Dwadzieścia lat razem, a potem nagle sama: twarz pocieszenia, której się nie spodziewałam

— Naprawdę? Po dwudziestu latach? — mój głos drżał, a w oczach miałam łzy, których nie chciałam pokazać Dariuszowi. Stał przede mną w naszym salonie, z torbą podróżną w ręku, jakby właśnie wychodził na krótki urlop, a nie opuszczał nasze wspólne życie. — Przepraszam, Aniu. To nie twoja wina. Po prostu… zakochałem się — powiedział cicho, nie patrząc mi w oczy. W tej chwili świat się zatrzymał. Wszystko, co znałam, rozpadło się na kawałki.

Nie pamiętam, jak długo siedziałam na kanapie po jego wyjściu. Wpatrywałam się w ścianę, słysząc w głowie tylko echo jego słów: „Zakochałem się”. W kimś innym. W młodszej kobiecie. Przez dwadzieścia lat byłam jego żoną, matką naszych dzieci, partnerką w codziennych zmaganiach. A teraz zostałam sama.

Pierwsze dni były jak koszmar na jawie. Syn, Michał, studiował w Krakowie i nie chciałam go martwić. Córka, Zosia, była jeszcze w liceum i widziałam w jej oczach strach i złość. Ale najbardziej bolało mnie to, że nie miałam z kim o tym porozmawiać. Moja matka zawsze powtarzała: „Małżeństwo to świętość, trzeba wybaczać”. Ale jak wybaczyć zdradę?

Najgorsze były wieczory. Siedziałam sama przy stole, patrząc na dwa puste talerze. Czułam się jak cień samej siebie. Wtedy zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię: Teściowa — Halina. Przez lata nasze relacje były napięte. Miała do mnie pretensje o wszystko: o to, jak wychowuję dzieci, jak gotuję, jak sprzątam. Zawsze czułam się przy niej gorsza.

— Aniu… wiem, co się stało — usłyszałam jej głos, zaskakująco miękki. — Czy mogę przyjechać?

Nie chciałam jej widzieć. Ale samotność była silniejsza od dumy.

Przyjechała po godzinie. Usiadła naprzeciwko mnie, spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała: — Dariusz to głupiec. Nie zasłużyłaś na to.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. Potem Halina zaczęła opowiadać o swoim małżeństwie z ojcem Dariusza — o zdradach, o samotności, o tym, jak nauczyła się żyć dla siebie.

— Myślałam, że jesteś moją rywalką o syna — powiedziała nagle. — Ale teraz widzę, że jesteśmy po tej samej stronie.

Tej nocy długo rozmawiałyśmy. Po raz pierwszy poczułam, że ktoś naprawdę mnie rozumie. Halina została na noc — spała na kanapie w salonie. Rano zrobiła mi kawę i powiedziała: — Nie pozwól mu zniszczyć twojego życia. Jesteś silniejsza niż myślisz.

Zaczęłyśmy spotykać się regularnie. Chodziłyśmy razem na spacery po parku Jordana, gotowałyśmy wspólnie obiady dla Zosi. Halina stała się dla mnie kimś więcej niż teściową — była przyjaciółką, powierniczką moich lęków i nadziei.

Tymczasem Dariusz coraz rzadziej dzwonił do dzieci. Michał był wściekły na ojca i nie chciał z nim rozmawiać. Zosia zamknęła się w sobie i przestała chodzić na zajęcia dodatkowe. Czułam się odpowiedzialna za ich ból.

Pewnego dnia Zosia wróciła ze szkoły zapłakana.

— Mamo, wszyscy wiedzą… Mówią o nas na korytarzu…

Przytuliłam ją mocno.

— To nie twoja wina, kochanie. Ludzie zawsze będą gadać. Najważniejsze jest to, co my czujemy i jak sobie z tym poradzimy.

Wieczorem zadzwonił Dariusz.

— Aniu… czy mogę przyjechać porozmawiać?

Nie chciałam go widzieć, ale Halina spojrzała na mnie stanowczo:

— Musisz zamknąć ten rozdział.

Kiedy Dariusz wszedł do mieszkania, wyglądał na zmęczonego i starszego niż pamiętałam.

— Przepraszam cię za wszystko — zaczął niepewnie. — Nie wiem, czy potrafisz mi wybaczyć…

— Nie chodzi o wybaczenie — przerwałam mu. — Chodzi o to, żebyś był ojcem dla swoich dzieci i nie uciekał od odpowiedzialności.

Dariusz spuścił głowę.

— Masz rację… Po prostu… pogubiłem się.

Po tej rozmowie poczułam ulgę. Wiedziałam już, że nie chcę wracać do przeszłości. Chciałam żyć dalej — dla siebie i dla dzieci.

Halina była przy mnie przez kolejne miesiące. Pomogła mi znaleźć nową pracę w bibliotece miejskiej. Dzięki niej zaczęłam wierzyć w siebie na nowo.

Czasem zastanawiam się, dlaczego los postawił ją na mojej drodze właśnie wtedy, gdy najbardziej jej potrzebowałam. Może czasem największe wsparcie przychodzi od tych, których najmniej się spodziewamy?

Czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy da się odbudować życie po takim ciosie? Może najważniejsze jest to, by nie zamykać serca na drugiego człowieka — nawet jeśli kiedyś wydawał nam się największym wrogiem.