Niespodziewany gość: Jeden weekend, który rozdarł moją rodzinę
— Co ty tu robisz, Paweł? — zapytałem zaskoczony, widząc go w progu naszego mieszkania w sobotnie popołudnie. W rękach trzymał tylko mały plecak i butelkę taniego wina. Przez chwilę miałem nadzieję, że to będzie miła niespodzianka, ale już po jego spojrzeniu wiedziałem, że coś jest nie tak.
Magda, moja żona, spojrzała na mnie pytająco zza kuchennego blatu. W jej oczach widziałem niepokój. Ostatni raz widzieliśmy Pawła na pogrzebie ojca dwa lata temu. Od tamtej pory nie rozmawialiśmy prawie wcale. Nasza relacja była jak stary, zardzewiały most — niby jeszcze stoi, ale każdy krok grozi upadkiem.
— Przyszedłem pogadać — powiedział Paweł cicho, unikając mojego wzroku. — Mogę wejść?
Nie miałem serca mu odmówić. Wpuściłem go do środka, choć czułem, jak napięcie rośnie z każdą sekundą. Magda szybko schowała telefon do kieszeni i zaczęła udawać, że sprząta kuchnię.
Usiedliśmy przy stole. Paweł nalał nam po kieliszku wina i przez chwilę panowała niezręczna cisza. W końcu odezwał się pierwszy:
— Słuchaj, wiem, że nie byliśmy ostatnio blisko… Ale potrzebuję pomocy. Straciłem pracę. Nie mam gdzie się podziać.
Poczułem, jak coś ściska mnie w środku. Przypomniałem sobie wszystkie nasze dziecięce kłótnie, jego wieczne pretensje do świata i do mnie. Ale był moim bratem. Nie mogłem go wyrzucić na ulicę.
— Możesz zostać na kilka dni — powiedziałem niepewnie. — Ale musimy ustalić zasady.
Magda spojrzała na mnie z wyrzutem. Wiedziałem, że nie jest zachwycona. Ostatnie miesiące były dla nas trudne — kłóciliśmy się o pieniądze, o jej pracę, o to, że nie mamy dzieci. Teraz jeszcze Paweł.
Wieczorem atmosfera była gęsta jak mgła nad Wisłą. Paweł siedział w salonie i oglądał telewizję, a ja z Magdą zamknąłem się w sypialni.
— Dlaczego go przyjąłeś? — zapytała szeptem. — Przecież wiesz, jaki on jest. Zawsze wszystko psuje.
— To mój brat — odpowiedziałem bez przekonania. — Nie mogłem go zostawić.
— A co ze mną? Z nami? Zawsze stawiasz jego potrzeby ponad nasze — rzuciła przez zaciśnięte zęby.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Czułem się rozdarty między lojalnością wobec rodziny a odpowiedzialnością za własne małżeństwo.
Następnego dnia Paweł zaczął zachowywać się tak, jakby był u siebie w domu. Zajmował łazienkę godzinami, zostawiał brudne naczynia w zlewie i komentował wszystko, co robiliśmy z Magdą.
— Ty naprawdę pozwalasz jej tak z tobą rozmawiać? — zapytał mnie pewnego wieczoru, kiedy Magda wyszła do sklepu.
— O czym ty mówisz?
— No wiesz… Ona cię nie szanuje. Widziałem to od razu. Ty zawsze byłeś za miękki.
Poczułem narastającą złość. Przez całe życie słyszałem od Pawła podobne rzeczy — że jestem za słaby, za uległy, za bardzo staram się wszystkich zadowolić. Ale tym razem chodziło o moją żonę.
— Nie masz prawa tak mówić o Magdzie — powiedziałem ostro.
Paweł wzruszył ramionami i nalał sobie kolejny kieliszek wina.
Wieczorem Magda wróciła do domu i od razu wyczuła napiętą atmosferę. Usiadła obok mnie na kanapie i ścisnęła moją dłoń.
— Musimy porozmawiać — powiedziała cicho.
Wiedziałem, że to nie będzie łatwa rozmowa.
— Czuję się tu obco — zaczęła Magda ze łzami w oczach. — Twój brat traktuje mnie jak intruza we własnym domu. A ty… ty nic z tym nie robisz.
Zamilkłem. Nie wiedziałem, jak ją pocieszyć ani jak rozwiązać ten konflikt.
Następnego dnia doszło do wybuchu. Paweł wrócił późno w nocy, pijany i głośny. Obudził nas hałasując w kuchni. Magda wybiegła z sypialni i zaczęła na niego krzyczeć:
— Dość tego! To jest mój dom! Nie będziesz się tu tak zachowywał!
Paweł spojrzał na nią z pogardą:
— Twój dom? To dom mojego brata! Ty tu tylko mieszkasz!
Wtedy nie wytrzymałem.
— Paweł, wystarczy! Jeśli nie potrafisz się zachować, musisz odejść!
Patrzył na mnie przez chwilę w milczeniu, a potem wyszedł trzaskając drzwiami.
Magda rozpłakała się i zamknęła w łazience. Siedziałem sam w kuchni i czułem się jak najgorszy człowiek na świecie. Zawiodłem brata i żonę jednocześnie.
Przez kolejne dni Magda była chłodna i zamknięta w sobie. Paweł nie dzwonił ani nie pisał. W domu panowała cisza przerywana tylko odgłosami codziennych obowiązków.
Któregoś wieczoru usiadłem sam przy stole i zacząłem pisać list do Pawła. Przepraszałem go za wszystko — za to, że nie byłem dla niego wsparciem po śmierci ojca, za to, że zawsze próbowałem być pośrednikiem między nim a resztą rodziny. Ale też napisałem mu szczerze, że muszę dbać o swoje małżeństwo i o siebie.
Listu nigdy nie wysłałem.
Z Magdą rozmawialiśmy długo tej nocy. Powiedziała mi rzeczy, których nigdy wcześniej nie słyszałem: że boi się o naszą przyszłość, że czuje się samotna nawet wtedy, gdy jestem obok niej; że chciałaby mieć dziecko, ale boi się, że nie będziemy potrafili stworzyć szczęśliwej rodziny.
Siedzieliśmy razem do świtu, płacząc i śmiejąc się na przemian. Po raz pierwszy od dawna poczułem się jej naprawdę bliski.
Dziś siedzę sam przy oknie i patrzę na puste miejsce po bracie na kanapie. Zastanawiam się: czy można naprawić to wszystko? Czy rodzina to tylko więzy krwi, czy coś więcej? Czy można kochać dwóch ludzi naraz i nie zranić żadnego?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy można odbudować zaufanie po takich ranach?