Jestem babcią – nie pracownikiem na zmianę: Moja rodzina zapomniała, że mam własne życie

– Mamo, możesz zostać z Olkiem w środę? – głos mojej córki, Ani, rozbrzmiewał w słuchawce z tą samą nutą pośpiechu, co zawsze. – Muszę zostać dłużej w pracy, a Bartek ma delegację.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, już słyszałam w tle szelest papierów i płacz mojego wnuka. – Oczywiście, kochanie – powiedziałam, choć w środku czułam, jak coś się we mnie zaciska. To już trzeci raz w tym tygodniu. Trzeci raz, kiedy moje plany muszą ustąpić miejsca ich potrzebom.

Kiedy dowiedziałam się, że zostanę babcią, łzy wzruszenia same napłynęły mi do oczu. Wyobrażałam sobie, jak będę tulić maleństwo, piec dla niego szarlotkę, opowiadać bajki. Nie sądziłam jednak, że zostanę… no właśnie, kim? Darmową opiekunką na pełen etat?

Pamiętam, jak pierwszy raz przywieźli Olka do mnie na cały dzień. – Mamo, to tylko na chwilę, musimy załatwić kilka spraw – tłumaczyła Ania. Siedziałam wtedy w kuchni, patrząc na śpiącego wnuka i czułam dumę. Ale z każdym kolejnym tygodniem „chwila” zamieniała się w godziny, potem w całe dnie.

– Mamo, możesz zostać z Olkiem w sobotę? – pytała Ania. – Musimy z Bartkiem trochę odpocząć, nie pamiętam, kiedy ostatnio byliśmy w kinie.

Nie miałam serca odmówić. Przecież wiem, jak ciężko jest młodym rodzicom. Ale czy ktoś pytał mnie, czy mam plany? Czy chciałabym pojechać na działkę, spotkać się z koleżankami, pójść do teatru?

Z czasem zaczęłam czuć się jak pracownik na zmianę. Rano telefon: – Mamo, Olek ma katar, nie mogę go dziś posłać do żłobka. Możesz przyjechać?

Wieczorem: – Mamo, zostaniesz jeszcze chwilę, muszę zrobić zakupy.

A potem już nawet nie pytali. Po prostu przywozili Olka i zostawiali mi go pod drzwiami, jak paczkę z kurierem.

Pewnego dnia, kiedy Olek zasnął, usiadłam w fotelu i spojrzałam na swoje dłonie. Zmarszczki, plamy, ślady lat. Przypomniałam sobie, jak sama byłam młodą matką. Moja mama mieszkała daleko, nie mogła mi pomagać. Radziłam sobie sama, czasem płakałam z bezsilności, ale nikt nie traktował jej jak darmowej opiekunki.

Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Grażyny. – Grażka, czy ty też masz wrażenie, że twoje życie już nie należy do ciebie? – zapytałam.

– Oj, Haniu, nie mów. U mnie to samo. Synowa dzwoni, wnuczka zostawia, a ja nawet nie mogę spokojnie pójść do lekarza.

Poczułam ulgę, że nie jestem sama. Ale czy to normalne? Czy naprawdę nasze pokolenie ma być tylko zapleczem logistycznym dla młodych?

Wieczorem, kiedy Ania przyszła po Olka, zebrałam się na odwagę. – Aniu, musimy porozmawiać.

Spojrzała na mnie zaskoczona. – Co się stało, mamo?

– Kocham Olka nad życie, ale… czuję się trochę jak opiekunka na etat. Nie mam już czasu dla siebie. Chciałabym czasem wyjść, spotkać się z koleżankami, pojechać na działkę.

Ania spojrzała na mnie, jakby pierwszy raz zobaczyła mnie naprawdę. – Mamo, przepraszam. Nie zdawałam sobie sprawy, że to dla ciebie takie trudne. Myślałam, że lubisz spędzać czas z Olkiem.

– Lubię, kochanie. Ale chcę mieć wybór. Chcę, żebyście pytali, a nie zakładali, że zawsze mogę.

Przez chwilę milczałyśmy. W końcu Ania przytuliła mnie mocno. – Masz rację, mamo. Przepraszam. Postaramy się to zmienić.

Ale czy coś się zmieniło? Przez kilka tygodni rzeczywiście rzadziej prosili mnie o pomoc. Ale potem wszystko wróciło do normy. Znowu telefony, znowu prośby, znowu poczucie winy, gdy chciałam odmówić.

Pewnego dnia, kiedy Olek bawił się klockami na dywanie, a ja patrzyłam przez okno na szare, listopadowe niebo, poczułam, że muszę coś zmienić. Zadzwoniłam do Grażyny. – Grażka, jedziemy w sobotę na działkę. Bez wnuków, bez dzieci. Tylko my.

– Ale co powiesz Ani? – zapytała Grażyna.

– Powiem jej prawdę. Że jestem babcią, nie pracownikiem na zmianę.

Kiedy powiedziałam to Ani, była zaskoczona. – Ale mamo, my naprawdę cię potrzebujemy.

– A ja potrzebuję siebie. Chcę być babcią, ale też kobietą, przyjaciółką, człowiekiem.

Nie wiem, czy mnie zrozumiała. Może kiedyś zrozumie. Może kiedyś sama stanie przed tym wyborem.

Czasem patrzę na Olka i myślę: kocham cię, wnuczku, ale czy twoi rodzice kiedyś zobaczą we mnie kogoś więcej niż tylko darmową opiekunkę? Czy każda babcia w Polsce musi wybierać między miłością do wnuków a własnym życiem?

A wy? Czy też czujecie, że wasze życie przestało należeć do was? Czy ktoś jeszcze pamięta, że babcia to nie tylko opiekunka, ale też kobieta z marzeniami i potrzebami?