Nie powiedział żonie, że zaprosił swoją matkę do poznania noworodka. Od tego momentu zaczął się koszmar…

– Co ona tu robi?! – wykrztusiłam, ledwo trzymając w ramionach naszą maleńką Zosię. Stałam w progu salonu, a moja teściowa, pani Halina, już zdejmowała płaszcz, rozglądając się po mieszkaniu z tą swoją typową miną: wszystko nie tak, jak powinno być.

Tomek nawet nie spojrzał mi w oczy. – Mamo chciała zobaczyć wnuczkę – powiedział cicho, jakby to miało wszystko tłumaczyć.

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Przecież rozmawialiśmy o tym setki razy! Prosiłam go, żebyśmy dali sobie kilka dni na oswojenie się z nową sytuacją, żebym mogła dojść do siebie po porodzie. Ale Tomek zawsze był „maminsynkiem”, choć nigdy nie chciał się do tego przyznać.

Pani Halina podeszła do mnie i bez pytania wyciągnęła ręce po Zosię. – No daj mi ją na chwilę. Ty i tak wyglądasz na zmęczoną – rzuciła z uśmiechem, który bardziej przypominał grymas.

Zawahałam się. Moje ciało krzyczało: „Nie!”, ale głowa podpowiadała: „Nie rób sceny”. Oddałam jej dziecko i patrzyłam, jak tuli moją córkę, szepcząc coś pod nosem. Tomek stał obok, jakby czekał na pochwałę.

– Wiesz, Haniu – zaczęła teściowa – ja to bym już dawno wróciła do formy po porodzie. Ty taka blada jesteś. I ten bałagan… Kiedy ostatnio sprzątałaś?

Zacisnęłam pięści. – Dwa dni temu wróciliśmy ze szpitala – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.

– No ale przecież kobieta powinna dbać o dom. Ja po Tomku to już dwa dni po porodzie gotowałam obiad dla całej rodziny!

Tomek milczał. Patrzył gdzieś w bok, udając, że nie słyszy.

Chciałam wyjść z pokoju, ale coś mnie powstrzymało. Może duma? Może strach przed tym, że jeśli teraz ustąpię, to już nigdy nie będę miała głosu w tym domu?

– Pani Halino – zaczęłam spokojnie – proszę nie porównywać mnie do siebie. Każda kobieta przeżywa połóg inaczej.

Teściowa spojrzała na mnie z wyższością. – Oczywiście, oczywiście… Ale ja tylko chcę pomóc. Tomek zawsze lubił porządek i domowe jedzenie.

Wtedy Zosia zaczęła płakać. Pani Halina podała mi ją niechętnie, jakby oddawała coś cennego. Przytuliłam córkę i poczułam łzy napływające do oczu.

Wieczorem usiedliśmy z Tomkiem w kuchni. Cisza była gęsta jak śmietana.

– Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam cicho.

– Ona chciała zobaczyć wnuczkę… Nie chciałem jej odmawiać. Wiesz jaka jest – odpowiedział bez przekonania.

– A ja? Ja się nie liczę? Prosiłam cię… To był dla mnie ważny czas.

Tomek spuścił głowę. – Przepraszam. Po prostu… ona potrafi być uparta.

Zasnęłam tej nocy z uczuciem zdrady i bezsilności. Przez kolejne dni pani Halina pojawiała się codziennie. Przynosiła własne jedzenie („bo pewnie nie masz czasu gotować”), przestawiała rzeczy w kuchni („tak będzie wygodniej”), a nawet próbowała kąpać Zosię bez mojej zgody.

Czułam się jak intruz we własnym domu. Każda rozmowa kończyła się kłótnią lub łzami. Tomek coraz częściej wychodził „na spacer” albo „do sklepu”, zostawiając mnie samą z matką.

Pewnego dnia usłyszałam rozmowę w przedpokoju:

– Tomek, ona sobie nie radzi. Może powinniście zamieszkać u mnie na jakiś czas? Ja bym się wszystkim zajęła…

– Mamo, daj spokój… Hania musi się nauczyć być matką.

– Ale ona nawet nie wie, jak dobrze przewinąć dziecko! Widziałam dzisiaj…

Nie wytrzymałam. Wybiegłam z pokoju i krzyknęłam:

– Dość! To jest mój dom i moje dziecko! Proszę wyjść!

Pani Halina spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Tomek?!

Mój mąż stał jak sparaliżowany.

– Tomek, powiedz coś! – błagałam go wzrokiem.

W końcu odezwał się cicho:

– Mamo… może rzeczywiście powinnaś dać nam trochę czasu…

Teściowa wyszła trzaskając drzwiami. Przez kolejne dni nie odbierała telefonów od Tomka ani ode mnie.

W domu zapanowała cisza, ale nie była to ulga. Między mną a Tomkiem narastało napięcie. On był rozdarty między mną a matką, ja czułam się zdradzona i osamotniona.

Zaczęliśmy się kłócić o drobiazgi: o pieluchy, o to kto ma wstać w nocy do Zosi, o to czy powinnam wrócić do pracy za pół roku czy za rok.

Pewnego wieczoru usiadłam przy stole i spojrzałam na Tomka:

– Czy ty naprawdę chcesz być ze mną? Czy tylko boisz się sprzeciwić matce?

Tomek długo milczał. W końcu powiedział:

– Chcę być z tobą… Ale nie wiem jak pogodzić was dwie.

Popłakałam się wtedy pierwszy raz od lat przy nim.

Minęły tygodnie zanim sytuacja zaczęła się normować. Pani Halina przestała przychodzić bez zapowiedzi. Tomek zaczął bardziej angażować się w opiekę nad Zosią i częściej rozmawialiśmy o naszych uczuciach.

Ale blizna została. Do dziś boję się dźwięku domofonu i tego, że pewnego dnia znów zobaczę panią Halinę w progu naszego mieszkania.

Czasem zastanawiam się: czy można naprawdę odbudować zaufanie po takim doświadczeniu? Czy rodzina to zawsze wsparcie – czy czasem największe rany zadają ci najbliżsi?