Nie jestem twoją opiekunką, jestem twoją matką – Wyznanie babci z Warszawy

– Mamo, możesz zostać z Olą i Kubą jeszcze dzisiaj? Marta musi zostać dłużej w pracy, a ja mam ważne spotkanie – głos Tomka dźwięczał w słuchawce jak rozkaz, nie prośba.

Zacisnęłam palce na kubku herbaty. „Jeszcze dzisiaj” – powtarzałam w myślach. To już trzeci raz w tym tygodniu. Wczoraj Marta nawet nie zapytała, czy mam jakieś plany. Po prostu zostawiła dzieci i wyszła, rzucając przez ramię: – Zrobisz im kolację, prawda?

Kiedyś myślałam, że starość to czas odpoczynku. Że będę mogła czytać książki, chodzić na spacery z przyjaciółkami, może nawet zapisać się na kurs malarstwa. Ale życie napisało inny scenariusz. Jestem babcią na pełen etat. Kocham Olę i Kubę całym sercem, ale czuję się jak cień we własnym domu.

– Mamo, słyszysz mnie? – Tomek podniósł głos.
– Słyszę – odpowiedziałam cicho. – Ale jestem zmęczona. Naprawdę zmęczona.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Wiedziałam, że Tomek nie rozumie. Dla niego to oczywiste: mama zawsze pomoże. Mama zawsze ma czas.

Marta pojawiła się w moim życiu nagle. Była piękna, pewna siebie, zawsze elegancka. Na początku starałam się ją polubić. Przynosiłam ciasta, pomagałam przy dzieciach. Ale z czasem zaczęła traktować mnie jak służącą. Nigdy nie zapytała, czy mam ochotę zostać z dziećmi. Po prostu zakładała, że jestem dostępna.

Pamiętam pewien wieczór sprzed kilku miesięcy. Siedziałam przy stole z Olą i Kubą, układając puzzle. Było już późno, dzieci były zmęczone. Marta wróciła do domu i nawet nie spojrzała na mnie.

– Dzieci wykąpane? – zapytała chłodno.
– Tak, wszystko gotowe – odpowiedziałam.
– Dobrze – rzuciła i poszła do sypialni.

Nie powiedziała „dziękuję”. Nie zapytała, jak się czuję. Poczułam się wtedy jak powietrze.

Z czasem zaczęłam zauważać, że coraz mniej mam siły. Rano budziłam się zmęczona, bolały mnie plecy i kolana. Ale nikt tego nie widział. Dla wszystkich byłam po prostu „babcią Zosią”, która zawsze jest pod ręką.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Basia, moja przyjaciółka z liceum.

– Zosiu, dawno cię nie widziałam! Może pójdziemy na kawę?
– Bardzo bym chciała… ale muszę odebrać Olę ze szkoły i zostać z Kubą do wieczora.
– Znowu? – westchnęła Basia. – Zosiu, kiedy ty żyjesz dla siebie?

To pytanie wracało do mnie jak bumerang. Kiedy ja żyję dla siebie?

W sobotę rano zadzwonił domofon. Marta stała w drzwiach z dziećmi.

– Musimy jechać na zakupy do Ikei. Zostawimy ci dzieci na kilka godzin – powiedziała bez cienia uśmiechu.
– Marto… ja miałam dziś wizytę u lekarza…
– To może przełożysz? Naprawdę musimy kupić nowe łóżko dla Oli.

Patrzyłam na nią bezradnie. Ola już biegła do mojego pokoju, Kuba ciągnął mnie za rękę.

– Babciu, pobawisz się ze mną?

Serce mi pękało. Chciałam być dla nich najlepszą babcią na świecie, ale czułam się coraz bardziej niewidzialna dla własnej rodziny.

Wieczorem zadzwoniłam do Tomka.

– Synku… musimy porozmawiać.
– Co się stało?
– Jestem zmęczona. Nie mogę być cały czas do dyspozycji. Potrzebuję też czasu dla siebie.
– Mamo… przecież lubisz spędzać czas z dziećmi.
– Lubię… ale to nie znaczy, że nie mam prawa do odpoczynku.

Tomek milczał długo.

– Porozmawiam z Martą – powiedział w końcu.

Ale nic się nie zmieniło.

Kilka dni później Marta przyszła po dzieci wcześniej niż zwykle. Siedziałam w fotelu z książką na kolanach.

– Zosiu… czy możesz zostać z dziećmi w przyszły weekend? Mamy z Tomkiem rocznicę i chcielibyśmy wyjechać na dwa dni.

Spojrzałam na nią uważnie.

– Marto… ja też mam swoje życie. Chciałabym pojechać do siostry do Krakowa.
– Ale przecież to tylko dwa dni! – oburzyła się Marta.
– Dla ciebie to tylko dwa dni… dla mnie to cały weekend, który mogłabym spędzić inaczej niż gotując i sprzątając po wnukach.

Marta spojrzała na mnie jak na kogoś obcego.

– Myślałam, że lubisz być z dziećmi – powiedziała chłodno i wyszła trzaskając drzwiami.

Poczułam łzy pod powiekami. Czy naprawdę jestem tylko opiekunką? Czy nikt nie widzi we mnie człowieka?

Wieczorem zadzwonił Tomek.

– Mamo… Marta jest zła. Powiedziała, że nie chcesz nam pomagać.
– Chcę pomagać… ale nie chcę być wykorzystywana – odpowiedziałam drżącym głosem.
– Przesadzasz…

Rozłączyłam się bez słowa. Po raz pierwszy w życiu poczułam się naprawdę samotna.

Następnego dnia zadzwoniłam do Basi.

– Basia… muszę z kimś porozmawiać. Czuję się jak cień we własnym domu.
– Zosiu… musisz postawić granice. Inaczej nigdy się to nie skończy.

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wspominałam czasy, gdy Tomek był mały. Byliśmy sami po śmierci jego ojca. Robiłam wszystko, żeby miał szczęśliwe dzieciństwo. Nigdy nie prosiłam nikogo o pomoc. Teraz on nawet nie widzi mojego zmęczenia.

W niedzielę rano spakowałam walizkę i pojechałam do siostry do Krakowa bez uprzedzenia rodziny. Telefon dzwonił bez przerwy – Tomek, Marta, nawet Ola próbowała się dodzwonić.
Nie odebrałam ani razu.

Dopiero wieczorem napisałam krótkiego SMS-a: „Jestem u cioci Marysi w Krakowie. Potrzebuję odpoczynku.”

Czułam ulgę i strach jednocześnie. Czy zrobiłam dobrze? Czy powinnam była postawić siebie na pierwszym miejscu?

Kiedy wróciłam po trzech dniach, w domu panowała cisza. Tomek patrzył na mnie z wyrzutem:

– Mamo… dzieci za tobą tęskniły.
– Ja też za nimi tęskniłam… ale musiałam odpocząć.

Marta milczała przez cały wieczór. Dopiero później podeszła do mnie w kuchni:

– Nie wiedziałam, że jesteś aż tak zmęczona – powiedziała cicho.
– Bo nigdy nie pytałaś – odpowiedziałam spokojnie.

Od tamtej pory coś się zmieniło. Marta częściej pyta mnie o zdanie, Tomek zaczął sam odbierać dzieci ze szkoły. Ale wiem, że to dopiero początek drogi do wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy mam prawo być szczęśliwa na własnych zasadach? Czy rodzina potrafi zobaczyć we mnie człowieka, a nie tylko babcię do pomocy?

A wy? Czy kiedykolwiek czuliście się niewidzialni dla swoich bliskich?