Między Prawdą a Milczeniem: Historia Alicji z Bydgoszczy
Drzwi skrzypnęły cicho, kiedy przekręcił się w nich klucz. Stałam w przedpokoju, z jedną nogą w dżinsach, drugą wciąż w szkolnym mundurku. Serce waliło mi jak oszalałe – przecież miałam być w szkole, a nie tu, w domu na Bartodziejach. Zamarłam, słysząc znajomy głos mojego ojca: „Nie martw się, Aniu, mam jeszcze godzinę. Alicja jest w szkole.”
Aniu? Przez chwilę myślałam, że to mama wróciła wcześniej i rozmawia z tatą. Ale głos kobiety był obcy – cichy, melodyjny, z lekkim śmiechem. „To dobrze, Krzysiu. Nie chcę robić problemów.”
Zamarłam. Krzysiu? Aniu? Mój ojciec miał kochankę. Stałam tam, przyklejona do ściany, słysząc ich kroki i czułe szepty. Wtedy zrozumiałam, że świat, który znałam, właśnie się rozpada.
Nie wiem, jak długo stałam bez ruchu. W końcu usłyszałam trzask drzwi balkonowych – wyszli na taras. Wykorzystałam moment i wymknęłam się z domu, serce tłukło mi się w piersi jak oszalałe ptaki. Przez całą drogę do galerii handlowej nie mogłam złapać tchu. Ola czekała już przy wejściu do tatuażysty.
– Co tak długo? – zapytała zniecierpliwiona.
– Musiałam… coś załatwić – wydukałam.
Nie powiedziałam jej nic. Nie powiedziałam nikomu przez wiele dni. W domu unikałam ojca jak ognia. Mama zauważyła zmianę:
– Coś się stało? Jesteś jakaś inna ostatnio.
– Nic mi nie jest – skłamałam.
Ale przecież wszystko było inaczej. Każdy wspólny obiad był dla mnie teatrem kłamstw. Ojciec żartował, opowiadał o pracy w urzędzie miasta, a ja widziałam tylko jego ręce – te same, które dotykały tamtą kobietę.
Pewnego wieczoru nie wytrzymałam. Siedzieliśmy przy stole – ja, mama i tata. Mama kroiła schabowego, tata przeglądał wiadomości na telefonie.
– Tato – zaczęłam drżącym głosem – kim jest Ania?
Ojciec zamarł. Mama spojrzała na mnie zaskoczona.
– Jaka Ania? – zapytała.
Tata odłożył widelec. Przez chwilę panowała cisza tak gęsta, że aż bolało.
– Alicja, o czym ty mówisz? – zapytał ostrożnie.
– Słyszałam was… w domu… – głos mi się załamał.
Mama spojrzała na niego pytająco. Ojciec spuścił wzrok.
– To nie tak… – zaczął cicho.
Wybiegłam z kuchni i zamknęłam się w swoim pokoju. Słyszałam podniesione głosy rodziców za ścianą:
– Krzysztof! Co ona mówi?
– To nie jest tak jak myślisz…
– Zdradzasz mnie?
Płakałam całą noc. Następnego dnia mama nie odezwała się do mnie ani słowem. Ojciec wyjechał do pracy wcześniej niż zwykle.
W szkole byłam cieniem samej siebie. Ola próbowała mnie rozruszać:
– Ej, co jest? Znowu się pokłóciłaś z matką?
– Nie chcę o tym gadać.
W końcu pękłam i opowiedziałam jej wszystko na ławce nad Brdą.
– Może to nie twoja sprawa? – powiedziała ostrożnie Ola. – To ich życie.
– Ale ja nie umiem udawać! – wykrzyknęłam przez łzy.
Przez kolejne tygodnie dom był polem minowym. Mama chodziła jak cień, ojciec prawie nie bywał w domu. Ja zamykałam się w swoim pokoju i słuchałam muzyki na słuchawkach, żeby nie słyszeć ich kłótni.
Pewnego dnia mama przyszła do mnie wieczorem. Usiadła na brzegu łóżka i pogładziła mnie po włosach.
– Przepraszam cię za wszystko – powiedziała cicho. – Nie powinnaś tego widzieć ani słyszeć.
– To nie twoja wina – szepnęłam.
– Może powinnam była wcześniej zauważyć… Może powinnam była odejść…
Objęłyśmy się i płakałyśmy razem. Po raz pierwszy poczułam się bliżej mamy niż kiedykolwiek wcześniej.
Ojciec próbował rozmawiać ze mną kilka razy:
– Alicja… każdy ma prawo do błędu. Nie chciałem was skrzywdzić.
– Ale skrzywdziłeś! – krzyknęłam przez łzy.
Zaczął płakać. Nigdy wcześniej nie widziałam ojca płaczącego. Było mi go żal i jednocześnie czułam gniew tak wielki, że aż bolało mnie serce.
W końcu rodzice podjęli decyzję o separacji. Mama została ze mną w naszym mieszkaniu na Bartodziejach, ojciec wynajął kawalerkę na Kapuściskach. Przez długi czas nie chciałam go widywać.
W szkole byłam coraz bardziej zamknięta w sobie. Nauczyciele pytali o moje oceny, Ola próbowała mnie wyciągać na imprezy, ale ja czułam się jakby ktoś wyrwał mi kawałek duszy.
Któregoś dnia po lekcjach spotkałam ojca pod szkołą.
– Możemy porozmawiać? – zapytał cicho.
Nie chciałam, ale zgodziłam się. Poszliśmy na spacer nad Wisłę.
– Wiem, że cię zawiodłem – powiedział po dłuższej ciszy. – Ale kocham cię i zawsze będę twoim ojcem.
– Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam przez łzy.
– Byłem samotny… Mama była zajęta pracą, domem… Ja też popełniłem błąd. Ale to nie znaczy, że przestałem was kochać.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chciałam go znienawidzić, ale nie potrafiłam.
Z czasem nauczyliśmy się żyć inaczej. Mama zaczęła spotykać się z koleżankami z pracy, zapisała się na jogę i kurs angielskiego. Ojciec próbował odzyskać moje zaufanie – zabierał mnie do kina, na lody do Manufaktury Lodów Naturalnych przy Gdańskiej.
Ale już nigdy nie było tak samo jak dawniej.
Czasem zastanawiam się, czy lepiej byłoby niczego nie wiedzieć. Czy prawda zawsze jest lepsza od kłamstwa? Czy mamy prawo do błędów nawet wtedy, gdy ranią one najbliższych?
Może każdy ma prawo do pomyłki… Ale czy potrafimy potem żyć z jej konsekwencjami?