Po 25 latach małżeństwa zobaczyłam, kto zajął moje miejsce. To była moja przyjaciółka.

– Naprawdę? To już wszystko? – zapytałam, patrząc na Andrzeja, który pakował ostatnią walizkę do bagażnika. Stałam w progu naszego domu w Piasecznie, z rękami splecionymi na piersi, próbując nie pokazać, jak bardzo drży mi głos.

– Tak, Aniu. To już wszystko – odpowiedział cicho, nie patrząc mi w oczy. – Dzieci są dorosłe, dom zostaje twój. Ja… po prostu muszę spróbować jeszcze raz zacząć żyć.

Nie było krzyków, nie było dramatycznych scen. Po dwudziestu pięciu latach małżeństwa rozstaliśmy się jak dwoje ludzi, którzy po prostu przestali się kochać. Przynajmniej tak mi się wydawało. Przez kilka tygodni powtarzałam sobie, że to naturalny etap – dzieci wyfrunęły z gniazda, my zostaliśmy sami i nagle okazało się, że nie mamy już o czym rozmawiać. Andrzej był coraz bardziej zamknięty w sobie, ja coraz częściej uciekałam w książki i spacery z psem.

Ale tamtego dnia na stacji benzynowej wszystko się zmieniło.

Zatrzymałam się tylko na chwilę, żeby zatankować i kupić kawę na wynos. Wychodząc ze sklepu, zobaczyłam ich przez szybę samochodu. Andrzej śmiał się głośno – tak jak nie śmiał się przy mnie od lat. Obok niego siedziała kobieta. Trzymali się za ręce. Najpierw nie poznałam jej profilu, ale kiedy się odwróciła i nasze spojrzenia się spotkały, poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch.

To była Magda. Moja przyjaciółka od liceum. Kobieta, której powierzałam wszystkie sekrety. Z którą piłam wino po nocach i płakałam nad losem naszych dzieci. Magda – ta sama, która jeszcze miesiąc temu pocieszała mnie po rozstaniu z Andrzejem.

Zrobiło mi się niedobrze. Oparłam się o samochód i próbowałam złapać oddech. Magda wysiadła z auta i podeszła do mnie niepewnie.

– Aniu… – zaczęła cicho.

– Od jak dawna? – przerwałam jej, patrząc prosto w oczy.

Zawahała się.

– Nie chcieliśmy cię ranić… To nie było planowane… Po prostu… Zbliżyliśmy się do siebie po waszym rozstaniu…

Zaśmiałam się gorzko.

– Po naszym rozstaniu? Magda, znam cię za dobrze. Wiem, kiedy kłamiesz.

Nie odpowiedziała. W jej oczach pojawiły się łzy.

Wróciłam do domu jak w transie. Przez kilka dni nie odbierałam telefonów ani od Magdy, ani od Andrzeja. Dzieci dzwoniły zaniepokojone moim milczeniem, ale nie potrafiłam im powiedzieć prawdy. Jak miałabym im wyjaśnić, że ich ojciec jest teraz z kobietą, którą nazywali „ciocią Magdą”? Że przez lata byłam ślepa na to, co działo się tuż pod moim nosem?

W końcu zebrałam się na odwagę i zaprosiłam córkę na kawę.

– Mamo, co się dzieje? Wyglądasz okropnie – powiedziała Marta, siadając naprzeciwko mnie przy kuchennym stole.

– Twój tata… jest z Magdą – wydusiłam z siebie.

Marta zamarła. Przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu.

– Magdą? Naszą Magdą?

Pokiwałam głową.

– Wiedziałaś o tym? – zapytała cicho.

– Nie… Nie miałam pojęcia. Myślałam, że to tylko wypalenie… Że po prostu przestaliśmy być dla siebie ważni…

Marta złapała mnie za rękę.

– Mamo, to nie twoja wina.

Ale ja wiedziałam swoje. Przez lata byłam tak skupiona na dzieciach, pracy i codziennych obowiązkach, że przestałam zauważać Andrzeja jako mężczyznę. Może gdybym wcześniej coś zmieniła… Może gdybym była bardziej uważna…

Wieczorami wracały do mnie wspomnienia: wspólne wakacje nad Bałtykiem, święta u teściów w Lublinie, pierwsze mieszkanie na Ursynowie. I Magda – zawsze obok mnie. Pomagała mi przy dzieciach, wspierała podczas choroby mamy, była moją powierniczką i siostrą z wyboru.

Teraz czułam tylko pustkę i gniew. Na Andrzeja – za zdradę i tchórzostwo. Na Magdę – za kłamstwa i zdradę przyjaźni. Ale najbardziej na siebie – za to, że pozwoliłam im wejść tak głęboko w moje życie i nie zauważyłam niczego podejrzanego.

Pewnego dnia zadzwonił Andrzej.

– Aniu… Musimy porozmawiać.

– O czym? O tym, jak długo mnie zdradzałeś? Czy może o tym, jak łatwo można wymienić żonę na jej najlepszą przyjaciółkę?

– To nie tak… Naprawdę nie chciałem cię zranić…

– Ale zraniłeś – przerwałam mu zimno.

Rozłączyłam się i przez długi czas płakałam w poduszkę jak dziecko.

Minęły miesiące. Powoli zaczynałam układać sobie życie na nowo. Zaczęłam chodzić na jogę do pobliskiego domu kultury, zapisałam się na kurs fotografii i coraz częściej spotykałam się z sąsiadkami na kawie. Dzieci wspierały mnie jak mogły – syn zabrał mnie na wycieczkę w góry, Marta zaprosiła do siebie na weekend do Krakowa.

Magda próbowała się ze mną kontaktować wiele razy. Pisała długie maile, zostawiała wiadomości na Messengerze:

„Ania, przepraszam. Wiem, że cię zawiodłam. Nie potrafię sobie tego wybaczyć.”

Ale ja nie byłam gotowa na przebaczenie. Może kiedyś… Ale nie teraz.

Czasem zastanawiam się, czy mogłam coś zrobić inaczej. Czy można przewidzieć zdradę? Czy można ochronić swoje serce przed takim bólem?

Dziś wiem jedno: życie potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że już nic nas nie zdziwi. I choć bardzo boli strata miłości i przyjaźni naraz – wiem też, że muszę nauczyć się żyć dla siebie.

Czy można jeszcze zaufać komuś po takim ciosie? Czy wy też kiedyś poczuliście się zdradzeni przez najbliższych?