Imię mojego syna – czy powinnam je zmienić?
– Mamo, a dlaczego w przedszkolu jest jeszcze trzech Antków? – zapytał mnie pewnego popołudnia mój pięcioletni syn, patrząc na mnie z powagą, której nie spodziewałam się po tak małym dziecku. Zamarłam na chwilę, trzymając w ręku kubek z herbatą. W tej jednej sekundzie poczułam, jakby cały ciężar świata spadł mi na ramiona. Przecież to tylko imię, powtarzałam sobie od miesięcy. Ale czy na pewno?
Od kiedy Antek poszedł do przedszkola, coraz częściej słyszałam jego imię wykrzykiwane przez nauczycielki, inne dzieci, a nawet rodziców na placu zabaw. „Antek, nie biegaj!”, „Antek, chodź tu!”, „Antek, podziel się zabawką!”. Za każdym razem mój syn odwracał się zdezorientowany, bo przecież nie wiedział, czy to do niego. Zaczęło mnie to drażnić. Zaczęło mnie to boleć.
Wieczorami przeglądałam fora internetowe i czytałam historie innych matek. Jedna napisała: „Moja córka ma na imię Zosia i w klasie jest ich pięć. Gdyby mogła, zmieniłabym jej imię”. Inna: „Nie przesadzajcie, imię to tylko imię”. Ale ja nie mogłam przestać myśleć o tym, że może zrobiłam coś źle. Może powinnam była wybrać coś bardziej oryginalnego? Może przez moją decyzję Antek będzie miał poczucie, że jest jednym z wielu?
Pewnego wieczoru, gdy mąż wrócił z pracy, zebrałam się na odwagę.
– Michał, musimy porozmawiać – powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie z troską. – Co się stało?
– Myślałaś kiedyś o tym, żeby… zmienić Antkowi imię?
Zamilkł na chwilę, jakby nie dosłyszał.
– Żartujesz? Przecież to nasze dziecko! To Antek! Jak można mu teraz zmienić imię?
– Ale on sam zauważył, że jest ich tylu w przedszkolu. Może czuje się przez to mniej wyjątkowy? Może powinniśmy mu dać szansę być kimś innym?
Michał pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Nie przesadzaj. Każdy ma prawo mieć popularne imię. To nie ono czyni go wyjątkowym.
Ale ja nie potrafiłam tak po prostu tego zostawić. Zaczęłam rozmawiać z mamą.
– Wiesz, mamo… Myślę o zmianie imienia Antka.
Mama spojrzała na mnie jak na wariatkę.
– Dziecko, zwariowałaś? Przecież to piękne imię! Twój dziadek był Antonim! To tradycja!
– Ale on sam pyta… Czuje się zagubiony.
– Każde dziecko chce być wyjątkowe. Ale wyjątkowość to nie imię. To miłość i wychowanie.
Słowa mamy brzmiały rozsądnie, ale w mojej głowie wciąż huczały pytania. Czy naprawdę to tylko moje lęki? Czy może rzeczywiście Antek będzie miał przez to trudniej?
W pracy zaczęłam być rozkojarzona. Koleżanka zapytała:
– Coś się stało?
Opowiedziałam jej wszystko. Westchnęła.
– Mój syn ma na imię Kuba. W klasie jest ich czterech. Ale wiesz co? On sobie z tym radzi lepiej niż ja! Dzieci są bardziej elastyczne niż nam się wydaje.
Wróciłam do domu jeszcze bardziej skołowana. Wieczorem usiadłam przy łóżku Antka.
– Synku… Gdybyś mógł mieć inne imię, jakie byś wybrał?
Zastanowił się przez chwilę.
– Nie wiem… Może Leon? Ale ja lubię być Antkiem.
Uśmiechnął się do mnie szeroko i wtulił w ramiona.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdą rozmowę, każde spojrzenie mojego syna. Czy naprawdę chcę zmieniać coś tylko dlatego, że inni mają podobnie? Czy nie powinnam raczej nauczyć go dumy z tego, kim jest?
Kilka dni później spotkałam się z siostrą.
– Słyszałam o twoich rozterkach – zaczęła bez ogródek. – Wiesz co? Ja bym się nie przejmowała. Dzieciaki i tak znajdą sposób, żeby się wyróżnić. A ty? Może boisz się, że twoje decyzje są niewystarczająco dobre?
Zabolało mnie to. Może miała rację? Może cała ta sprawa była bardziej o mnie niż o Antku?
W weekend wybraliśmy się całą rodziną do parku. Obserwowałam Antka bawiącego się z innymi dziećmi – był tam jeszcze jeden Antek i dwóch Kubów. Mój syn śmiał się najgłośniej ze wszystkich, wymyślał zabawy i rozdawał uśmiechy na prawo i lewo. Nagle podszedł do mnie i powiedział:
– Mamo, a wiesz co? Ja jestem twoim Antkiem i to mi wystarczy!
Poczułam łzy napływające do oczu. Może rzeczywiście przesadzałam? Może najważniejsze jest to, żeby kochać swoje dziecko takim, jakie jest – z jego imieniem i całą resztą?
Wieczorem długo patrzyłam na śpiącego syna i zastanawiałam się: czy naprawdę musimy być inni, żeby być szczęśliwi? Czy wyjątkowość to coś, co da się nadać przez zmianę imienia? A może prawdziwa siła tkwi w akceptacji siebie – nawet jeśli na placu zabaw wołają jeszcze trzech innych Antków?