Moje życie z rodziną mojego brata: Czy naprawdę muszę pozwalać, by ich dzieci niszczyły świat mojego dziecka?

– Znowu to samo, Magda! – syknęłam przez zaciśnięte zęby, kiedy zobaczyłam, jak Kuba, syn mojej szwagierki, wyrywa Emmie z rąk jej ulubioną lalkę. – Czy ty naprawdę nie widzisz, co on wyprawia?

Magda wzruszyła ramionami i nawet nie oderwała wzroku od telefonu. – Daj spokój, dzieci się bawią. Przecież nic się nie stało.

Nic się nie stało? Moja córka miała łzy w oczach, a jej ukochana Zosia leżała na podłodze z urwaną głową. Czułam, jak narasta we mnie fala bezsilnej złości. To nie był pierwszy raz. Od miesięcy obserwowałam, jak dzieci Magdy i Pawła – Kuba i Zuzia – zachowują się jak małe tyrany. Krzyczą, biją się, wyrywają zabawki, a ich matka tylko macha ręką albo udaje, że nie widzi problemu.

Pamiętam pierwszy raz, kiedy Emma wróciła od nich zapłakana. Miała wtedy siedem lat. – Mamo, Kuba powiedział, że jestem głupia i że nie mogę się z nimi bawić – wyszeptała wtedy. Przytuliłam ją mocno i obiecałam sobie, że będę ją chronić. Ale jak to zrobić, kiedy cała rodzina oczekuje, że będziemy się spotykać na każdej możliwej okazji?

Mój mąż, Tomek, zawsze powtarza: – Daj spokój, to tylko dzieci. Przecież nie możemy się od nich odciąć.

Ale ja nie potrafię już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Każde rodzinne spotkanie to dla mnie walka o spokój Emmki i o własne nerwy. Zawsze kończy się tak samo: Emma płacze, ja jestem roztrzęsiona, a Magda patrzy na mnie z politowaniem.

Ostatnia Wigilia była kulminacją wszystkiego. Siedzieliśmy przy stole u teściów. Kuba i Zuzia biegali wokół stołu, wrzeszcząc i przewracając krzesła. Emma siedziała skulona przy mnie, ściskając moją dłoń tak mocno, że aż bolało. W pewnym momencie Kuba rzucił w nią kawałkiem piernika.

– Przestańcie natychmiast! – wybuchłam. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.

– O co ci chodzi? – zapytała Magda lodowatym tonem. – Przecież to tylko dzieci.

– Może gdybyś je wychowywała, a nie pozwalała na wszystko… – zaczęłam, ale Tomek ścisnął mnie za ramię.

– Nie teraz – wyszeptał błagalnie.

Po powrocie do domu długo nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: czy to ja jestem przewrażliwiona? Czy może naprawdę coś jest nie tak z tymi dziećmi? Emma wtuliła się we mnie w nocy i przez sen szeptała: – Mamo, nie chcę już tam jeździć…

Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama:

– Co się stało wczoraj? Magda mówiła, że zrobiłaś awanturę przy stole.

– Mamo, ja już nie mogę… One są okropne dla Emmki! – głos mi się załamał.

– Ale przecież to rodzina…

To słowo – rodzina – brzmi czasem jak wyrok. Czy naprawdę muszę pozwalać, by ktoś krzywdził moje dziecko tylko dlatego, że jesteśmy spokrewnieni?

Zaczęłam unikać spotkań. Wymyślałam wymówki: Emma chora, ja mam dużo pracy… Ale presja rosła. Teściowa dzwoniła coraz częściej:

– Kiedy wreszcie przyjedziecie? Dzieci tęsknią za sobą!

Emma patrzyła na mnie błagalnie za każdym razem, gdy wspominałam o rodzinnych odwiedzinach.

– Mamo, proszę…

W końcu Tomek postawił sprawę jasno:

– Nie możemy się wiecznie ukrywać. To moja rodzina! Musimy jakoś to rozwiązać.

Ale jak? Próbowałam rozmawiać z Magdą. Zaprosiłam ją na kawę do naszej ulubionej cukierni.

– Magda, musimy pogadać o dzieciach…

Spojrzała na mnie podejrzliwie.

– Co znowu?

– Emma bardzo przeżywa te spotkania. Kuba i Zuzia są dla niej… trudni. Może moglibyśmy ustalić jakieś zasady?

Parsknęła śmiechem.

– Ty zawsze musisz wszystko kontrolować! Moje dzieci są żywe i spontaniczne. To twoja Emma jest przewrażliwiona.

Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie w twarz.

– Chcę tylko chronić swoje dziecko…

– A ja swoje wychowuję po swojemu! – rzuciła i wyszła z kawiarni bez słowa pożegnania.

Wróciłam do domu roztrzęsiona. Tomek próbował mnie pocieszyć:

– Może rzeczywiście trochę przesadzasz?

Ale kiedy zobaczył Emmę skuloną w kącie pokoju po kolejnej wizycie u dziadków (tym razem bez nas), sam przyznał:

– Chyba masz rację…

Zaczęliśmy rozmawiać o tym coraz częściej. O tym, jak trudno jest być rodzicem w świecie pełnym oczekiwań innych ludzi. O tym, jak bardzo boli patrzeć na cierpienie własnego dziecka i być bezsilnym wobec presji rodziny.

Któregoś dnia Emma przyszła do mnie sama:

– Mamo, czy mogę już nie jeździć do Kuby i Zuzi? Wolę zostać w domu z tobą.

Przytuliłam ją mocno i poczułam łzy napływające do oczu.

– Oczywiście, kochanie. Już nigdy nie zmuszę cię do niczego.

Od tamtej pory nasze życie stało się spokojniejsze. Ale relacje rodzinne się ochłodziły. Magda przestała się do mnie odzywać. Teściowa patrzy na mnie z wyrzutem przy każdej okazji. Tomek czuje się rozdarty między mną a swoją rodziną.

Czasem zastanawiam się: czy dobrze zrobiłam? Czy można być dobrym rodzicem i jednocześnie lojalnym członkiem rodziny? Czy naprawdę musimy poświęcać szczęście własnego dziecka dla świętego spokoju?

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy warto walczyć o swoje zasady nawet kosztem rodzinnych relacji?