„Dlaczego dla niej zawsze jest więcej?” – Moja walka o sprawiedliwość w rodzinie męża
Już w progu domu czułam to znajome ukłucie w żołądku. Michał ściskał moją dłoń, jakby chciał dodać mi otuchy, ale wiedziałam, że za chwilę znowu poczuję się jak intruz. – O, Michałek! – rozległ się głos teściowej, gdy tylko przekroczyliśmy próg. – Kasiu, chodź, mama zrobiła twoje ulubione pierogi! – wołała już przez okno do swojej córki, która właśnie parkowała nowiutkiego SUV-a pod domem. Ja, jak zwykle, zostałam z boku, z torbą pełną zakupów, które przywieźliśmy z miasta.
– Cześć, mamo – powiedział Michał, całując ją w policzek. Ja uśmiechnęłam się grzecznie, ale teściowa ledwo skinęła głową. – O, Aniu, dobrze, że jesteś. Weź, proszę, te słoiki do piwnicy, bo zaraz się rozgrzeją – rzuciła, nawet nie patrząc mi w oczy. Kasia już siedziała przy stole, a jej dzieci biegały po kuchni, rozrzucając zabawki.
Zawsze tak było. Od lat. Każdy weekend na wsi wyglądał podobnie: ja w kuchni, przy sprzątaniu, przy ogrodzie, a Kasia z mamą przy kawie, śmiejące się z czegoś, czego nigdy nie rozumiałam. Michał próbował mnie pocieszać, mówił, że „mama po prostu taka jest”, ale ja widziałam, jak bardzo się stara, żeby nie urazić żadnej ze stron.
Najgorsze były te momenty, gdy teściowa wyciągała z szafy kopertę i wręczała ją Kasi. – Na nowe buty dla dzieci, wiesz, jak to jest – mówiła, a Kasia całowała ją w policzek. My dostawaliśmy słoik ogórków, czasem dżem. Nawet nie chodziło o pieniądze, tylko o to, że czułam się niewidzialna. Jakbyśmy byli gorsi, mniej ważni.
Pewnego dnia, gdy pomagałam w ogrodzie, usłyszałam rozmowę teściowej z sąsiadką. – Kasia to moja duma, taka zaradna, taka piękna. A Ania… no, jest, pomaga, ale to nie to samo. – Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Przez chwilę chciałam rzucić wszystko i wrócić do miasta, ale wiedziałam, że Michał tego nie zrozumie.
Wieczorem, gdy siedzieliśmy przy stole, teściowa zaczęła opowiadać o planach na remont domu. – Kasiu, może byś się wprowadziła na górę? Zrobimy ci osobne wejście, dzieci będą miały ogród… – A my? – zapytałam cicho. – Wy przecież macie mieszkanie w mieście, po co wam dom na wsi? – odpowiedziała, nawet nie patrząc w moją stronę. Michał milczał, a ja czułam, jak narasta we mnie bunt.
Po powrocie do domu wybuchłam. – Michał, dlaczego twoja mama tak mnie traktuje? Dlaczego dla Kasi zawsze jest więcej? – zapytałam, łamiącym się głosem. Michał wzruszył ramionami. – Nie wiem, Aniu. Może po prostu jesteś inna? Może ona nie potrafi cię zaakceptować? – Jego słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego.
Zaczęłam unikać wyjazdów na wieś. Zawsze znajdowałam wymówkę: praca, zmęczenie, choroba. Michał jeździł sam, a ja zostawałam w pustym mieszkaniu, czując się coraz bardziej samotna. Z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy to wszystko ma sens. Czy warto walczyć o rodzinę, która nigdy nie będzie moja?
Pewnego dnia Michał wrócił z wsi z dziwną miną. – Mama pytała, dlaczego cię nie ma. Powiedziała, że powinnaś się bardziej starać, bo Kasia to zupełnie inna synowa. – Poczułam, jak coś we mnie pęka. – Michał, ja już nie mam siły. Nie chcę być porównywana, nie chcę czuć się gorsza. Albo coś się zmieni, albo… – nie dokończyłam. Michał spojrzał na mnie z przerażeniem. – Aniu, nie mów tak. Przecież jesteśmy rodziną. – Ale czy na pewno? – zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
Postanowiłam, że muszę porozmawiać z teściową. Pojechałam na wieś sama, bez Michała. Serce waliło mi jak młot. Teściowa była w ogrodzie, podlewała kwiaty. – Pani Zofio, chciałabym porozmawiać – zaczęłam nieśmiało. Spojrzała na mnie zaskoczona. – O czym? – O tym, jak mnie pani traktuje. O tym, że czuję się tu obca, niewidzialna. Że boli mnie, kiedy faworyzuje pani Kasię, a mnie traktuje jak służącą. – Przez chwilę milczała. – Aniu, nie przesadzaj. Kasia ma trudniej, jest sama z dziećmi, jej mąż wyjechał za granicę. Ty masz Michała, mieszkanie, pracę. – Ale ja też mam uczucia. Też chciałabym poczuć się częścią tej rodziny. – Zofia wzruszyła ramionami. – Może kiedyś to zrozumiesz.
Wróciłam do domu załamana. Michał próbował mnie pocieszać, ale czułam, że coś się we mnie wypaliło. Przestałam jeździć na wieś. Skupiłam się na pracy, na sobie. Z czasem zaczęłam czuć ulgę. Nie musiałam już udawać, że wszystko jest w porządku.
Minęło kilka miesięcy. Michał coraz częściej jeździł na wieś sam. Nasza relacja zaczęła się psuć. Coraz częściej się kłóciliśmy. – Aniu, nie możesz tak po prostu odciąć się od mojej rodziny! – krzyczał. – A czy oni kiedykolwiek byli moją rodziną? – odpowiadałam.
W końcu postanowiliśmy pójść na terapię. Tam po raz pierwszy powiedziałam wszystko, co czułam. O bólu, o poczuciu odrzucenia, o tym, jak bardzo chciałam być częścią tej rodziny. Michał słuchał, a potem powiedział: – Przepraszam, że cię nie broniłem. Przepraszam, że pozwoliłem, żebyś czuła się gorsza.
Nie wiem, co będzie dalej. Może kiedyś teściowa mnie zaakceptuje. Może nie. Ale wiem jedno: nie pozwolę już nikomu traktować się jak powietrze. Zasługuję na szacunek, na miłość, na rodzinę, która mnie doceni.
Czy naprawdę musimy walczyć o miejsce w rodzinie, która powinna nas przyjąć z otwartymi ramionami? Czy warto poświęcać siebie dla kogoś, kto nigdy nie zobaczy w nas wartości?