Miłość zza ściany: Jak przypadkowe spotkanie zmieniło wszystko

Drzwi trzasnęły z hukiem, aż echo rozniosło się po całej klatce. Znowu. Mama krzyczała na mnie, że nie wyniosłam śmieci, a tata – jak zwykle – udawał, że nie słyszy. Stałam na zimnych kafelkach w przedpokoju, z workiem pełnym odpadków i łzami w oczach. Wtedy właśnie usłyszałam czyjeś kroki na schodach.

– Przepraszam, mogę przejść? – usłyszałam męski głos zza drzwi. Otworzyłam je odruchowo i zobaczyłam jego – Bartka z mieszkania 12B. Nowy sąsiad, o którym wszyscy mówili, że jest „dziwny”, bo nie rozmawia z nikim i zawsze chodzi w słuchawkach.

– Jasne – odpowiedziałam cicho, ocierając łzę rękawem bluzy.

Bartek spojrzał na mnie uważnie. Miał ciemne włosy i zielone oczy, które wydawały się widzieć więcej niż powinny. Przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu, po czym zapytał:

– Wszystko w porządku?

Zaskoczył mnie tym pytaniem. Nikt nigdy nie pytał mnie o to naprawdę. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam w stronę zsypu. Bartek poszedł za mną.

– Wiesz… – zaczął niepewnie – jeśli chcesz pogadać, to…

– Nie trzeba – przerwałam mu szybko. – Dzięki.

Wróciłam do mieszkania, ale przez cały wieczór nie mogłam przestać myśleć o tym spojrzeniu. O tym, jak bardzo chciałam powiedzieć mu wszystko: o kłótniach w domu, o tym, jak bardzo czuję się niewidzialna dla rodziców i jak bardzo boję się przyszłości.

Następnego dnia rano znowu go spotkałam. Tym razem sprzątał klatkę schodową – coś, czego nikt z sąsiadów nie robił od miesięcy.

– Pomóc ci? – zapytałam nieśmiało.

Uśmiechnął się lekko.

– Jasne. Zawsze raźniej we dwoje.

Zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o błahostkach: o pogodzie, o tym, jak trudno znaleźć pracę po studiach (Bartek był informatykiem), o tym, że w bloku ciągle cieknie kran na trzecim piętrze. Potem rozmowa zeszła na poważniejsze tematy.

– Czemu tu zamieszkałeś? – spytałam.

Bartek zawahał się przez chwilę.

– Uciekłem z Krakowa. Tam wszystko mi się posypało… Rodzina, praca, dziewczyna… Tutaj miałem zacząć od nowa.

Poczułam dziwną bliskość. Ja też chciałam zacząć od nowa. Chciałam uciec od rodziców, którzy nigdy mnie nie rozumieli, od szkoły pełnej plotek i fałszywych przyjaciółek.

Od tego dnia zaczęliśmy widywać się coraz częściej. Czasem tylko mijaliśmy się na schodach i wymienialiśmy uśmiechy, czasem rozmawialiśmy godzinami na ławce przed blokiem. Bartek opowiadał mi o swoich marzeniach – chciał kiedyś napisać własną grę komputerową i wyjechać do Norwegii. Ja mówiłam mu o swoich lękach – o tym, że boję się matury i że nie wiem, kim chcę być.

Pewnego wieczoru wróciłam do domu później niż zwykle. Mama czekała na mnie w kuchni z groźną miną.

– Gdzie byłaś?!

– Na dworze…

– Znowu z tym Bartkiem? Co ty sobie myślisz?! On jest od ciebie starszy! Ludzie gadają!

– Mamo, nic złego nie robię! Po prostu rozmawiamy!

– Nie chcę, żebyś się z nim zadawała! – krzyknęła. – On ma złą opinię!

Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Pobiegłam prosto do Bartka. Siedział na ławce pod blokiem, patrząc w gwiazdy.

– Wszystko w porządku? – zapytał cicho.

Usiadłam obok niego i rozpłakałam się.

– Mama zabrania mi się z tobą spotykać…

Bartek milczał przez chwilę.

– Może mają rację – powiedział w końcu. – Może rzeczywiście jestem dla ciebie zły…

Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.

– Nie jesteś! Jesteś jedyną osobą, która mnie rozumie!

Przez następne tygodnie nasze spotkania stały się jeszcze bardziej ukryte. Pisaliśmy do siebie po nocach, wymykaliśmy się na krótkie spacery po osiedlu. Czułam się jak bohaterka taniego romansu, ale to było moje życie i moje uczucia.

W końcu mama dowiedziała się o wszystkim. Zrobiła mi awanturę życia. Tata pierwszy raz od lat zabrał głos:

– Zosia, musisz zdecydować: rodzina albo on.

Poczułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi.

Przez kilka dni nie wychodziłam z pokoju. Bartek pisał do mnie codziennie:

„Tęsknię za tobą.”
„Nie poddawaj się.”
„Jestem tuż obok.”

W końcu zebrałam się na odwagę i wyszłam z domu. Poszłam do Bartka. Otworzył mi drzwi i bez słowa przytulił mocno.

– Nie mogę już tak żyć – szepnęłam mu do ucha.

Bartek spojrzał mi głęboko w oczy.

– Chcesz spróbować razem? Nawet jeśli będzie ciężko?

Pokiwałam głową przez łzy.

Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Wynajęliśmy razem małe mieszkanie na obrzeżach miasta. Było ciężko – mama przestała się do mnie odzywać, tata udawał, że mnie nie zna. Musiałam pogodzić pracę w kawiarni ze studiami zaocznymi i codziennymi problemami dorosłego życia: rachunkami, zakupami, zmęczeniem.

Ale miałam Bartka. On był moją ostoją w najgorszych chwilach. Kiedy płakałam po nocach z tęsknoty za domem, przytulał mnie i mówił:

– Damy radę. Razem damy radę.

Czasem kłóciliśmy się o drobiazgi: kto ma wynieść śmieci albo dlaczego znowu zapomniał kupić mleka. Ale zawsze godziliśmy się szybko – bo wiedzieliśmy, że bez siebie jesteśmy nikim.

Po roku mama zadzwoniła pierwszy raz od naszego rozstania.

– Zosia… Tęsknię za tobą…

Popłakałyśmy się obie przez telefon. Powoli zaczęłyśmy odbudowywać naszą relację. Tata potrzebował więcej czasu – ale w końcu przyszedł do nas na Wigilię i powiedział:

– Widzę, że jesteś szczęśliwa… To najważniejsze.

Dziś wiem jedno: czasem trzeba postawić wszystko na jedną kartę i zawalczyć o swoje szczęście – nawet jeśli oznacza to ból i łzy po drodze.

Czy gdybym wtedy nie otworzyła drzwi Bartkowi, moje życie wyglądałoby inaczej? Czy warto było ryzykować wszystko dla tej jednej osoby? Może wy też kiedyś musieliście wybrać między rodziną a miłością… Jaką decyzję podjęliście?