Pięć lat milczenia: Dług, który rozdarł moją rodzinę
– Wiesz, ile to było pieniędzy, Marto? – głos mojej mamy, Haliny, przeszył ciszę kuchni, gdy kroiłam marchewkę do rosołu. – To nie była drobnostka. Pięć lat minęło, a oni nawet nie podziękowali. Twój ojciec i ja nigdy byśmy tak nie postąpili.
Poczułam, jak ręce zaczynają mi drżeć. Spojrzałam przez okno – na podwórku bawiły się nasze dzieci, nieświadome burzy, która właśnie zbierała się w naszym domu. Mój mąż, Paweł, siedział przy stole i beznamiętnie przewijał coś na telefonie, jakby cała sprawa go nie dotyczyła.
– Mamo, proszę cię… nie zaczynaj znowu – wyszeptałam. – Wiesz, że Paweł nie chce o tym rozmawiać. Mówi, że jego rodzice mają teraz ciężko i nie potrzebują dodatkowego stresu.
Halina machnęła ręką z irytacją. – A my potrzebujemy? Przecież wtedy byłaś w ciąży z Julką! To były twoje pieniądze z macierzyńskiego! I jeszcze wyciągnęliście ze wspólnej oszczędności. Pamiętasz, jak płakałaś, kiedy musieliście odłożyć kupno samochodu?
Paweł podniósł wzrok znad telefonu. – Marta, możemy dziś po prostu zjeść w spokoju? Wiesz, że nie lubię tego tematu.
– Nie możemy! – wybuchłam nagle, zaskakując nawet siebie. – Nie możemy, bo ta sprawa nigdy nie została rozwiązana! Mama ma rację – to były nasze pieniądze. Twoi rodzice obiecali oddać wszystko zaraz po sprzedaży działki w Międzyzdrojach. Minęło pięć lat! Działka stoi, wyremontowana, a my wciąż czekamy.
Paweł westchnął ciężko i spuścił głowę. – Moi rodzice nie są złymi ludźmi. Wiesz, że tata miał problemy zdrowotne i kredyty… Nie mogę im teraz wypominać tego długu.
– A co z nami? – zapytałam cicho. – Co zrobimy, kiedy będziemy potrzebować pieniędzy na leczenie Julki pod koniec roku? Znowu powiesz: „nie będziemy im przypominać”?
Cisza była gęsta jak rosół, który właśnie wykipiał na kuchence.
Tej nocy nie mogłam zasnąć. W głowie dudniły mi słowa mamy i milczenie Pawła. Przypomniałam sobie dzień, kiedy Paweł i ja siedzieliśmy przy tym samym stole, liczyliśmy każdą złotówkę i zdecydowaliśmy się pomóc jego rodzicom. Pamiętam łzy wdzięczności jego mamy, Barbary: „Kochana, nigdy wam tego nie zapomnimy. Oddamy wszystko zaraz po sprzedaży działki, obiecuję!”
Ale obietnice blakną jak stare zdjęcia.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta jak struna. Paweł unikał rozmów; czułam narastającą gorycz w sercu. Dzieci wyczuwały napięcie – Julka zapytała mnie któregoś dnia: „Mamo, dlaczego tata już się z nami nie śmieje przy obiedzie?”
Pewnego popołudnia, gdy składałam pranie w sypialni, zadzwonił telefon. To była Barbara.
– Marto, kochanie… jak się trzymacie? Dawno was nie widziałam…
Poczułam gulę w gardle. – Dobrze… Barbaro, mogę cię o coś zapytać?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Oczywiście… pytaj.
Wzięłam głęboki oddech. – Chodzi o te pieniądze… które wam pożyczyliśmy pięć lat temu… Teraz mamy trochę wydatków związanych z Julką i… Zastanawiam się, czy bylibyście w stanie oddać chociaż część?
Barbara długo milczała. – Marto… wiesz, że oddalibyśmy wam wszystko… Ale działka jeszcze nie jest sprzedana. I… szczerze mówiąc, Paweł mówił mi zimą, że zdecydowaliście się darować ten dług. Tak mi powiedział.
Poczułam, jak krew napływa mi do twarzy. – Darować? Nigdy o tym nie rozmawialiśmy! Ja się na to nie zgodziłam!
Barbara westchnęła: – Może powinniśmy wszyscy usiąść razem i porozmawiać otwarcie? Nie chcę, żeby to nas poróżniło.
Tego wieczoru skonfrontowałam Pawła.
– Dlaczego powiedziałeś im, że darowaliśmy dług? Zwariowałeś? To nie była twoja decyzja!
Paweł wyglądał jak zbity pies. – Nie mogłem już patrzeć na mamę… Tata był bardzo chory zimą, sama wiesz! Myślałem, że będzie ci lżej, jeśli przestaniemy o tym myśleć…
– Lżej? Mnie? Czy tobie? Bo nie możesz znieść myśli, że twoi rodzice będą mieli ci coś za złe! A co z moją mamą? Co z naszymi dziećmi? Co ze mną?
Zaczęłam płakać – pierwszy raz od dawna przy nim.
Paweł mnie objął, ale między nami wyrósł mur.
W następną sobotę usiedliśmy wszyscy przy jednym stole: Paweł, ja, Barbara, jego ojciec Edward i moja mama Halina.
Halina nie owijała w bawełnę: – Powiem wprost – Marta i Paweł pomogli wam wtedy, gdy byliście w potrzebie. Teraz oni potrzebują pomocy. Co zamierzacie zrobić?
Edward spuścił wzrok: – Nie zapomnieliśmy o długu… Ale naprawdę nie jesteśmy teraz w stanie go oddać. Działka jeszcze nie sprzedana – ceny spadły… Jeśli chcecie, możemy przepisać część własności na was do czasu spłaty długu.
Barbara dodała: – Nie chcemy was stracić przez pieniądze… Ale naprawdę nie mamy wyjścia. Przepraszamy was, jeśli was zawiedliśmy.
Paweł spojrzał na mnie oczami pełnymi smutku: – Marta… co teraz?
Spojrzałam na wszystkich wokół stołu – rodzinę, którą kocham i rodzinę, która mnie zraniła.
Minęło kilka miesięcy od tej rozmowy. Nie odzyskaliśmy pieniędzy, ale dostaliśmy akt notarialny potwierdzający nasz udział w działce do czasu spłaty długu. Relacje z teściami pozostały chłodne; Paweł i ja wciąż uczymy się rozmawiać bez wzajemnych pretensji.
Czasem zastanawiam się: czy warto było pomagać kosztem miłości i spokoju w rodzinie? Czy pieniądze zawsze muszą być powodem kłótni między tymi, którzy powinni być sobie najbliżsi?
A wy? Co byście zrobili na moim miejscu?