„Babciu, mama mówi, że trzeba cię umieścić w domu opieki” — podsłuchana rozmowa rodziców oczami dziecka
— Babciu, mama mówi, że trzeba cię umieścić w domu opieki — wypaliłam nagle, nie rozumiejąc jeszcze ciężaru tych słów, ale czując, że coś się zmienia. Siedziałyśmy razem przy kuchennym stole, a babcia Teresa kroiła jabłka do szarlotki. Jej ręce zadrżały, a nóż stuknął o deskę. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
— Co ty mówisz, Zosiu? — zapytała cicho, jakby bała się usłyszeć odpowiedź.
Nie wiedziałam, czy powinnam powtarzać to, co usłyszałam wczoraj w nocy. Leżałam wtedy w łóżku i nie mogłam zasnąć. Przez cienką ścianę słyszałam głosy rodziców. Tata był zdenerwowany, mama płakała.
— Nie dam już rady, Michał! — szlochała mama. — Mama coraz częściej zapomina, gdzie jest. Wczoraj zgubiła się na osiedlu. Boję się, że coś jej się stanie.
— Rozumiem cię, Aniu, ale to przecież twoja mama. Może jeszcze spróbujemy z opiekunką?
— Nie stać nas na to! A ja muszę pracować! Zosia też potrzebuje uwagi…
Wtedy tata długo milczał. Potem powiedział coś, co utkwiło mi w głowie:
— Może dom opieki to nie jest zły pomysł. Tam będzie bezpieczna.
Przewracałam się w łóżku całą noc. Rano patrzyłam na babcię Teresę inaczej — jakby miała zaraz zniknąć z mojego życia.
Teraz siedziałyśmy razem, a ja nie potrafiłam już udawać, że nic nie wiem.
— Podsłuchałam ich wczoraj — powiedziałam cicho. — Mama płakała. Tata mówił, że tam będziesz bezpieczna.
Babcia odłożyła nóż i usiadła ciężko na krześle. Przez chwilę patrzyła w okno na szare bloki i dzieci bawiące się na podwórku.
— Wiesz, Zosiu… czasem dorośli podejmują trudne decyzje. Ale ja nie chcę nigdzie iść — wyszeptała i pogłaskała mnie po głowie.
Wtedy do kuchni weszła mama. Zobaczyła nasze miny i od razu wiedziała, że coś jest nie tak.
— Co się stało? — zapytała nerwowo.
— Powiedziałam babci o waszej rozmowie — przyznałam się ze spuszczoną głową.
Mama usiadła obok babci i zaczęła płakać. Babcia Teresa objęła ją ramieniem.
— Aniu… ja wiem, że ci ciężko. Ale ja naprawdę nie chcę do żadnego domu opieki. Tu jest mój dom. Ty jesteś moją córką. Zosia jest moim całym światem.
Mama długo milczała. W końcu wybuchła:
— Mamo! Ja już nie mam siły! Codziennie boję się, że coś ci się stanie! Że wyjdziesz i nie wrócisz! Że zapomnisz wyłączyć gaz! Ja też jestem tylko człowiekiem!
Babcia ścisnęła jej dłoń.
— Wiem, córeczko. Ale dom opieki… to jak wyrok. Ja tam umrę z tęsknoty za wami.
Patrzyłam na nie obie i czułam się winna. Gdyby nie ja… Może mama nie musiałaby pracować tyle godzin? Może babcia byłaby szczęśliwsza?
Od tamtej rozmowy wszystko się zmieniło. Mama zaczęła być bardziej nerwowa. Często krzyczała na mnie za drobiazgi. Tata coraz częściej wracał późno z pracy.
Pewnego dnia wróciłam ze szkoły i zobaczyłam walizkę babci przy drzwiach.
— Co się dzieje? — zapytałam przerażona.
— Jadę do cioci Marysi na wieś — odpowiedziała babcia z wymuszonym uśmiechem. — Trochę odpocznę.
Nie wierzyłam jej. Wiedziałam, że to przez tamtą rozmowę. Mama stała obok i patrzyła w podłogę.
— To dla twojego dobra, Zosiu — powiedziała cicho. — Musimy trochę odpocząć od siebie.
Przez kilka tygodni dom był cichy i pusty. Mama chodziła jak cień, tata prawie się nie odzywał. Ja płakałam po nocach i pisałam listy do babci, których nigdy nie wysyłałam.
W końcu babcia wróciła. Była chudsza i smutniejsza niż wcześniej. Próbowała udawać radość, ale widziałam łzy w jej oczach.
Pewnego wieczoru usłyszałam kolejną kłótnię rodziców:
— Nie możemy tak żyć! — krzyczał tata. — Zosia jest rozbita! Ty jesteś wrakiem człowieka! A twoja matka…
— To moja matka! — wrzasnęła mama. — Nie oddam jej do żadnego domu!
Wtedy weszłam do salonu i powiedziałam:
— Ja chcę babcię w domu! Bez niej wszystko jest smutne!
Rodzice spojrzeli na mnie zdziwieni i nagle zaczęli płakać razem ze mną. Babcia przyszła i objęła nas wszystkich.
Od tego dnia zaczęliśmy rozmawiać inaczej. Mama poprosiła o pomoc sąsiadkę panią Halinę, która czasem przychodziła do babci na kilka godzin dziennie. Tata zaczął wcześniej wracać z pracy i zabierał mnie oraz babcię na spacery po parku.
Nie było łatwo. Były dni lepsze i gorsze. Babcia czasem zapominała moje imię albo gubiła się w drodze do sklepu. Ale byliśmy razem.
Czasem myślę o tamtej nocy, kiedy podsłuchałam rozmowę rodziców i wypowiedziałam te straszne słowa przy stole. Czy gdybym wtedy milczała, wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy dzieci powinny wiedzieć o dorosłych sprawach?
Dziś mam już dziesięć lat i wiem jedno: rodzina to nie tylko wspólne mieszkanie pod jednym dachem, ale przede wszystkim rozmowa i wsparcie nawet wtedy, gdy jest najtrudniej.
Czy wy też kiedyś byliście świadkami takich rodzinnych dramatów? Czy dzieci powinny być trzymane z dala od dorosłych problemów? A może szczerość jest zawsze najlepszym rozwiązaniem?