Gdy przyszła faktura za wesele: Miłość wystawiona na próbę – Moja historia z serca polskiej rodziny
– Marta, nie rozumiesz, my po prostu nie mamy tych pieniędzy! – głos mamy drżał, a jej dłonie ściskały rąbek fartucha tak mocno, że aż zbielały jej knykcie.
Stałam w kuchni rodziców, patrząc na nich z niedowierzaniem. Jeszcze miesiąc temu obiecywali, że pokryją koszty wesela. Teraz, kiedy przyszła faktura – 43 tysiące złotych za salę, catering, zespół i fotografa – wszystko się zmieniło. Tata siedział przy stole, wpatrzony w podłogę. Mama unikała mojego wzroku. W powietrzu wisiała cisza, ciężka jak ołów.
– Ale przecież mówiliście… – zaczęłam, ale głos mi się załamał. – Przecież to miało być nasze święto…
– Marta, sytuacja się zmieniła – odezwał się w końcu tata. – Straciłem pracę. Kredyt na mieszkanie… Nie damy rady.
Wyszłam na podwórko, czując jak łzy spływają mi po policzkach. W głowie kłębiły mi się myśli: co powiem Dawidowi? Jego rodzina już i tak patrzyła na nas z góry – oni mieli własną firmę transportową, nie musieli liczyć każdego grosza. Dawid był moją miłością od liceum, zawsze powtarzał, że pieniądze nie są najważniejsze. Ale czy naprawdę tak myślał?
Wieczorem zadzwoniłam do niego. Siedziałam na łóżku w swoim dawnym pokoju, ściskając telefon.
– Dawid… musimy pogadać.
– Co się stało? – jego głos był ciepły, ale wyczułam napięcie.
– Moi rodzice… nie mogą zapłacić za wesele. Nie mają pieniędzy. Tata stracił pracę.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Marta… przecież już wszystko zamówione. Zespół, sala… Moi rodzice też dali zaliczkę na orkiestrę.
– Wiem… Ale nie mamy jak tego spłacić. Może powinniśmy odwołać wesele? Albo zrobić coś skromniejszego?
– Skromniejszego? Moi rodzice już zaprosili całą rodzinę z Krakowa i Wrocławia! Jak to będzie wyglądać?
Poczułam ukłucie w sercu. Zawsze wiedziałam, że dla rodziny Dawida pozory są ważne. Ale czy aż tak?
Następne dni były pasmem kłótni i cichych dni. Mama płakała po nocach, tata zamknął się w sobie. Dawid coraz częściej milczał przez telefon. Jego mama zadzwoniła do mnie:
– Pani Marto, rozumiem trudną sytuację, ale przecież nie możemy się teraz wycofać. To byłby wstyd dla całej rodziny!
Czułam się jak w potrzasku. Z jednej strony lojalność wobec rodziców, którzy całe życie ciężko pracowali i nigdy nie mieli lekko. Z drugiej – presja ze strony przyszłej teściowej i Dawida, by nie robić „wiochy”.
W końcu usiedliśmy wszyscy przy jednym stole: moi rodzice, Dawid i jego rodzice. Atmosfera była gęsta jak śmietana.
– Proponuję pożyczkę – powiedział stanowczo ojciec Dawida. – My pokryjemy brakującą kwotę, a państwo oddadzą nam w ratach przez najbliższe lata.
Mama spuściła głowę. Tata zacisnął szczęki.
– Nie chcemy być nikomu dłużni – powiedział cicho.
– To nie jest kwestia dumy! – syknęła teściowa. – Chcecie zrujnować dzieciom życie przez swoje ambicje?
Zrobiło mi się niedobrze. Spojrzałam na Dawida – unikał mojego wzroku.
Po tej rozmowie długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, myśląc: czy naprawdę o to chodzi w małżeństwie? O pieniądze? O pozory? O to, kto komu będzie coś wypominał przez lata?
Kilka dni później Dawid przyszedł do mnie do pracy. Był blady i spięty.
– Marta… Moja mama mówi, że jeśli twoi rodzice nie zgodzą się na pożyczkę, to lepiej odwołać wesele.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
– A ty? Co ty o tym myślisz?
Wzruszył ramionami.
– Nie wiem… Chciałem tylko, żeby wszystko było normalnie.
Wtedy coś we mnie pękło.
– Dawid… Może powinniśmy się zastanowić, czy naprawdę chcemy tego ślubu? Czy to jest nasza decyzja, czy naszych rodzin?
Nie odpowiedział. Wyszedł bez słowa.
Przez następne tygodnie żyłam jak w zawieszeniu. Rodzice unikali tematu wesela. Dawid coraz rzadziej dzwonił. Ja zaczęłam się zastanawiać: czy naprawdę kocham człowieka, który nie potrafi stanąć po mojej stronie? Czy jestem gotowa zacząć życie od długu i wzajemnych pretensji?
W końcu podjęłam decyzję. Zadzwoniłam do wszystkich gości i powiedziałam prawdę: wesele zostaje odwołane z powodów finansowych i rodzinnych. Część znajomych mnie wsparła, część była oburzona.
Dawid przyszedł do mnie wieczorem.
– Marta… Może to i lepiej. Może jeszcze nie jesteśmy gotowi.
Przytuliłam go po raz ostatni i wiedziałam już, że to koniec pewnego etapu mojego życia.
Dziś patrzę na to wszystko z dystansem i pytam siebie: czy warto było walczyć o pozory kosztem własnego szczęścia? Czy miłość powinna być wystawiana na próbę przez pieniądze i rodzinne ambicje? Co wy byście zrobili na moim miejscu?