Szkoda, że to nie moje: Historia o zazdrości, przyjaźni i rodzinnych sekretach
— Dziewczyny, wpadajcie do mnie w sobotę, pośmiejemy się przy herbacie — rzuciła Danuta z tym swoim ciepłym, pewnym siebie uśmiechem, który zawsze sprawiał, że czułam się trochę mniej pewna siebie. Krystyna od razu podchwyciła temat: — Ja przyniosę dobre wino! — zawołała, a jej oczy błyszczały znajomością trunków i życia. Alicja, jak zawsze zorganizowana i troskliwa, dodała: — A ja coś smacznego przygotuję. Wszyscy wiedzieliśmy, że gotuje wybornie.
Patrzyłam na nie i czułam ukłucie zazdrości. Danuta — dom zawsze wysprzątany, dzieci grzeczne, mąż z tych, co to kwiaty bez okazji przynoszą. Krystyna — rozwiedziona, ale szczęśliwa, podróżuje, żyje po swojemu. Alicja — mąż lekarz, syn olimpijczyk z matematyki. A ja? Ja byłam tylko Magda. Zwyczajna Magda, z dwójką dzieci wiecznie przeziębionych i mężem, który ostatnio coraz częściej wracał do domu późno i pachniał damskimi perfumami.
W sobotę przyszłam punktualnie. Danuta otworzyła drzwi w fartuszku w kwiaty, a jej dom pachniał świeżo upieczonym ciastem i lawendą. — Magda! Jak dobrze cię widzieć! — rzuciła, obejmując mnie mocno. Przez chwilę poczułam się ważna. Krystyna już siedziała przy stole, rozlewając wino do kieliszków. Alicja krzątała się w kuchni, wyciągając z torby własnoręcznie robione paszteciki.
— No to za nas! — powiedziała Danuta, unosząc kieliszek. — Za nasze zdrowie i za to, że mamy siebie! — dodała Krystyna. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Przez chwilę naprawdę uwierzyłam, że jestem częścią tej małej wspólnoty.
Rozmowa toczyła się lekko: o dzieciach, o pracy, o tym, co ostatnio widziałyśmy w telewizji. Śmiałyśmy się z głupot, wspominałyśmy stare czasy. Ale im więcej wypiłyśmy wina, tym bardziej rozmowa zaczęła schodzić na tematy osobiste.
— Danusiu, jak ty to robisz? — zapytała nagle Alicja. — Twój dom zawsze taki ciepły, dzieci takie grzeczne… Zazdroszczę ci tej harmonii.
Danuta uśmiechnęła się smutno. — Gdybyście wiedziały… — zaczęła cicho. — To wszystko tylko na pokaz. Marek od miesięcy nie patrzy mi w oczy. Dzieci są grzeczne tylko wtedy, gdy nie ma go w domu. A ja… ja czasem mam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić.
Zapadła cisza. Krystyna spojrzała na mnie porozumiewawczo. Wiedziałyśmy obie, jak to jest udawać przed światem.
— U mnie też nie jest różowo — powiedziałam cicho. — Michał… chyba mnie zdradza. Pachnie innymi kobietami. Dzieci ciągle chore, a ja coraz częściej płaczę w łazience.
Alicja spuściła wzrok. — Myślicie, że u mnie lepiej? Marek pracuje po nocach, syn zamyka się w pokoju i nie chce ze mną rozmawiać. Czasem mam wrażenie, że jestem im tylko potrzebna do gotowania i sprzątania.
Krystyna westchnęła ciężko. — A ja? Myślicie, że rozwód to była wolność? To była ucieczka przed samotnością jeszcze większą niż ta w małżeństwie. Teraz mam czas dla siebie, ale wieczorami płaczę do poduszki.
Siedziałyśmy tak przez chwilę w milczeniu. Każda z nas miała swoją maskę: perfekcyjnej gospodyni, szczęśliwej żony, spełnionej matki czy niezależnej kobiety. Ale pod spodem kryły się lęki i tęsknoty.
— Szkoda, że to nie moje… — wyrwało mi się nagle na głos.
— Co masz na myśli? — zapytała Danuta.
— Wasze życie — odpowiedziałam szczerze. — Zawsze myślałam, że macie wszystko poukładane. Że wam zazdroszczę… Ale teraz widzę, że każda z nas coś ukrywa.
Danuta uśmiechnęła się przez łzy. — Może właśnie dlatego się przyjaźnimy? Bo każda z nas rozumie drugą lepiej niż ktokolwiek inny.
Wtedy zadzwonił telefon Alicji. Odebrała i natychmiast pobladła.
— Co się stało? — zapytałam zaniepokojona.
— To ze szkoły… Kuba miał atak paniki na lekcji matematyki. Muszę jechać po niego.
Danuta odprowadziła ją do drzwi. Krystyna nalała nam jeszcze po kieliszku.
— Wiecie co? Może powinniśmy częściej mówić sobie prawdę — powiedziała cicho. — Nie tylko o tym, co dobre.
Przytaknęłam. Wyszłam od Danuty późno w nocy. Na klatce schodowej zadzwonił mój telefon: Michał napisał krótką wiadomość: „Nie czekaj na mnie”.
Usiadłam na schodach i rozpłakałam się jak dziecko.
Czy naprawdę wszyscy udajemy przed światem? Czy można być szczerym ze sobą i innymi? Może właśnie w tych naszych niedoskonałościach tkwi prawdziwa siła?