Wpuściłam syna i synową do swojego domu po ich życiowej porażce, a po kilku miesiącach musiałam wyrzucić własne dziecko, żeby uratować siebie
Pamiętam ten moment, kiedy stałam w swojej kuchni i patrzyłam na brudne kubki, obce buty i bałagan, który przestał być tylko bałaganem, a stał się znakiem, że tracę własny dom. Zgodziłam się przyjąć pod dach bezrobotnego syna i jego żonę, bo byłam matką i nie umiałam zostawić ich samych, ale szybko zrozumiałam, że dobroć bez granic zamienia się w upokorzenie. Najtrudniejsze było to, że nie wyrzucałam obcych ludzi, tylko własne dziecko, które patrzyło mi w oczy tak, jakby to wszystko było moją winą.