Jesteś mi coś winna – historia córki, która nigdy nie usłyszała przeprosin od własnej matki
– Znowu się spóźniłaś, Aniu. – Jej głos był chłodny, jak zawsze. Stała w kuchni, opierając się o blat, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Pachniało zupą ogórkową i czymś jeszcze – może rozczarowaniem, które wisiało w powietrzu od lat.
– Przepraszam, korki były… – zaczęłam, ale przerwała mi ruchem ręki.
– Zawsze masz wymówki. Zawsze coś ważniejszego niż ja.
Zacisnęłam dłonie na pasku torebki. Miała rację – zawsze coś było ważniejsze. Moje życie, moja praca, moje dzieci. Ale czy to naprawdę była moja wina? Czy to ja byłam winna temu, że nigdy nie potrafiłyśmy być sobie bliskie?
Od dziecka czułam się dla niej ciężarem. Pamiętam, jak miałam siedem lat i rozbiłam ulubiony wazon babci. Mama nie zapytała, czy się skaleczyłam. Krzyczała tylko: „Zawsze musisz coś zepsuć! Nie mogę mieć przez ciebie nic ładnego!” Potem długo płakałam w swoim pokoju, a ona nawet nie przyszła mnie przytulić.
W dorosłym życiu próbowałam zbudować z nią relację. Zapraszałam ją na święta, dzwoniłam, wysyłałam zdjęcia wnuków. Zawsze była jakaś wymówka: „Nie mam czasu”, „Nie czuję się najlepiej”, „Po co mi te zdjęcia?”
Teraz jest starsza. Schorowana. Potrzebuje pomocy – zakupów, sprzątania, czasem po prostu obecności. I oczekuje ode mnie wsparcia, jakby nic się nigdy nie wydarzyło.
– Aniu, podaj mi herbatę – rzuciła tonem rozkazu.
Zaparzyłam jej ulubioną malinową i postawiłam na stole. Patrzyła na mnie uważnie, jakby chciała coś powiedzieć. Przez chwilę miałam nadzieję, że usłyszę: „Dziękuję” albo nawet „Przepraszam”. Ale nie. Milczenie było gęste jak śmietana w jej kawie.
– Wiesz, że jesteś mi coś winna? – powiedziała nagle.
Zamarłam. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
– Co mam ci być winna?
– Opiekę. Pomoc. To twoja powinność jako córki.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Ile razy słyszałam te słowa? Ile razy czułam się zobowiązana do czegoś, czego nigdy nie dostałam w zamian?
– A ty? – zapytałam cicho. – Czy ty jesteś mi coś winna?
Spojrzała na mnie zaskoczona. Przez chwilę widziałam w jej oczach cień niepewności.
– O czym ty mówisz?
– O tym wszystkim… o dzieciństwie… o tym, że nigdy mnie nie przytuliłaś, nie powiedziałaś „kocham cię”, nie przeprosiłaś za krzyk i obojętność.
Wzruszyła ramionami.
– Takie były czasy. Nie rozpieszczało się dzieci. Ty też nie jesteś idealna matką.
Zabolało. Wiedziałam, że mam swoje wady. Czasem krzyczę na swoje dzieci, czasem jestem zmęczona i niecierpliwa. Ale zawsze staram się je przytulić na dobranoc, powiedzieć „przepraszam”, jeśli zrobię coś źle.
– Próbuję być lepsza – wyszeptałam.
– To dobrze – odpowiedziała sucho. – Ale to nie znaczy, że możesz mnie oceniać.
Usiadłam naprzeciwko niej. Przez okno wpadało zimowe światło. Na stole leżał stary album ze zdjęciami – ona z młodości, ja jako mała dziewczynka z warkoczykami. Uśmiechnięte twarze na papierze były kłamstwem.
– Mamo… czy ty kiedykolwiek żałowałaś tego, jak mnie wychowałaś?
Zamilkła na dłuższą chwilę. Wydawało mi się, że zaraz powie coś ważnego. Ale tylko westchnęła ciężko.
– Każdy robi to, co umie najlepiej – rzuciła w końcu. – Nie miałam łatwego życia. Twój ojciec odszedł, musiałam pracować na dwa etaty…
– Wiem – przerwałam jej łagodnie. – Ale czasem wystarczy jedno słowo… jedno „przepraszam”.
Spojrzała na mnie z mieszaniną gniewu i bezradności.
– Nie wiem, czy umiem to powiedzieć.
W tej chwili poczułam ogromny smutek i żal. Przez całe życie czekałam na coś, czego ona chyba nigdy nie będzie w stanie mi dać.
Wyszłam z kuchni i usiadłam w przedpokoju na starej ławce. Słyszałam jej kroki za sobą.
– Aniu…
Odwróciłam się powoli.
– Tak?
Patrzyła na mnie długo, jakby szukała właściwych słów.
– Dziękuję za herbatę – powiedziała cicho.
To było wszystko. Żadne „przepraszam”, żadne „kocham cię”. Tylko „dziękuję za herbatę”.
Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Moje dzieci bawiły się w salonie. Przytuliłam je mocno i poczułam łzy pod powiekami.
Wieczorem długo patrzyłam w sufit, myśląc o tym wszystkim. Czy można wybaczyć komuś, kto nigdy nie przyznał się do błędu? Czy jestem w stanie dać jej wsparcie bez żalu i pretensji? A może czasem trzeba pogodzić się z tym, że niektóre rany nigdy się nie zagoją?
Może właśnie dlatego tak bardzo staram się być inną matką dla swoich dzieci? Może to jedyny sposób, by przerwać ten łańcuch milczenia i niewypowiedzianych słów? Co wy byście zrobili na moim miejscu?