Mój mąż pokłócił się z moją rodziną i zabronił im odwiedzin. Czy powinnam wybrać rodzinę czy małżeństwo?
– Nie chcę ich tu więcej widzieć! – Daniel krzyknął tak głośno, że aż szklanka w mojej dłoni zadrżała. Stałam w kuchni, próbując zebrać myśli po tym, co wydarzyło się zaledwie godzinę wcześniej. Mama płakała, tata zaciskał usta, a mój brat Michał patrzył na mnie z wyrzutem. Wszyscy wyszli, trzaskając drzwiami, a ja zostałam sama z Danielem i jego gniewem.
To miał być zwykły niedzielny obiad. Mama przyniosła sernik, tata żartował o polityce, Michał opowiadał o nowej pracy. Wszystko szło dobrze, dopóki Daniel nie zaczął narzekać na hałas i bałagan. – Może byście chociaż buty zdjęli? – rzucił z przekąsem. Mama speszona zaczęła przepraszać, tata próbował załagodzić sytuację, ale Daniel tylko podnosił głos. W końcu wybuchł: – To jest mój dom i ja tu ustalam zasady! Jeśli komuś się nie podoba, drzwi są tam!
Wtedy zobaczyłam w oczach mamy łzy. Michał wstał od stołu i powiedział: – Może powinniśmy już iść. Tata tylko skinął głową. Wyszli, a ja zostałam z poczuciem winy i wściekłością Daniela.
– Nie rozumiesz? – Daniel patrzył na mnie z wyrzutem. – Oni mnie nie szanują! Przychodzą tu jak do siebie, robią bałagan, gadają głupoty! Mam tego dość!
– To moja rodzina… – wyszeptałam, czując jak łzy napływają mi do oczu.
– A ja jestem twoim mężem! – krzyknął jeszcze głośniej. – Masz wybrać: albo oni, albo ja!
Przez kolejne dni w domu panowała cisza. Daniel chodził naburmuszony, a ja czułam się jak intruz we własnym mieszkaniu. Telefon milczał. Mama nie dzwoniła, Michał nie pisał. Tylko tata przysłał krótkiego SMS-a: „Jesteśmy tu, gdybyś potrzebowała”.
W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła moje rozkojarzenie.
– Coś się stało? – zapytała delikatnie.
Opowiedziałam jej wszystko. Kasia westchnęła:
– Wiesz… mój ojciec był podobny. Zawsze musiał mieć rację. Moja mama przez lata wybierała jego spokój kosztem kontaktów z nami…
Zadrżałam na myśl, że mogę skończyć tak samo. Ale przecież Daniel potrafi być czuły. Kiedyś był inny…
Wieczorem próbowałam porozmawiać z mężem.
– Daniel… może przesadziliśmy? Może powinniśmy porozmawiać z moją rodziną?
Spojrzał na mnie lodowatym wzrokiem.
– Nie ma o czym rozmawiać. Jeśli chcesz ich widywać, rób to poza domem. Tu ich nie wpuszczę.
Poczułam się jak dziecko, które ktoś zamknął w klatce. Przypomniałam sobie dzieciństwo – święta u babci, wspólne wyjazdy nad morze, rodzinne obiady pełne śmiechu i ciepła. Czy naprawdę mam to wszystko poświęcić?
Minęły tygodnie. Mama napisała list:
„Kochana Olu,
Nie chcemy stawać między tobą a Danielem. Ale pamiętaj, że zawsze jesteśmy twoją rodziną i kochamy cię bez względu na wszystko. Jeśli będziesz chciała porozmawiać lub po prostu się przytulić – drzwi są otwarte.
Mama”
Czytałam ten list kilka razy, płacząc w poduszkę. Daniel udawał, że nic nie widzi.
W pracy coraz częściej zostawałam po godzinach. Kasia zaprosiła mnie na kawę po pracy.
– Olu, musisz coś zrobić. To nie jest normalne, że mąż odcina cię od rodziny.
– Ale on miał trudne dzieciństwo… Jego ojciec był agresywny…
– To nie usprawiedliwia tego, jak cię traktuje.
Wróciłam do domu późno. Daniel czekał na mnie w salonie.
– Gdzie byłaś?
– U koleżanki.
– U rodziny?
– Nie! – wykrzyknęłam bez namysłu.
– Lepiej żeby tak było – mruknął i poszedł do sypialni.
Zaczęłam się zastanawiać: czy to jeszcze miłość? Czy może już tylko strach przed samotnością?
Pewnego dnia zadzwoniła mama:
– Olu… babcia jest w szpitalu. Lekarze mówią, że to poważne.
Serce mi stanęło. Bez zastanowienia pobiegłam do szpitala. Daniel dzwonił kilka razy, ale nie odebrałam.
W szpitalu zobaczyłam całą rodzinę: mamę zapuchniętą od płaczu, tatę blado-szarego ze zmęczenia i Michała obejmującego babcię za rękę.
– Olu… dobrze, że jesteś – mama przytuliła mnie mocno.
Babcia spojrzała na mnie słabym wzrokiem:
– Dziecko… rodzina jest najważniejsza…
Poczułam wtedy coś, czego nie czułam od dawna: spokój i miłość.
Po powrocie do domu Daniel czekał na mnie w kuchni.
– Byłaś u nich?
– Tak – odpowiedziałam spokojnie.
– Mówiłem ci…
Przerwałam mu:
– Daniel… nie możesz mi zabronić kontaktu z rodziną. Kocham cię, ale nie pozwolę ci decydować o wszystkim w moim życiu.
Spojrzał na mnie zdziwiony i chyba pierwszy raz zobaczyłam w jego oczach strach.
Minęły kolejne dni pełne napięcia i milczenia. Zaczęłam rozważać terapię dla nas obojga albo nawet rozstanie. Każdego dnia zadawałam sobie pytanie: czy warto poświęcać siebie dla spokoju drugiej osoby?
Dziś wiem jedno: nikt nie ma prawa odcinać mnie od ludzi, których kocham. Ale czy potrafię znaleźć w sobie siłę, by postawić granice? Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między rodziną a partnerem?