Dom, który stał się polem bitwy: Historia Pawła i matki, która nie potrafiła kochać
Drzwi do mojego pokoju z trzaskiem otworzyły się na oścież. – Paweł! – głos matki przeszył ciszę jak nóż. – Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie zostawiał butów w przedpokoju?!
Zamarłem z książką w ręku. Miałem wtedy czternaście lat, ale już wtedy wiedziałem, że dom nie jest miejscem, gdzie można się schować przed światem. To świat wchodził do środka i rozdzierał mnie od środka. – Przepraszam, mamo – wymamrotałem, ale ona już była w połowie drogi do kuchni, mrucząc pod nosem przekleństwa.
Ojciec siedział przy stole, wpatrzony w ekran telefonu. Udawał, że nie słyszy. Zawsze udawał. Nawet wtedy, gdy matka rzucała talerzami albo krzyczała tak głośno, że sąsiedzi stukali w ścianę. – Znowu zaczynasz? – rzucił tylko beznamiętnie.
– Bo nikt tu mnie nie szanuje! – wrzasnęła matka. – Nawet ty! Wszyscy macie mnie gdzieś!
Wiedziałem, że zaraz zacznie się prawdziwa awantura. Zawsze zaczynała się od drobiazgu: butów, kubka na stole, niedomytej szklanki. Potem przechodziła w lawinę pretensji i żalów, które spadały na mnie i ojca jak grad.
Mój młodszy brat Kuba schował się pod łóżkiem. Słyszałem jego cichy płacz. Chciałem go przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale sam nie wierzyłem w te słowa.
– Paweł! – matka wróciła do mojego pokoju. – Posprzątaj natychmiast! I powiedz temu leniowi, żeby przestał się chować!
Zacisnąłem zęby i ruszyłem do przedpokoju. Buty leżały równo przy ścianie. Ale dla niej nigdy nie było dość dobrze.
Wieczorem ojciec wyszedł na papierosa. Wrócił po godzinie, pachnący tanim piwem. Matka siedziała w salonie i płakała. – Nikt mnie nie kocha – powtarzała jak mantrę.
Usiadłem obok niej. – Mamo…
– Nie mów do mnie! – odtrąciła moją rękę. – Jesteś taki sam jak twój ojciec. Zimny i obojętny.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Czułem się winny za wszystko: za jej łzy, za krzyki, za to, że nie potrafiłem jej uszczęśliwić.
Tak wyglądało moje dzieciństwo. Każdy dzień był polem bitwy. Nigdy nie wiedziałem, co wywoła kolejną burzę.
Kiedy miałem siedemnaście lat, postanowiłem uciec. Spakowałem plecak i wyszedłem z domu o świcie. Zatrzymałem się u kolegi, Michała. Jego matka przyjęła mnie bez słowa pytania.
– Co się stało? – zapytała cicho.
– Nie mogę już tam być – odpowiedziałem tylko.
Przez tydzień nikt z domu się nie odezwał. W końcu zadzwonił ojciec.
– Wróć – powiedział bez emocji. – Matka jest chora.
Wróciłem. Matka leżała na kanapie, blada i zapuchnięta od płaczu.
– Zobacz, co mi zrobiłeś – wyszeptała ledwo słyszalnie.
Poczułem się jak morderca.
Przez kolejne lata próbowałem być idealnym synem. Sprzątałem, gotowałem obiady dla Kuby, pomagałem ojcu w pracy. Matka była coraz bardziej zgorzkniała i zamknięta w sobie.
Kiedy dostałem się na studia do Warszawy, poczułem ulgę. Ale nawet wtedy nie mogłem uciec od poczucia winy.
– Nie zostawiaj nas – prosiła matka przez telefon. – Bez ciebie sobie nie poradzimy.
Ale ja musiałem odejść. Chciałem oddychać.
Na studiach poznałem Martę. Była cicha i delikatna, zupełnie inna niż moja matka. Po roku zamieszkaliśmy razem.
– Twoja rodzina nigdy cię nie odwiedza – zauważyła kiedyś Marta.
– Nie chcą mnie widzieć – odpowiedziałem gorzko.
Ale to nie była prawda. To ja nie chciałem ich widzieć.
Pewnego dnia zadzwonił Kuba.
– Paweł… mama jest w szpitalu. Miała zawał.
Pojechałem do rodzinnego miasta z bijącym sercem. W szpitalu matka wyglądała na jeszcze mniejszą i słabszą niż kiedykolwiek.
– Przepraszam – wyszeptała nagle. – Nie umiałam inaczej…
Nie wiedziałem, czy jej wybaczyć.
Po pogrzebie (bo zmarła kilka miesięcy później) ojciec usiadł ze mną przy kuchennym stole.
– Myślisz czasem o tym wszystkim? – zapytał cicho.
– Codziennie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Ojciec spojrzał na mnie ze smutkiem:
– Ja też byłem tchórzem…
Nie odpowiedziałem nic. Wyszedłem na balkon i patrzyłem na blokowisko mojego dzieciństwa. Czy można wybaczyć rodzinie? Czy dom to miejsce czy ludzie?
Czasami myślę o tym wszystkim i pytam siebie: czy gdybym był inny, coś by się zmieniło? Czy można wybaczyć komuś, kto nigdy nie nauczył się kochać? Co wy o tym myślicie?