Między młotem a kowadłem: Gdy musisz wybrać między matką a żoną
– Michał, powiedz jej wreszcie, że nie ma prawa się tak do mnie odzywać! – głos Agnieszki drżał, a oczy miała pełne łez. Stała w kuchni, zaciśnięte pięści wbijała w blat, a ja czułem, jak pot spływa mi po plecach. Za drzwiami, w salonie, mama głośno stukała filiżanką o spodek. Wiedziałem, że słyszy każde słowo.
To był niedzielny obiad, który miał być spokojny, rodzinny. Mama przyjechała z Radomia, jak co miesiąc, z torbą pełną słoików i pretensji. Agnieszka od rana była spięta, bo wiedziała, że znowu padną te same uwagi: „Agnieszko, ziemniaki rozgotowane”, „Agnieszko, dzieci za cienko ubrane”, „Agnieszko, Michał schudł, nie karmisz go?”.
Tym razem jednak przegięła. Kiedy nasza córka, Zosia, rozlała kompot na obrus, mama syknęła: – Widać, po kim dziecko takie niezdarne. Matka nie nauczyła porządku, to i dziecko nie umie się zachować.
Agnieszka zbladła. Przez chwilę myślałem, że wyjdzie z pokoju i już nie wróci. Zamiast tego wstała i bez słowa zaczęła zbierać talerze. Mama patrzyła na mnie z wyższością, jakby czekała, aż ją poprę. Zosia zaczęła płakać. Ja siedziałem jak sparaliżowany.
Po obiedzie Agnieszka zamknęła się w łazience. Słyszałem jej cichy płacz. Mama weszła do kuchni, poprawiła fartuch i powiedziała: – Michał, ty się w końcu musisz nauczyć, kto tu rządzi. Ja cię wychowałam na porządnego człowieka, a ona cię tylko rozpuszcza.
Zacisnąłem zęby. – Mamo, proszę cię, nie mów tak o Agnieszce. To moja żona.
Spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Ty stajesz po jej stronie? Po stronie obcej kobiety?
Wtedy poczułem, jak coś we mnie pęka. Przez całe życie byłem „synkiem mamusi”. To ona mnie uczyła, jak radzić sobie w życiu, to ona płakała na mojej maturze i to ona pierwsza dowiedziała się, że Agnieszka jest w ciąży. Ale teraz miałem własną rodzinę. I musiałem wybrać.
Wróciłem do łazienki. Agnieszka siedziała na podłodze, tuląc Zosię. – Michał, ja już nie mogę. Albo ona przestanie nas obrażać, albo… – głos jej się załamał. – Ja nie chcę, żeby Zosia dorastała w takim domu.
Usiadłem obok niej. – Kochanie, przepraszam. Nie powinienem był milczeć. Muszę z nią porozmawiać.
Wyszedłem do kuchni. Mama stała przy oknie, patrząc na podwórko. – Mamo – zacząłem cicho. – Musimy ustalić zasady. To jest mój dom. Agnieszka jest moją żoną i matką moich dzieci. Proszę cię, nie możesz jej obrażać.
Odwróciła się gwałtownie. – Michał, ja całe życie dla ciebie poświęciłam! A teraz jakaś baba będzie mi mówić, co mogę, a czego nie?
– Mamo, nie „jakaś baba”. To moja żona. Jeśli nie możesz jej szanować, nie możesz tu przyjeżdżać.
Zapadła cisza. Mama patrzyła na mnie, jakby widziała mnie pierwszy raz w życiu. – Ty mnie wyrzucasz?
– Nie wyrzucam. Proszę tylko o szacunek. Dla niej i dla mnie.
Wybiegła z kuchni, trzaskając drzwiami. Słyszałem, jak w przedpokoju szuka kluczy. – Michał, nie poznaję cię! – krzyknęła. – Zobaczysz, jeszcze zatęsknisz za matką!
Drzwi trzasnęły. Zostałem w kuchni sam, z głową pełną myśli i sercem ciężkim jak kamień.
Wieczorem Agnieszka przyszła do mnie. – Dziękuję – powiedziała cicho. – Wiem, że to dla ciebie trudne.
Objąłem ją. – Nie chcę wybierać między wami. Ale nie pozwolę nikomu cię ranić.
Przez kolejne dni mama nie dzwoniła. W domu było spokojniej, ale czułem pustkę. Zosia pytała: – Tata, a babcia już nas nie kocha?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Czy można być dobrym synem i dobrym mężem jednocześnie? Czy każda rodzina musi przejść przez taki rozłam?
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy wybrałem dobrze? Czy można pogodzić miłość do matki z lojalnością wobec żony? Może wy mi powiecie – jak wy byście postąpili?