Niespodziewana radość Walerii: Za zamkniętymi drzwiami pozorów

— Walerio, czy możesz zostać po wykładzie? — głos profesora Nowaka odbił się echem po pustej sali. Przez chwilę miałam ochotę udawać, że nie słyszę, ale wiedziałam, że nie wypada. Uśmiechnęłam się więc uprzejmie, choć w środku czułam, jakby ktoś ściskał mnie za gardło.

— Oczywiście, panie profesorze — odpowiedziałam, zbierając notatki.

Gdy drzwi zamknęły się za ostatnim studentem, profesor podszedł bliżej. — Walerio, wszyscy jesteśmy pod wrażeniem twojej pracy. Zastanawiam się jednak, czy wszystko u ciebie w porządku? Ostatnio wydajesz się… nieobecna.

Zamarłam. Przez sekundę miałam ochotę wybuchnąć płaczem i wyznać całą prawdę: że mój mąż, Andrzej, od miesięcy pije coraz więcej, że wracam do domu z duszą na ramieniu, bo nigdy nie wiem, co zastanę. Że czasem śpię w gabinecie na uczelni, bo nie mam siły wracać do tego piekła. Ale tylko skinęłam głową i wymusiłam uśmiech.

— To tylko zmęczenie. Dużo pracy ostatnio.

Profesor spojrzał na mnie przenikliwie, ale nie drążył tematu. Pożegnałam się i wyszłam na korytarz. Zanim dotarłam do samochodu, łzy same popłynęły mi po policzkach.

Nikt na uczelni nie wiedział i nigdy by nie uwierzył, że mąż Walerii Ilinicznej to nałogowy alkoholik. To był mój smutny sekret i gorzka dola. W pracy ceniona specjalistka, wykładowczyni, kierowniczka katedry. Pod każdym względem spełniona kobieta — tak mówili. Gdyby tylko wiedzieli…

W domu czekał na mnie zapach stęchłego piwa i cisza przerywana odgłosami telewizora. Andrzej leżał na kanapie, z pustą butelką w ręku.

— Wróciłaś? — mruknął bez entuzjazmu.

— Tak — odpowiedziałam cicho, zdejmując płaszcz.

— Coś do jedzenia jest? — zapytał, nawet na mnie nie patrząc.

Przygotowałam mu kanapki i zupę. Jadł łapczywie, jakby od tego zależało jego życie. Potem znowu zasnął przed telewizorem. Ja siedziałam w kuchni i patrzyłam w okno na ciemniejące niebo. Myśli kłębiły mi się w głowie: jak długo jeszcze dam radę? Czy to już czas odejść?

Nie miałam nikogo bliskiego w mieście. Rodzice zmarli kilka lat temu, a z siostrą straciłam kontakt po jej wyjeździe do Niemiec. Na uczelni wszyscy widzieli we mnie wzór do naśladowania — silną kobietę sukcesu. Nikt nie pytał o moje życie prywatne.

Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu wcześniej niż zwykle, zastałam Andrzeja rozmawiającego przez telefon. Był trzeźwy — pierwszy raz od tygodni.

— Kto dzwonił? — zapytałam ostrożnie.

— Tomek… Mój brat. Chce się spotkać — odpowiedział Andrzej bez przekonania.

— Może powinieneś…

Spojrzał na mnie z wyrzutem. — Po co? Żeby znowu słuchać kazań? Każdy myśli, że wie lepiej ode mnie!

Chciałam coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów. Zamiast tego wyszłam do sypialni i zamknęłam drzwi. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać w poduszkę.

Następnego dnia w pracy czekała mnie niespodzianka. Do mojego gabinetu zapukała młoda kobieta — studentka trzeciego roku, Marta.

— Pani docent, czy mogę chwilę porozmawiać?

— Oczywiście, wejdź Marto.

Usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła opowiadać o swoich problemach rodzinnych. Jej ojciec pił od lat, matka była załamana, a ona sama nie wiedziała już, jak sobie radzić.

— Przepraszam, że zawracam pani głowę… Ale pani zawsze wydaje się taka silna…

Słuchałam jej historii i poczułam coś dziwnego — jakby ktoś otworzył we mnie drzwi do własnego bólu. Po raz pierwszy od dawna poczułam potrzebę podzielenia się swoim ciężarem.

— Marto… Ja też znam ten problem — powiedziałam cicho. — Mój mąż jest alkoholikiem.

Dziewczyna spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

— Naprawdę? Pani?

— Tak… I wiem, jak bardzo to boli.

Rozmawiałyśmy długo. Po raz pierwszy od lat poczułam ulgę — ktoś mnie rozumiał. Marta podziękowała mi za szczerość i wsparcie. Gdy wyszła, długo siedziałam w ciszy. Może nie jestem tak samotna, jak myślałam?

Wieczorem Andrzej wrócił do domu trzeźwy. Usiadł naprzeciwko mnie przy stole.

— Walerio… Przepraszam cię za wszystko — powiedział nagle. — Chcę spróbować jeszcze raz… dla ciebie.

Patrzyłam na niego długo w milczeniu. Nie wierzyłam w cuda, ale w jego oczach zobaczyłam coś nowego — strach i nadzieję jednocześnie.

— Dobrze… Ale musisz poszukać pomocy — odpowiedziałam stanowczo.

Przytaknął powoli.

Minęły tygodnie pełne napięcia i niepewności. Andrzej zaczął chodzić na spotkania AA. Bywało różnie — raz lepiej, raz gorzej. Ja też zaczęłam korzystać z pomocy terapeutycznej dla rodzin osób uzależnionych.

Na uczelni coraz częściej rozmawiałam ze studentami o problemach rodzinnych. Okazało się, że wielu z nich zmaga się z podobnymi dramatami jak ja i Marta. Zaczęliśmy organizować grupy wsparcia.

Pewnego dnia Marta przyszła do mnie z uśmiechem.

— Dziękuję pani za wszystko… Gdyby nie pani szczerość, nie wiem, czy dałabym radę.

Uścisnęłyśmy się mocno.

W domu Andrzej coraz częściej był trzeźwy. Zaczynał powoli wracać do życia — szukał pracy, zaczął dbać o siebie i o nasz dom. Nie było łatwo — czasem wracały stare lęki i żal za straconymi latami. Ale pojawiła się nadzieja.

Dziś patrzę na siebie sprzed kilku miesięcy i widzę inną kobietę — bardziej otwartą na innych i na własne emocje. Nadal boję się przyszłości, ale wiem już jedno: nie jestem sama i nie muszę udawać silnej za wszelką cenę.

Czy można naprawdę zacząć od nowa po tylu latach bólu? Czy warto ufać drugi raz? Może właśnie w tym tkwi prawdziwa siła — by mimo wszystko spróbować jeszcze raz.