Trzy lata w cieniu: Historia pomyłki, która zniszczyła moje życie

– Proszę pana, niech pan spokojnie wstanie i założy buty – głos policjanta rozbrzmiał w moim mieszkaniu o szóstej rano, kiedy jeszcze nie zdążyłem nawet otworzyć oczu. Moja żona, Kasia, stała obok mnie, blada jak ściana. Nasza córka, Zosia, zaczęła płakać w swoim pokoju. Nie rozumiałem, co się dzieje. – O co chodzi? – spytałem zdezorientowany, ale policjanci byli nieugięci. – Michał Nowak? – Tak, to ja. – Proszę z nami.

Nie dali mi się ubrać, nie pozwolili zadzwonić do pracy. W korytarzu czekała sąsiadka, patrząc na mnie z przerażeniem. W radiowozie usłyszałem tylko: „Został pan zidentyfikowany jako osoba poszukiwana do sprawy karnej”. Mój świat rozpadł się na kawałki w jednej chwili. Próbowałem tłumaczyć, że to jakaś pomyłka, że nigdy nie miałem problemów z prawem, ale nikt mnie nie słuchał.

Zamiast na komisariat, zawieźli mnie do szpitala psychiatrycznego na ul. Nowowiejskiej w Warszawie. Tam czekała już lekarka z dokumentami. – Pan Michał Nowak? – Tak, ale… – Został pan skierowany na obserwację psychiatryczną decyzją sądu. Proszę podpisać zgodę na leczenie. – Ale ja nic nie zrobiłem! – krzyknąłem rozpaczliwie. – To jakaś pomyłka! – Proszę się uspokoić, inaczej będziemy zmuszeni podać środki uspokajające.

Pierwsze dni były jak koszmar senny. Zamknięte drzwi, kraty w oknach, obcy ludzie krzyczący po nocach. Pielęgniarki traktowały mnie jak wariata. Codziennie podawano mi leki, od których czułem się otępiały i zamglony. Próbowałem dzwonić do Kasi, ale telefon był tylko raz w tygodniu i pod nadzorem. Kiedy w końcu usłyszałem jej głos, płakała: – Michał, próbuję coś zrobić… Ale oni mówią, że masz być tu przez trzy miesiące na obserwacji.

Trzy miesiące zamieniły się w pół roku. Potem w rok. Każda próba wyjaśnienia sytuacji kończyła się tym samym: „Niech pan się uspokoi”, „To dla pana dobra”, „Rodzina może pana odwiedzić tylko raz w miesiącu”. Kasia przychodziła coraz rzadziej. Zosia przestała mnie poznawać. Mój ojciec przestał odbierać telefony.

W szpitalu spotkałem ludzi takich jak ja – zagubionych, złamanych przez system. Był tam pan Andrzej, który trafił tu po tym, jak sąsiad oskarżył go o groźby karalne. Była pani Teresa, którą rodzina oddała do szpitala po śmierci męża, bo „za dużo płakała”. Rozmawialiśmy godzinami o życiu przed szpitalem i o tym, jak bardzo chcemy wrócić do normalności.

Najgorsze były noce. Leżałem na łóżku i słuchałem krzyków zza ściany. Czasem pielęgniarki przychodziły z tabletkami i mówiły: „To na sen”. Po tych lekach śniły mi się koszmary: widziałem Kasię odchodzącą z innym mężczyzną, Zosię mówiącą do mnie „panie”, a nie „tato”.

Po dwóch latach pobytu w szpitalu przestałem wierzyć, że kiedykolwiek stamtąd wyjdę. Przestałem pisać listy do rodziny – i tak nie odpowiadali. Pewnego dnia odwiedził mnie adwokat z urzędu. – Panie Michale, pańska sprawa jest bardzo dziwna. Okazuje się, że pańskie dane zostały pomylone z innym Michałem Nowakiem z Radomia. Tamten jest poszukiwany za oszustwa finansowe. – To znaczy…? – spytałem z nadzieją w głosie. – Będziemy walczyć o pańskie wyjście.

Ta walka trwała jeszcze rok. Sąd nie chciał przyznać się do błędu. Lekarze twierdzili, że jestem „niestabilny emocjonalnie” i „mam urojenia prześladowcze”. Każda próba wyjaśnienia sytuacji była dowodem na moją „chorobę”.

W końcu po trzech latach wypuszczono mnie ze szpitala bez słowa przeprosin. Wyszedłem na ulicę i poczułem się jak obcy we własnym mieście. Kasia już ze mną nie mieszkała – wyprowadziła się do rodziców razem z Zosią. W pracy moje miejsce zajmował ktoś inny. Sąsiedzi patrzyli na mnie podejrzliwie.

Próbowałem odbudować swoje życie, ale wszystko było inne. Zosia bała się ze mną rozmawiać. Kasia powiedziała mi prosto w oczy: – Michał, ja już nie mogę ci ufać. Przez te trzy lata byłam sama ze wszystkim.

Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek odzyskam dawną siebie. Czy można wrócić do normalności po czymś takim? Czy system kiedykolwiek odpowie za to, co mi zrobił? A może jestem już tylko cieniem człowieka sprzed tych wydarzeń?

Może ktoś z was zna odpowiedź na pytanie: jak żyć dalej po takiej niesprawiedliwości?