Gdy wrócił, już nie byłam sama – historia o zdradzie, sile i wyborze

– Mamo, dlaczego tata już z nami nie mieszka? – Zosia patrzyła na mnie wielkimi, brązowymi oczami, w których odbijał się cały jej dziecięcy smutek. Stałam w kuchni, trzymając kubek z zimną już herbatą, i czułam, jak moje serce rozdziera się na kawałki. Jak odpowiedzieć siedmioletniej dziewczynce na pytanie, na które sama nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi?

Zawsze bałam się rozwodu. Nawet myśl o tym, że moje małżeństwo może się rozpaść, wydawała mi się koszmarem, do którego nigdy się nie zbliżę. Wierzyłam szczerze, że u nas, z Michałem, wszystko jest w porządku, że jesteśmy parą, której nie złamią ani lata, ani codzienność, ani trudności. Mieliśmy wspaniałą córeczkę — Zosię, ja prowadziłam własną kwiaciarnię na Mokotowie, Michał pracował jako architekt. Nasze życie było zwyczajne, ale pełne drobnych radości: wspólne śniadania w niedzielę, spacery po Łazienkach, wieczorne rozmowy przy winie.

Aż pewnego dnia wszystko się skończyło.

Pamiętam ten wieczór jak przez mgłę. Michał wrócił późno, nie patrzył mi w oczy. Usiadł na brzegu łóżka i powiedział cicho: „Kasia… muszę ci coś powiedzieć. Zakochałem się w kimś innym. Odchodzę.”

Świat zawirował. Przez chwilę miałam wrażenie, że to jakiś żart. Ale on był poważny. Spakował walizkę i wyszedł. Zosia spała wtedy spokojnie w swoim pokoju. Ja siedziałam na podłodze w salonie i płakałam tak długo, aż zabrakło mi łez.

Przez pierwsze tygodnie żyłam jak automat. Rano zaprowadzałam Zosię do szkoły, potem szłam do kwiaciarni i układałam bukiety z mechaniczną precyzją. Wieczorami patrzyłam w pusty fotel Michała i zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Czy byłam zbyt nudna? Czy za mało go kochałam? Moja mama powtarzała: „Kasiu, musisz być silna dla Zosi.” Ale ja nie czułam się silna. Czułam się porzucona i niepotrzebna.

Najgorsze były weekendy. Wtedy Michał zabierał Zosię do siebie i do… niej. Do tej kobiety, która rozbiła moją rodzinę. Zosia wracała cicha i zamyślona. Pewnego dnia zapytała: „Mamo, czy ty też będziesz miała nowego pana?”

Nie chciałam nikogo nowego. Przez długi czas nie potrafiłam nawet patrzeć na innych mężczyzn. Ale życie toczyło się dalej. Kwiaciarnia zaczęła przynosić coraz większe straty – nie miałam siły walczyć o klientów. W końcu musiałam ją zamknąć. To był kolejny cios.

Wtedy pojawił się Piotr.

Poznałam go przypadkiem – przyszedł do kwiaciarni po ostatni bukiet dla swojej mamy. Był ciepły, spokojny, miał łagodne spojrzenie i uśmiech, który rozjaśniał nawet najciemniejszy dzień. Zaczął pomagać mi przy przeprowadzce do nowego mieszkania – mniejszego, tańszego, ale naszego.

Piotr nigdy nie pytał o Michała. Po prostu był – gotował obiady dla mnie i Zosi, zabierał nas na wycieczki rowerowe nad Wisłę, czytał Zosi bajki na dobranoc. Po raz pierwszy od miesięcy poczułam się bezpieczna.

Zosia długo nie akceptowała Piotra. Była zamknięta w sobie, tęskniła za tatą. Ale Piotr miał cierpliwość anioła. Pewnego wieczoru usiadł obok niej i powiedział: „Wiem, że bardzo kochasz swojego tatę. Ja nigdy nie będę chciał go zastąpić. Ale jeśli kiedyś będziesz chciała pogadać albo się przytulić – jestem tutaj.”

Zosia spojrzała na niego nieufnie… ale po kilku tygodniach zaczęła się uśmiechać częściej.

Minął rok. Zaczęliśmy żyć jak rodzina – inna niż ta sprzed lat, ale szczęśliwa na swój sposób.

I wtedy Michał wrócił.

Pewnego popołudnia zadzwonił domofon. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam go – stał z bukietem róż (ironiczne), zmęczony i jakby starszy o dziesięć lat.

– Kasiu… Muszę z tobą porozmawiać – zaczął niepewnie.

Wpuściłam go do środka. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole – tym samym, przy którym kiedyś planowaliśmy przyszłość.

– Popełniłem błąd – powiedział cicho Michał. – Tamta kobieta… To nie było to. Tęsknię za tobą. Za Zosią. Chcę wrócić do domu.

Patrzyłam na niego długo w milczeniu. Przez głowę przelatywały mi wszystkie wspólne chwile – dobre i złe. Ale już nie czułam tego bólu jak kiedyś. Byłam inna.

– Michał… – zaczęłam powoli – Nie możesz tak po prostu wrócić i udawać, że nic się nie stało.

– Wiem – spuścił głowę – Ale proszę cię… daj mi szansę.

Wtedy do kuchni weszła Zosia.

– Tato! – rzuciła mu się na szyję.

Serce mi pękało na pół.

Wieczorem długo rozmawiałam z Piotrem.

– Kocham cię – powiedział cicho – Ale jeśli chcesz spróbować jeszcze raz z Michałem… zrozumiem.

Patrzyłam na niego przez łzy.

– Piotrze… Nie wiem, co robić. Boję się zranić was wszystkich.

Tej nocy nie spałam ani minuty.

Dziś siedzę przy oknie i patrzę na bawiącą się Zosię. Wiem jedno: już nigdy nie pozwolę sobie odebrać własnej wartości przez czyjeś decyzje. Ale czy potrafię wybaczyć Michałowi? Czy powinnam budować życie od nowa z Piotrem? Czy można być szczęśliwym po zdradzie?

Czasem zastanawiam się: czy lepiej wybrać to, co znane i bezpieczne… czy odważyć się na nowe szczęście? Co wy byście zrobili na moim miejscu?