„Skrzywdziłaś brata, nie masz sumienia” – Historia o rodzinnych tajemnicach i zdradzie
– Skrzywdziłaś brata, nie masz sumienia – głos mamy przeszył ciszę jak nóż. Stała w progu mojego salonu, zaciśnięte pięści, oczy pełne łez i gniewu. Obok niej, mój młodszy brat Paweł, patrzył na mnie z mieszaniną żalu i pogardy.
Nie byłam gotowa na tę rozmowę. Przez ostatnie tygodnie spałam niespokojnie, przewracając się z boku na bok, próbując zrozumieć, jak to się stało, że dom, w którym dorastałam, stał się źródłem takiej nienawiści. Jeszcze kilka miesięcy temu śmialiśmy się przy wspólnym stole, a dziś… dziś miałam wrażenie, że jestem oskarżona o najgorszą zbrodnię.
– Mamo, oddałam Pawłowi wszystko, co należało mu się ze spadku po tacie – próbowałam mówić spokojnie, choć głos mi drżał. – Dom dostałam od was w darowiźnie jeszcze za życia taty. To była wasza decyzja.
Mama spojrzała na mnie tak, jakby widziała mnie pierwszy raz w życiu.
– To była pomyłka. Tata nie wiedział, co robi. Powinnaś była się podzielić. Paweł został z niczym.
Paweł milczał. Widziałam, jak zaciska szczęki. Zawsze był cichy, zamknięty w sobie. Po śmierci taty jeszcze bardziej się wycofał. Próbowałam do niego dotrzeć, ale on odsuwał się coraz dalej.
– Oddałam ci działkę nad jeziorem i połowę oszczędności – zwróciłam się do brata. – To nieprawda, że zostałeś z niczym.
– Działka to bagno! – wybuchł nagle Paweł. – A oszczędności? Wiesz dobrze, że mama potrzebuje pieniędzy na leki! Ty masz dom! Wszystko! A ja? Zawsze byłem gorszy!
Zrobiło mi się słabo. Przypomniałam sobie dzieciństwo – Paweł zawsze był oczkiem w głowie mamy. Ja byłam tą starszą, odpowiedzialną. To ja pomagałam tacie w warsztacie, to ja gotowałam obiady, kiedy mama chorowała. Ale to Paweł dostawał najwięcej uwagi.
– Nie chcę się kłócić – powiedziałam cicho. – Chcę tylko spokoju.
Mama usiadła ciężko na krześle i zaczęła płakać. Paweł patrzył na mnie z nienawiścią.
– Spokoju? Ty zawsze wszystko układałaś pod siebie! Nawet teraz! – rzucił przez zaciśnięte zęby.
Poczułam, jak narasta we mnie gniew. Przez całe życie starałam się być dobrą córką i siostrą. Po śmierci taty to ja zajmowałam się wszystkim: pogrzebem, papierami, opieką nad mamą. Paweł pojawiał się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebował.
– Może powinniśmy porozmawiać spokojnie – zaproponowałam. – Może pójdziemy do notariusza i wszystko wyjaśnimy?
Mama spojrzała na mnie z wyrzutem.
– Notariusz? Ty zawsze wszystko załatwiasz papierami! A gdzie serce? Gdzie rodzina?
Zamilkłam. Wiedziałam, że nie wygram tej rozmowy. Mama była mistrzynią emocjonalnego szantażu. Zawsze potrafiła sprawić, że czułam się winna za rzeczy, na które nie miałam wpływu.
Nagle Paweł wstał i podszedł do mnie tak blisko, że poczułam jego oddech na twarzy.
– Oddaj mi dom – powiedział cicho. – Albo połowę jego wartości. Inaczej… inaczej nie chcę cię znać.
Zrobiło mi się zimno. Przez chwilę miałam ochotę po prostu mu go oddać – niech bierze wszystko, byleby tylko odzyskać spokój. Ale wiedziałam, że to niczego nie zmieni. Zawsze będzie miał do mnie żal.
– Nie mogę – odpowiedziałam równie cicho. – Ten dom to jedyne miejsce, gdzie czuję się bezpieczna.
Paweł spojrzał na mamę.
– Widzisz? Mówiłem ci! Ona myśli tylko o sobie!
Mama zaczęła szlochać jeszcze głośniej.
Przez następne godziny rozmawialiśmy w kółko o tym samym: kto ile dostał, kto ile stracił, kto był lepszym dzieckiem. Każde słowo bolało coraz bardziej. W końcu mama i Paweł wyszli trzaskając drzwiami.
Zostałam sama w pustym domu. Siedziałam na kanapie i patrzyłam na zdjęcia rodzinne na ścianie: tata uśmiechnięty przy grillu, mama z Pawłem na kolanach, ja z książką w ręku. Wszystko wydawało się takie odległe i obce.
Przez kolejne dni telefon milczał. Mama nie odbierała moich połączeń. Paweł napisał tylko krótkiego SMS-a: „Nie licz na mnie więcej”.
Nie spałam po nocach. W pracy byłam rozkojarzona, popełniałam błędy. Znajomi pytali, co się dzieje, ale nie potrafiłam im odpowiedzieć. Jak opowiedzieć komuś o tym bólu? O poczuciu winy i niesprawiedliwości?
Któregoś wieczoru usiadłam przy stole i zaczęłam przeglądać stare listy taty. Znalazłam jeden, którego nigdy wcześniej nie widziałam – zaadresowany do mnie.
„Kasiu,
Wiem, że nie zawsze było łatwo. Wiem też, że często musiałaś być silniejsza niż powinnaś. Dom jest twój nie dlatego, że cię bardziej kocham niż Pawła – ale dlatego, że wiem, jak bardzo go potrzebujesz. Wierzę w ciebie i wiem, że poradzisz sobie ze wszystkim.
Tata”
Łzy popłynęły mi po policzkach. Tata zawsze widział więcej niż mówił.
Kilka dni później mama przyszła sama. Była blada i zmęczona.
– Kasiu… Paweł chce iść do sądu – powiedziała bez emocji.
Poczułam ukłucie strachu.
– Nie chcę wojny w rodzinie – wyszeptałam.
Mama usiadła naprzeciwko mnie.
– Ja też nie chcę… Ale Paweł jest zdesperowany. Czuje się skrzywdzony przez wszystkich… przez ciebie też.
Spojrzałam jej prosto w oczy.
– A ty? Jak ty się czujesz?
Mama spuściła wzrok.
– Jestem zmęczona… Chciałabym tylko spokoju… Ale boję się zostać sama…
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy.
– Mamo… Ja też jestem twoją córką – powiedziałam cicho.
Mama popatrzyła na mnie ze łzami w oczach i pierwszy raz od dawna przytuliła mnie mocno.
Nie wiem, jak to wszystko się skończy. Może Paweł naprawdę pójdzie do sądu i będziemy walczyć o dom jak obcy ludzie? Może kiedyś wybaczymy sobie nawzajem?
Czasem zastanawiam się: czy rodzina to naprawdę największa wartość? Czy można wybaczyć zdradę najbliższych? Co byście zrobili na moim miejscu?