„Podpisz to, Aniu” – historia zdrady, walki o dom i ocalenia dzięki dziecku. Czy można zaufać jeszcze raz?
– Podpisz to, Aniu – głos Michała był chłodny, niemal obcy. Siedział naprzeciwko mnie przy kuchennym stole, a jego palce nerwowo stukały w blat. Przede mną leżał plik dokumentów. W powietrzu unosił się zapach kawy, ale nie czułam już ani smaku, ani zapachu. Mój świat właśnie się rozpadał.
– Co to jest? – zapytałam, choć przecież widziałam nagłówek: „Umowa sprzedaży udziałów w nieruchomości”. Nasz dom. Nasze życie. Michał nie patrzył mi w oczy.
– To tylko formalność. Potrzebuję tych pieniędzy na inwestycję. Wszystko zostanie po staremu – powiedział z wymuszonym spokojem.
Wiedziałam, że coś jest nie tak. Od miesięcy był nieobecny, zamknięty w sobie. Tłumaczył się pracą, projektami, a ja – głupia – wierzyłam. Przecież byliśmy razem od studiów. Michał był moją pierwszą miłością, ojcem naszego syna, Kacpra. Przez dziesięć lat budowaliśmy wszystko razem. A teraz miałam podpisać papiery, które mogły odebrać nam dom?
– Nie podpiszę tego bez konsultacji z prawnikiem – powiedziałam stanowczo.
Michał wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni. Zostawił mnie samą z narastającym lękiem i poczuciem zdrady.
Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam ciche kroki Kacpra na korytarzu. Miał dziesięć lat i był moim oczkiem w głowie. Przyszedł do mnie do sypialni, usiadł na łóżku i ściszonym głosem powiedział:
– Mamo… Tata rozmawiał przez telefon z jakąś panią. Mówił, że „wszystko będzie załatwione” i „Anka się nie połapie”.
Zamarłam. Poczułam, jak serce wali mi w piersi. Przytuliłam syna mocno do siebie.
– Dziękuję, kochanie – wyszeptałam.
Następnego dnia pojechałam do pracy jak automat. Kierowałam działem operacyjnym w dużej firmie spożywczej – zawsze byłam twarda, konkretna, ale tego dnia nie mogłam się skupić. W przerwie zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Magdy.
– Anka, nie podpisuj niczego! – krzyknęła przez telefon. – To wygląda na próbę wyłudzenia! Michał coś kombinuje.
Zadzwoniłam do prawnika. Potwierdził moje najgorsze obawy: podpisanie dokumentów oznaczałoby utratę praw do domu. Michał chciał sprzedać nasz dom za moimi plecami.
Wieczorem czekałam na niego z gotowym planem.
– Michał, musimy porozmawiać – zaczęłam spokojnie.
– O czym? – burknął.
– O tym, że próbujesz mnie oszukać. Wiem o wszystkim. Kacper słyszał twoją rozmowę.
Zbladł. Przez chwilę milczał, potem wybuchnął:
– Ty zawsze musisz wszystko kontrolować! Nigdy nie rozumiesz moich potrzeb! To przez ciebie muszę kombinować!
– Przez mnie? – poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. – Przez mnie chcesz nas pozbawić domu?
Wybiegł z mieszkania trzaskając drzwiami. Zostałam sama z Kacprem i tysiącem myśli w głowie.
Przez kolejne dni Michał wracał coraz później albo wcale. Unikał rozmów, a ja walczyłam o każdy dzień normalności dla syna. W pracy udawałam twardą szefową, w domu byłam wrakiem człowieka.
Pewnego dnia odebrałam telefon od nieznanej kobiety.
– Dzień dobry, tu Justyna Nowak z kancelarii notarialnej. Chciałam potwierdzić obecność pani męża na podpisaniu aktu sprzedaży nieruchomości…
Zamarłam.
– Proszę natychmiast wstrzymać wszelkie czynności! Jestem współwłaścicielką domu i nie wyrażam zgody na sprzedaż!
Po tej rozmowie wiedziałam już wszystko. Michał miał romans – to była ta „inwestycja”. Chciał zacząć nowe życie z kimś innym kosztem mnie i naszego dziecka.
Wieczorem zebrałam resztki sił i powiedziałam Kacprowi:
– Synku, musimy być silni. Tata nas zawiódł, ale ja cię nigdy nie zostawię.
Kacper wtulił się we mnie i płakał długo. Ja też płakałam – pierwszy raz od lat pozwoliłam sobie na słabość przy dziecku.
Rozpoczęła się walka o dom i o siebie samą. Złożyłam pozew o rozwód z orzeczeniem winy Michała oraz zabezpieczenie majątku. Michał próbował jeszcze manipulować, groził mi sądem, ale miałam dowody: nagrania rozmów telefonicznych, zeznania Kacpra i wsparcie Magdy.
Przez miesiące żyliśmy w zawieszeniu. Każda rozprawa była jak otwieranie świeżej rany. Michał próbował grać rolę ofiary przed sądem, ale prawda wyszła na jaw.
Najtrudniejsze były wieczory, kiedy Kacper pytał:
– Mamo, czy tata nas jeszcze kocha?
Nie umiałam odpowiedzieć inaczej niż:
– Tata jest pogubiony, ale ja zawsze będę przy tobie.
Po pół roku zapadł wyrok: rozwód z winy Michała, dom został przy mnie i Kacprze. Michał wyprowadził się do swojej „inwestycji”, a ja zostałam sama z synem i pustką po dawnym życiu.
Dziś minęły dwa lata od tamtych wydarzeń. Nadal boję się zaufać komukolwiek tak jak kiedyś jemu. Ale wiem jedno: gdyby nie Kacper i jego szept tamtej nocy, straciłabym wszystko.
Czasem patrzę na syna i pytam siebie: czy można jeszcze kiedyś zaufać? Czy po takim upadku można naprawdę zacząć od nowa? Co wy byście zrobili na moim miejscu?