„Nigdy nie oddałabym mamy do domu opieki!” – Ciocia zabrała babcię do siebie, a po czterech miesiącach oddała ją do placówki. Oto, jak to przeżyłam
– Wy naprawdę chcecie oddać własną matkę do domu starców?! – głos cioci Grażyny rozbrzmiewał w naszym ciasnym salonie niczym dzwon na pogrzebie. Mama milczała, ściskając dłonie na kolanach. Ja, choć dorosła, czułam się wtedy jak dziecko przyłapane na czymś strasznym.
Babcia leżała na kanapie, drobna i blada, z oczami utkwionymi gdzieś za oknem. Od miesięcy chorowała – demencja, cukrzyca, coraz częstsze upadki. Mama opiekowała się nią sama, bo tata zmarł kilka lat temu, a ja pracowałam na dwa etaty, żebyśmy miały za co żyć. Ale ciocia Grażyna nie chciała słuchać tłumaczeń.
– Ja bym nigdy nie oddała swojej matki obcym ludziom! – mówiła z przekonaniem. – Wy nie macie serca! To jest hańba dla rodziny!
Wtedy padła decyzja: ciocia zabierze babcię do siebie. Mieszkała w dużym domu pod Warszawą, miała męża i dorosłego syna, który rzadko bywał w domu. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, choć w powietrzu wisiała gorycz jej oskarżeń.
Przez pierwsze tygodnie dzwoniłam do babci codziennie. – Jest dobrze – mówiła cicho. – Grażynka gotuje mi rosół, oglądamy razem telewizję. Ale w jej głosie słyszałam tęsknotę.
Mama chodziła jak struta. – Może powinnam była się bardziej postarać? – pytała mnie nocami. – Może Grażyna ma rację?
Cztery miesiące później zadzwonił telefon. To była ciocia.
– Nie daję już rady – powiedziała bez wstępów. – Mama jest coraz gorsza. Nie śpi po nocach, krzyczy, nie poznaje mnie czasem. Mój mąż ma już tego dość. Musimy ją oddać do domu opieki.
Zaniemówiłam. Przypomniały mi się jej wielkie słowa sprzed miesięcy. Przypomniałam sobie łzy mamy i nasze poczucie winy.
– Ale… przecież mówiłaś… – zaczęłam niepewnie.
– Nie wiedziałam, że to takie trudne! – przerwała mi roztrzęsionym głosem. – Ty też byś nie dała rady!
Mama usiadła na łóżku, kiedy jej to powiedziałam. Przez chwilę patrzyła w ścianę.
– A więc jednak… – wyszeptała. – Jednak nie tylko ja jestem taka słaba.
Babcia trafiła do domu opieki w Piasecznie. Odwiedzamy ją co tydzień. Czasem poznaje nas, czasem nie. Ciocia przyjeżdża rzadko, zawsze z prezentami i wymuszoną radością na twarzy.
W rodzinie zapanowała dziwna cisza. Nikt już nie rozmawia o tym, co się stało. Każdy udaje, że wszystko jest w porządku.
Ale ja pamiętam tamten dzień i tamte słowa. Pamiętam łzy mamy i gniew cioci. Pamiętam swoje własne poczucie winy i bezsilność wobec choroby babci.
Czasem zastanawiam się, czy mogliśmy zrobić coś inaczej. Czy naprawdę byliśmy tacy źli? Czy można być dobrym dzieckiem i jednocześnie oddać rodzica do domu opieki?
A może to po prostu życie? Może nikt nie jest gotowy na starość swoich najbliższych?
Patrzę na babcię przez szybę domu opieki i pytam siebie: czy kiedykolwiek przestanę czuć ten ciężar na sercu? Czy wy też kiedyś musieliście podjąć taką decyzję?