Miłość czy rodzina? Jak wybrałem Majkę i zapłaciłem cenę
– Michał, nie rób tego sobie… – głos mojej matki drżał, a jej oczy błyszczały łzami. Stałem w kuchni, oparty o blat, zaciśnięte pięści ukryte w kieszeniach. W powietrzu wisiała cisza, przerywana tylko tykaniem starego zegara. – Ona nie jest dla ciebie. Zasługujesz na więcej.
Wtedy poczułem, jakby ktoś ścisnął mi serce. Majka czekała na mnie na klatce schodowej, nie wiedząc, że w tym domu właśnie rozgrywa się najważniejsza walka mojego życia. Miałem dwadzieścia dziewięć lat, stabilną pracę w banku, własne mieszkanie na Pradze i rodziców, którzy zawsze byli dla mnie wzorem. A jednak ich miłość miała granice – granice, których nie chciałem już przekraczać.
Poznałem Majkę na kursie fotografii. Była inna niż wszystkie dziewczyny, które do tej pory spotykałem – nieśmiała, z rozczochranymi włosami i wiecznie poplamionymi dżinsami. Miała w sobie coś dzikiego i prawdziwego. Zakochałem się w niej od pierwszego uśmiechu. Ale Majka nie miała wykształcenia, pracowała jako kelnerka i wynajmowała pokój w starej kamienicy. Dla mojej matki to był powód do wstydu.
– Michałku, ona cię tylko wykorzysta – powtarzała matka przy każdej okazji. – Nie widzisz tego? Przecież ona nie ma nic! Nawet rodziny…
Ojciec milczał. Patrzył na mnie tym swoim surowym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć: „Zawiodłeś mnie”.
Przez wiele miesięcy próbowałem godzić dwa światy. Zapraszałem Majkę na rodzinne obiady, gdzie siedziała spięta i milcząca pod ciężarem spojrzeń mojej matki. Próbowałem tłumaczyć rodzicom, że liczy się serce, a nie status czy pieniądze. Ale oni widzieli tylko jej braki.
Pewnego wieczoru wróciłem do domu późno. Majka siedziała na parapecie z kubkiem herbaty.
– Michał… ja już nie mogę – powiedziała cicho. – Twoja mama patrzy na mnie jak na śmiecia. Czuję się tu obca.
Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
– Kocham cię – wyszeptałem. – To wszystko, co się liczy.
Ale czy naprawdę? Każde spotkanie z rodzicami kończyło się kłótnią. Matka groziła, że jeśli się z nią ożenię, nie przyjdzie na ślub. Ojciec przestał ze mną rozmawiać o czymkolwiek poza pracą.
W końcu nadszedł dzień decyzji. Majka płakała w moich ramionach, a ja czułem się rozdarty na pół.
– Wybierz mnie albo ich – powiedziała drżącym głosem. – Nie mogę żyć w ciągłym poczuciu winy.
Zadzwoniłem do matki. Powiedziałem jej wszystko: że kocham Majkę, że chcę z nią być i że jeśli muszę wybierać, wybieram ją.
– Michał… – usłyszałem tylko szloch po drugiej stronie słuchawki. – Nie wracaj do tego domu.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy z Majką jak na wygnaniu. Moi rodzice przestali się odzywać. Rodzina odwróciła się ode mnie – nawet siostra przestała pisać wiadomości. W pracy byłem coraz bardziej rozkojarzony; szef wezwał mnie na rozmowę i zapytał, czy mam problemy osobiste.
Majka starała się być silna, ale widziałem, jak bardzo ją to boli. Pewnej nocy obudziłem się i zobaczyłem ją płaczącą w łazience.
– Przepraszam… – wyszeptała. – Przez mnie straciłeś rodzinę.
Objąłem ją mocno.
– To nie twoja wina. To mój wybór.
Ale czy naprawdę byłem tego pewien? Każde święta spędzaliśmy sami. Wigilia bez opłatka z rodzicami bolała najbardziej. Patrzyliśmy przez okno na rozświetlone mieszkania sąsiadów i udawaliśmy, że wszystko jest w porządku.
Czasem łapałem się na tym, że zazdroszczę kolegom ich rodzinnych spotkań, zdjęć z dziećmi dziadków na Facebooku. My mieliśmy tylko siebie i pustkę po tych, których kochałem całe życie.
Minęły dwa lata. Z Majką zamieszkaliśmy razem w małym mieszkaniu na Grochowie. Ona zaczęła pracować jako fotografka ślubna; ja dostałem awans w pracy. Byliśmy szczęśliwi – przynajmniej tak sobie powtarzaliśmy.
Pewnego dnia dostałem list od matki. Krótkie zdanie: „Tęsknię za tobą”.
Serce mi zamarło. Pokazałem list Majce.
– Może czas spróbować jeszcze raz? – zapytała cicho.
Pojechałem do rodzinnego domu sam. Matka otworzyła drzwi i przez chwilę patrzyliśmy na siebie bez słowa. W jej oczach zobaczyłem zmęczenie i żal.
– Michał…
Przytuliła mnie mocno, jakby chciała nadrobić te wszystkie stracone lata.
Nie rozmawialiśmy o Majce tego dnia. Wiedziałem jednak, że nic już nie będzie takie samo jak dawniej.
Dziś wiem jedno: każda decyzja ma swoją cenę. Wybrałem miłość i zapłaciłem samotnością oraz tęsknotą za rodziną. Ale czy można być szczęśliwym bez akceptacji najbliższych? Czy warto poświęcić wszystko dla jednej osoby?
Czasem patrzę na Majkę i myślę: czy gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to samo? A może szczęście to coś więcej niż wybór między miłością a rodziną?