Moja szwagierka oskarża mnie o głód swojej córki: Kiedy rodzina pęka w szwach
— Naprawdę nie masz wstydu, Ivana! — krzyknęła do mnie Aneta, moja szwagierka, stojąc w progu naszej kuchni. Jej głos był ostry jak nóż, a w oczach widziałam gniew i rozczarowanie. — Moja Ola nie ma co jeść, a wy tutaj siedzicie i udajecie, że wszystko jest w porządku!
Zamarłam z łyżką w ręku, mieszając zupę dla moich dzieci. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. W głowie dudniły mi jej słowa. Jak to możliwe, że to ja mam być winna temu, że jej córka chodzi głodna? Przecież to ona kilka miesięcy temu spakowała walizki, zostawiła mojego brata i uciekła do innego mężczyzny. Zostawiła Olę pod opieką babci, a sama zniknęła na dwa tygodnie. Kiedy wróciła, nie miała ani pracy, ani pieniędzy, tylko pretensje do całego świata.
— Aneta, przecież wiesz, że zawsze pomagamy, kiedy możemy — odpowiedziałam cicho, starając się nie podnosić głosu. — Ale nie możesz oczekiwać, że będziemy utrzymywać was na stałe. Mamy też swoje dzieci, swoje rachunki…
— Łatwo ci mówić, bo masz wszystko! — przerwała mi, a jej głos przeszedł w histeryczny ton. — Twój mąż zarabia, dzieci zdrowe, a ja? Ja muszę się prosić o każdy grosz! Ola płacze, bo jest głodna, a ty nawet nie zapytasz, czy czegoś jej nie potrzeba!
Poczułam, jak narasta we mnie złość, ale i bezsilność. Przecież przez ostatnie miesiące wielokrotnie dawałam jej jedzenie, kupowałam mleko, pieluchy, nawet płaciłam za obiady w szkole dla Oli. Mój mąż, Tomek, też nie był obojętny — co tydzień zawoził im zakupy. Ale Aneta zawsze chciała więcej. Nigdy nie dziękowała, tylko żądała. A kiedy próbowałam z nią rozmawiać o pracy, o tym, żeby w końcu wzięła odpowiedzialność za swoje życie, obrażała się i znikała na kilka dni.
Tego dnia Tomek wrócił wcześniej z pracy. Zastał nas w kuchni, Anetę roztrzęsioną i mnie na skraju łez. — Co się tu dzieje? — zapytał, patrząc na nas z niepokojem.
— Twoja żona uważa, że nie muszę się martwić o własne dziecko! — wybuchła Aneta. — Że Ola może głodować, bo ona ma swoje dzieci!
Tomek spojrzał na mnie pytająco, a ja tylko pokręciłam głową. — Aneta, przecież wiesz, że pomagamy, jak możemy. Ale nie możemy brać na siebie całej odpowiedzialności. To nie jest sprawiedliwe wobec naszych dzieci.
Aneta zaczęła płakać. — Ja już nie mam siły… Wszystko się posypało. Gdyby nie ta zdrada… — urwała, a jej głos zadrżał. — Ale co miałam zrobić? Twój brat był nie do zniesienia, ciągle tylko praca i praca. Potrzebowałam kogoś, kto mnie doceni. A teraz zostałam sama, bez pieniędzy, bez wsparcia. I jeszcze wy się ode mnie odwracacie!
Przez chwilę w kuchni panowała cisza. Słychać było tylko cichy szloch Anety i bulgotanie zupy. Tomek podszedł do niej, położył rękę na ramieniu. — Aneta, nikt się od ciebie nie odwraca. Ale musisz zrozumieć, że nie możemy żyć za ciebie. Musisz zacząć działać. Ola cię potrzebuje, ale nie tylko do tego, żebyś narzekała. Potrzebuje matki, która się nie poddaje.
Aneta spojrzała na niego z wyrzutem. — Łatwo ci mówić. Ty masz wszystko poukładane. Ja już nie mam siły walczyć.
— To nieprawda — powiedziałam cicho. — Każdy z nas ma swoje problemy. Ja też nie śpię po nocach, martwię się o dzieci, o rachunki. Ale nie mogę pozwolić, żebyś obarczała mnie winą za swoje decyzje. Pomogę ci, ale tylko wtedy, kiedy sama zaczniesz się starać.
Aneta wstała gwałtownie, otarła łzy. — W porządku. Skoro tak, to już niczego od was nie chcę. Poradzę sobie sama. Zobaczycie jeszcze, jak bardzo się mylicie!
Wybiegła z kuchni, trzaskając drzwiami. Zostałam z Tomkiem w ciszy, czując ciężar tej rozmowy na sercu. — Może przesadziłam? — zapytałam cicho. — Może powinnam była być bardziej wyrozumiała?
Tomek objął mnie ramieniem. — Nie możesz brać na siebie całego świata, Ivana. Pomagamy, ale nie możemy pozwolić, żeby ktoś nas wykorzystywał. Aneta musi dorosnąć do swoich decyzji.
Przez kolejne dni nie miałam spokoju. Myślałam o Oli, o tym, czy naprawdę nie ma co jeść, czy Aneta nie przesadza. Zadzwoniłam do babci, która opiekowała się Olą, kiedy Aneta znikała. — Wszystko w porządku, Ivana — uspokoiła mnie starsza pani. — Ola ma co jeść, ja się nią zajmuję. Aneta po prostu nie radzi sobie z życiem. Ale nie martw się, nie pozwolę, żeby dziecku stała się krzywda.
To mnie trochę uspokoiło, ale wciąż czułam żal. Przypomniałam sobie, jak kiedyś Aneta była moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze razem, śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy o wszystkim. Co się stało, że teraz jesteśmy po dwóch stronach barykady?
Kilka tygodni później Aneta pojawiła się znowu. Tym razem była spokojniejsza, jakby coś w niej pękło. — Ivana, przepraszam — powiedziała cicho. — Wiem, że przesadziłam. Po prostu… boję się. Boję się, że nie dam rady. Że Ola będzie cierpieć przez moje błędy.
Objęłam ją, choć wciąż czułam w sobie żal. — Aneta, każdy popełnia błędy. Ale musisz wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Ola cię potrzebuje. My ci pomożemy, ale tylko wtedy, kiedy sama będziesz chciała coś zmienić.
Przytaknęła, a w jej oczach zobaczyłam cień dawnej Anety. Może jeszcze wszystko da się naprawić?
Czasem zastanawiam się, gdzie jest granica między pomocą a wykorzystywaniem naszej dobroci. Czy można komuś pomóc, jeśli on sam nie chce sobie pomóc? A może czasem trzeba pozwolić, żeby ktoś upadł, żeby mógł się podnieść silniejszy? Co wy o tym myślicie?