Nasza córka zniknęła w cieniu swojego męża: Opowieść matki, która straciła kontakt z dzieckiem
— Znowu nie przyjdzie? — zapytałam, patrząc na męża, który bez słowa wpatrywał się w pusty talerz. W salonie pachniało świeżo upieczonym sernikiem, a na stole czekały ulubione śledzie mojego męża. Wszystko było gotowe na jego sześćdziesiąte urodziny. Tylko ona nie przyszła. Nasza Kasia.
Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałam sobie, że będę pisać takie słowa. Kasia była moją dumą — czuła, wrażliwa, zawsze gotowa pomóc. Odkąd wyszła za Pawła, wszystko się zmieniło. Najpierw myślałam, że to tylko kwestia czasu, że młode małżeństwo musi się dotrzeć, znaleźć własny rytm. Ale z każdym miesiącem oddalała się od nas coraz bardziej.
— Mamo, nie mogę przyjechać, Paweł źle się czuje — usłyszałam w słuchawce jej głos, cichy i jakby wyprany z emocji. — Może innym razem…
— Kasiu, to przecież urodziny taty! — przerwałam jej, czując jak łzy napływają mi do oczu. — On tak na ciebie czekał…
— Mamo, proszę… — westchnęła. — Nie zaczynaj znowu.
Nie zaczynaj znowu. Te słowa słyszę od niej coraz częściej. Jakbyśmy byli dla niej ciężarem, jakby nasze uczucia nie miały już znaczenia. A przecież to my ją wychowaliśmy, to my byliśmy przy niej, kiedy miała gorączkę w nocy, kiedy płakała po pierwszej kłótni z koleżanką, kiedy dostała się na studia. To my płakaliśmy ze szczęścia na jej ślubie.
Paweł… Od początku coś mi w nim nie pasowało. Był uprzejmy, ale chłodny. Zawsze miał ostatnie słowo, nawet w błahych sprawach. Kiedyś podczas obiadu u nas poprawił Kasię przy stole: „Nie tak się kroi mięso”. Widziałam jej rumieniec wstydu i wtedy po raz pierwszy poczułam ukłucie niepokoju.
Z czasem zaczęła się od nas oddalać. Najpierw rzadziej dzwoniła, potem przestała przyjeżdżać na niedzielne obiady. Zawsze miała wymówkę: praca, zmęczenie, Paweł źle się czuje. Kiedy zaproponowałam wspólny wyjazd nad morze, powiedziała: „Paweł nie lubi takich wyjazdów”.
Mąż próbował mnie uspokajać:
— Daj jej czas, Halina. Młodzi muszą mieć swoje życie.
Ale ja widziałam więcej. Widziałam, jak Kasia gaśnie. Jej dawny śmiech zamienił się w nerwowy chichot. Zaczęła ubierać się inaczej — szaro, bez wyrazu. Kiedyś kochała kolorowe sukienki i czerwone paznokcie.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie sąsiadka:
— Halina, widziałam twoją Kasię w sklepie. Wyglądała na bardzo smutną.
Zadzwoniłam do niej od razu.
— Kasiu, wszystko w porządku?
— Tak, mamo — odpowiedziała szybko. — Muszę kończyć.
Zaczęłam podejrzewać najgorsze. Czy Paweł ją kontroluje? Czy ona jest szczęśliwa? Próbowałam z nią rozmawiać, ale zamykała się w sobie jeszcze bardziej.
Ostatni raz widzieliśmy ją na Boże Narodzenie rok temu. Przyjechali razem, ale Paweł cały czas patrzył na zegarek. Kasia była spięta, prawie nic nie jadła. Kiedy zaproponowałam jej dokładkę pierogów, odpowiedziała: „Paweł nie lubi jak jem za dużo”.
Po kolacji podeszłam do niej w kuchni.
— Kasiu, powiedz mi szczerze: jesteś szczęśliwa?
Spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.
— Mamo… ja już nie wiem.
Chciałam ją przytulić, ale Paweł wszedł do kuchni i natychmiast się wycofała.
Od tamtej pory kontakt był coraz rzadszy. Próbowałam rozmawiać z mężem:
— Może powinniśmy coś zrobić? Porozmawiać z Pawłem?
— Halina, to ich życie — odpowiedział smutno. — Nie możemy się wtrącać.
Ale jak mam nie wtrącać się w życie własnego dziecka? Jak mam patrzeć na to obojętnie?
Dziś znów siedzimy przy pustym stole. Mąż milczy, a ja czuję się winna. Może to ja coś zrobiłam źle? Może za bardzo ją kochałam? Może powinnam była wcześniej reagować?
Wieczorem dostałam SMS-a:
„Przepraszam mamo. Nie mogę rozmawiać.”
Siedzę teraz przy oknie i patrzę na ciemność za szybą. W głowie kołaczą mi się pytania: Czy jeszcze kiedyś odzyskam moją Kasię? Czy ona sama siebie jeszcze pamięta?
Czasem zastanawiam się, czy miłość matki może być zbyt wielka albo zbyt mała? Czy powinnam była walczyć bardziej? A może powinnam odpuścić i pozwolić jej żyć po swojemu? Jak długo można czekać na własne dziecko?
Może ktoś z was miał podobnie? Co byście zrobili na moim miejscu?