie chciałam tego.

Wieczorem, kiedy dzieci w końcu zasnęły, usiadłam z Markiem w kuchni. – Marek, ja tak nie mogę. To nie jest mój dom w weekendy. Nie mam gdzie odpocząć, nie mogę nawet spokojnie poczytać książki. Czuję się jak opiekunka, a nie żona – powiedziałam, próbując opanować łzy.

Marek spojrzał na mnie z wyrzutem. – Przesadzasz. To tylko dzieci. Ania nie ma nikogo innego, a ja chcę być dla nich dziadkiem. Ty też powinnaś się cieszyć, że mamy rodzinę.

Zacisnęłam zęby. – Ale to nie jest moja rodzina. Ja nie jestem ich babcią. Nie chcę być. Chcę mieć spokój, chcę mieć dom dla siebie. Czy to naprawdę tak wiele?

Następnego dnia rano Ania znowu zostawiła dzieci pod moją opieką. – Muszę załatwić kilka spraw, wrócę za godzinę – rzuciła, nawet nie pytając, czy mi to odpowiada. Staś zaczął płakać, bo zgubił swoją ulubioną zabawkę, a Zuzia wylała mleko na podłogę. Czułam, jak moje nerwy są napięte do granic możliwości.

Po południu zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Grażyny. – Grażka, ja już nie wytrzymam. Oni mnie tu nie widzą. Jestem tylko darmową opiekunką. Marek uważa, że przesadzam, ale ja naprawdę nie chcę tak żyć.

Grażyna westchnęła. – Mariolu, musisz z nim porozmawiać. Postawić granice. To twój dom tak samo jak jego. Nie możesz pozwolić, żeby ktoś cię z niego wypchnął.

Wieczorem, kiedy Ania szykowała się do wyjścia, zebrałam się na odwagę. – Aniu, musimy porozmawiać. Wiem, że masz dużo na głowie, ale ja też mam swoje życie. Nie mogę co weekend zajmować się twoimi dziećmi. Potrzebuję spokoju.

Ania spojrzała na mnie zaskoczona. – Myślałam, że ci to nie przeszkadza. Tata zawsze mówi, że się cieszysz, kiedy przyjeżdżamy.

– Tata chce być dziadkiem, ja nie muszę być babcią. Chcę mieć czas dla siebie. Proszę, szanuj to.

Ania wzruszyła ramionami, ale widziałam w jej oczach cień zrozumienia. – Dobrze, postaram się rzadziej przyjeżdżać. Ale wiesz, dzieci naprawdę cię lubią.

Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, poczułam ulgę. Ale też smutek. Czy naprawdę muszę wybierać między własnym spokojem a rodziną mojego męża? Czy jestem złą osobą, bo nie chcę być babcią na zawołanie?

Wieczorem Marek był chłodny. – Nie rozumiem cię, Mariolu. Rodzina jest najważniejsza.

– Moja rodzina to też ja – odpowiedziałam cicho. – Chcę mieć prawo do własnego życia.

Teraz siedzę sama w salonie, patrzę na ślady dziecięcych rączek na szybie i zastanawiam się, czy naprawdę jestem egoistką. Czy kobieta po pięćdziesiątce musi zawsze dostosowywać się do innych? Czy nie zasługuję na własny dom, własny spokój, własne życie? Co wy byście zrobili na moim miejscu?