Teściowa, która chciała mnie zniszczyć – historia, której nikt nie chciał uwierzyć
– Znowu przypaliłaś ziemniaki, Aniu? – głos teściowej przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam nad garnkiem, próbując ukryć drżenie rąk. – Mikołaj lubi puree bez grudek, ale ty chyba nigdy się tego nie nauczysz.
Zacisnęłam zęby. To był trzeci raz w tym tygodniu, kiedy usłyszałam podobną uwagę. Mikołaj siedział w salonie, zapatrzony w telewizor. Udawał, że nie słyszy. Może naprawdę nie słyszał? A może po prostu nie chciał się wtrącać.
Kiedy się pobraliśmy, miałam nadzieję, że z czasem teściowa mnie zaakceptuje. Ale już na naszym weselu powiedziała mi na ucho: „Pamiętaj, że on zawsze będzie moim synem. Ty jesteś tylko dodatkiem.” Uśmiechnęła się wtedy szeroko do gości, a ja poczułam chłód na karku.
Z czasem było tylko gorzej. Każdego dnia czułam się jak intruz we własnym domu. Teściowa mieszkała z nami „tymczasowo”, bo jej mieszkanie było w remoncie. Tymczasowość trwała już ponad rok. W tym czasie zdążyła przejąć kontrolę nad wszystkim – od zakupów po wychowanie naszej córki, Zosi.
– Aniu, nie pozwalaj jej tyle oglądać bajek – mówiła, kiedy tylko zostawałyśmy same. – Ty chyba nie masz pojęcia o wychowaniu dzieci.
Czułam się coraz bardziej bezradna. Próbowałam rozmawiać z Mikołajem.
– Kochanie, twoja mama… ona mnie nie lubi. Ciągle mnie krytykuje, podważa moje decyzje przy Zosi…
Mikołaj westchnął ciężko.
– Przesadzasz. Mama jest po prostu wymagająca. Chce dobrze dla nas wszystkich.
– Ale ja czuję się tu obco! – głos mi się załamał.
– Aniu, wymyślasz sobie problemy. Moja mama cię lubi, tylko musisz się do niej przyzwyczaić.
Zacisnęłam pięści pod stołem. Nie chciałam się kłócić. Nie chciałam być tą „złą synową”, która rozbija rodzinę.
Z czasem teściowa zaczęła działać coraz śmielej. Pewnego dnia wróciłam z pracy wcześniej i usłyszałam rozmowę przez telefon:
– Ona sobie nie radzi, Mikołaj jest coraz bardziej zmęczony… Może lepiej by było, gdyby wróciła do swojej matki na jakiś czas? – mówiła do swojej siostry.
Serce mi zamarło. Stałam za drzwiami i słuchałam, jak planuje moje „usunięcie”.
Wieczorem próbowałam porozmawiać z mamą przez telefon.
– Mamo, ja już nie wytrzymuję… Ona chce mnie stąd wyrzucić!
Moja mama westchnęła.
– Aniu, może przesadzasz? Może ona po prostu chce pomóc? Wiesz, starsi ludzie czasem są trudni…
Nikt mi nie wierzył. Czułam się coraz bardziej samotna.
Pewnej nocy Zosia dostała gorączki. Byłam przerażona – to była jej pierwsza tak wysoka temperatura. Teściowa wbiegła do pokoju i zaczęła krzyczeć:
– Co ty robisz?! Nie umiesz nawet dziecka opiekować! Gdyby nie ja, to kto wie, co by się stało!
Poczułam się jak najgorsza matka na świecie. Mikołaj przybiegł i zamiast mnie wesprzeć, przytulił swoją mamę.
– Dziękuję ci, mamo – powiedział cicho.
Wtedy coś we mnie pękło.
Zaczęłam szukać wsparcia u przyjaciółek. Jedna z nich powiedziała mi wprost:
– Anka, ona cię niszczy psychicznie. Musisz postawić granice.
Ale jak postawić granice komuś, kto mieszka z tobą pod jednym dachem i ma poparcie twojego męża?
Zaczęły się dziwne sytuacje: ginęły moje rzeczy, ktoś przestawiał mi kosmetyki w łazience, a nawet znalazłam w swoim kubku sól zamiast cukru. Teściowa zawsze miała niewinną minę.
– Może sama zapomniałaś? – pytał Mikołaj.
Czułam się jak w złym śnie.
W końcu pewnego dnia wróciłam do domu i zobaczyłam teściową siedzącą przy stole z Mikołajem i Zosią. Rozmawiali o mnie – o mojej pracy, o tym, że jestem „nieobecna”, „nerwowa”, „nie nadaję się na żonę i matkę”.
Nie wytrzymałam.
– Dość! – krzyknęłam przez łzy. – Albo ona się wyprowadza, albo ja!
Zapadła cisza. Teściowa spojrzała na mnie z triumfem.
Mikołaj patrzył na mnie jak na obcą osobę.
– Aniu… przesadzasz…
Spakowałam walizkę i pojechałam do mamy. Przez dwa tygodnie nie odezwał się do mnie ani razu. W końcu zadzwonił:
– Może powinnaś zostać tam dłużej? Mama źle się czuje bez Zosi…
Zrozumiałam wtedy wszystko. Byłam dla niego mniej ważna niż jego matka.
Dziś mieszkam sama z Zosią. Czasem pytam siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy naprawdę byłam taka zła? A może to on był ślepy na moje cierpienie?
Czy ktoś z was też musiał wybierać między sobą a rodziną partnera? Jak poradziliście sobie z taką sytuacją?