Teściowa daje wszystko szwagierce, a nam tylko resztki. Czy jestem niewdzięczna, czy po prostu mam dość?
– Znowu tylko słoik ogórków? – pomyślałam, patrząc na stół zastawiony domowymi przetworami. Teściowa, pani Zofia, z uśmiechem wręczyła mi torbę z jedzeniem. – Weź, Aniu, przyda się wam – powiedziała tonem, który miał być serdeczny, ale brzmiał jak rozkaz. Obok stała Kasia, żona szwagra, z nowym telefonem w ręku i kopertą wystającą z torebki. Słyszałam, jak teściowa mówiła jej wcześniej: „No wiesz, Kasiu, jakbyście chcieli pojechać na wakacje, to ja wam dołożę. Dzieci muszą odpocząć”.
Mój mąż, Tomek, udawał, że nie widzi tej różnicy. Zawsze powtarzał: „Mama już taka jest, nie przejmuj się”. Ale jak się nie przejmować, skoro od lat czuję się gorsza? Każda niedziela u teściowej to dla mnie test cierpliwości i godności. Siedzimy przy stole, rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Kasia opowiada o planach na nowy samochód, a teściowa kiwa głową z zachwytem. Ja próbuję wtrącić coś o naszej córce, Marysi, ale nikt nie słucha. Nawet kiedy Marysia przynosi rysunek dla babci, ta tylko rzuca: „Połóż na stole, później zobaczę”.
Pamiętam pierwszy raz, kiedy poczułam się naprawdę niewidzialna. Było Boże Narodzenie trzy lata temu. Kasia dostała od teściowej złoty łańcuszek i kopertę z pieniędzmi. My – zestaw ręczników i słoik miodu. Tomek śmiał się wtedy: „Przynajmniej praktyczne prezenty”. Ale ja czułam gulę w gardle i łzy cisnęły mi się do oczu.
Próbowałam rozmawiać z Tomkiem. – Dlaczego ona nas tak traktuje? – pytałam cicho wieczorem w łóżku. – Może powinniśmy jej powiedzieć, że to boli?
– Aniu, daj spokój. Mama jest starsza, nie zmienisz jej – odpowiadał zmęczonym głosem.
Ale ja nie mogłam przestać o tym myśleć. Zaczęłam unikać wizyt u teściowej. Wymyślałam wymówki: choroba dziecka, nadgodziny w pracy. Czułam się winna wobec Tomka i Marysi, ale nie umiałam już udawać.
W pracy też nie było łatwo. Koleżanki opowiadały o wsparciu rodziców – ktoś dostał mieszkanie od teściów, ktoś inny samochód na ślub. Ja milczałam albo żartowałam: „My mamy najlepsze ogórki w mieście”.
Najgorzej było podczas rodzinnych spotkań. Szwagierka zawsze była w centrum uwagi. Teściowa chwaliła ją za wszystko: za pracę, za dzieci, za wygląd. Nawet kiedy Kasia narzekała na męża, teściowa ją broniła: „No wiesz, Piotrek dużo pracuje, musisz być wyrozumiała”. A ja? Ja byłam tą drugą synową. Tą od słoików.
Pewnego dnia Marysia zapytała: – Mamo, dlaczego babcia bardziej lubi ciocię Kasię?
Zatkało mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć dziecku. – Babcia wszystkich kocha – wymamrotałam.
Ale sama w to nie wierzyłam.
Zbliżały się urodziny teściowej. Tomek nalegał, żebyśmy poszli razem z prezentem. Kupiłam jej piękny szal i książkę o ogrodnictwie – wiedziałam, że lubi kwiaty. W drodze do niej czułam narastający niepokój.
W salonie już siedziała Kasia z rodziną. Na stole stał tort z cukierni i bukiet róż – prezent od nich. Teściowa rozpakowała nasz prezent bez słowa podziękowania. Szal odłożyła na krzesło, książkę nawet nie otworzyła.
– Kasiu, a co to za piękny zapach? – zapytała nagle.
– To nowe perfumy! Dostałam od Piotrka na rocznicę.
– No widzisz! Piotrek to ma gest! – zachwyciła się teściowa.
Poczułam pieczenie pod powiekami. Wyszłam do kuchni niby po herbatę. Stałam tam chwilę sama i walczyłam ze łzami.
Po powrocie do domu wybuchłam:
– Tomek! Ile jeszcze mam to znosić? Dlaczego twoja mama traktuje nas jak gorszych?
Tomek westchnął:
– Aniu… Przecież ona ci nic złego nie robi.
– Naprawdę tego nie widzisz? Wszystko daje Kasi! Pieniądze, prezenty… A nam tylko resztki!
– Może Kasia więcej prosi? Może mama myśli, że my sobie radzimy?
– Ale ja też bym chciała czasem poczuć się ważna! – krzyknęłam.
Cisza między nami była gęsta jak mgła nad Wisłą jesienią.
Następnego dnia zadzwoniła teściowa:
– Aniu, zostawiłaś u mnie Marysi czapkę. Przyjedź po nią.
Pojechałam sama. W drzwiach przywitała mnie chłodno:
– Coś się stało? Wyglądasz na zmęczoną.
Zebrałam się na odwagę:
– Pani Zofio… Chciałabym porozmawiać szczerze.
Spojrzała na mnie zaskoczona:
– O czym?
– O tym… że czuję się przez panią gorzej traktowana niż Kasia. To boli mnie i Marysię.
Milczała długo.
– Aniu… Ja… Nie wiedziałam, że tak to odbierasz. Myślałam… Wy zawsze sobie radziliście… Kasi jest trudniej…
– Ale my też mamy problemy! I też chcielibyśmy czuć się ważni!
Teściowa spuściła wzrok:
– Przepraszam… Może rzeczywiście przesadziłam…
Nie wiem, czy coś się zmieniło po tej rozmowie. Może trochę. Może nie od razu. Ale poczułam ulgę – pierwszy raz od lat powiedziałam głośno to, co mnie bolało.
Czasem zastanawiam się: czy jestem niewdzięczna? Czy może po prostu mam prawo walczyć o swoje miejsce w rodzinie? A wy – co byście zrobili na moim miejscu?