Brat, o którym nikt nie mówił – historia, która rozdarła rodzinę

Już pierwszego dnia po pogrzebie ojca, kiedy dom w Radomiu jeszcze pachniał świeżymi chryzantemami i woskiem z kościelnych świec, matka zawołała mnie do swojego pokoju. Siedziała na brzegu łóżka, w czarnej sukience, z oczami czerwonymi od płaczu. W dłoniach trzymała stare pudełko po butach, owinięte szarą taśmą. – Marto, musisz coś wiedzieć – powiedziała cicho. – Teraz już nie ma sensu dłużej milczeć.

Serce waliło mi jak młot. Byłam przekonana, że chodzi o testament albo jakieś długi. Ale kiedy matka otworzyła pudełko i wyciągnęła pożółkłe zdjęcie chłopca z jasnymi włosami i szerokim uśmiechem, poczułam, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł lodowatej wody.

– To jest twój brat. Michał.

Zamarłam. – Jaki brat? – zapytałam głosem tak cichym, że ledwo sama siebie słyszałam.

Matka zaczęła opowiadać historię, która brzmiała jak zły sen. Michał urodził się dwa lata przede mną. Był wcześniakiem, długo chorował. Ojciec nie radził sobie z jego niepełnosprawnością – miał porażenie mózgowe. W tamtych czasach, na początku lat 90., lekarze nie dawali mu szans na normalne życie. Ojciec podjął decyzję: oddali Michała do specjalnego ośrodka pod Warszawą. Matka płakała tygodniami, ale nie miała siły się sprzeciwić. Ojciec zabronił jej mówić komukolwiek o synu. Nawet babcia nie wiedziała.

– Przysięgłam sobie, że kiedyś ci powiem – szepnęła matka. – Ale zawsze brakowało mi odwagi.

Wybuchłam płaczem. Czułam się zdradzona przez własną rodzinę. Przez całe życie myślałam, że jestem jedynaczką. Zawsze czułam się samotna, a teraz okazało się, że miałam brata – i nikt mi o nim nie powiedział.

Wróciłam do salonu, gdzie siedział mój mąż Paweł i nasza córka Zuzia. Paweł spojrzał na mnie pytająco.

– Co się stało? – zapytał.

– Mam brata – wyszeptałam. – Michała.

Paweł zaniemówił. Zuzia spojrzała na mnie wielkimi oczami.

– Mamo, to znaczy, że mam wujka? – zapytała naiwnie.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

Przez kolejne dni chodziłam jak struta. Nie mogłam spać. W głowie kłębiły mi się pytania: Gdzie jest Michał? Czy żyje? Czy wie o mnie? Czy kiedykolwiek będę mogła go zobaczyć?

Matka podała mi adres ośrodka. Pojechałam tam sama, nie mówiąc nikomu dokąd jadę. Ośrodek był szary, zaniedbany, z odpadającym tynkiem i starymi huśtawkami na podwórku. W środku czuć było zapach gotowanej kaszy i środków czystości.

Pielęgniarka zaprowadziła mnie do sali numer 7. Michał siedział przy oknie i układał puzzle. Miał trzydzieści dwa lata, ale wyglądał na dużo młodszego – drobny, z dziecięcym uśmiechem i jasnymi włosami jak na zdjęciu.

– Dzień dobry – powiedziałam drżącym głosem.

Michał spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.

– Cześć! – powiedział radośnie. – Jesteś nowa?

Usiadłam obok niego i przez chwilę nie mogłam wydusić słowa.

– Jestem Marta… twoja siostra – wyszeptałam w końcu.

Michał spojrzał na mnie zaskoczony. – Siostra? Mam siostrę?

Łzy popłynęły mi po policzkach.

Spędziłam z nim dwie godziny. Opowiadał mi o swoich kolegach z ośrodka, o ulubionych bajkach i o tym, jak bardzo lubi lody waniliowe. Był szczery i ufny jak dziecko.

Kiedy wróciłam do domu, Paweł czekał na mnie w kuchni.

– I co? – zapytał cicho.

– On jest… cudowny – odpowiedziałam przez łzy. – I tak bardzo samotny.

Chciałam zabrać Michała do domu choć na weekend. Matka była przerażona.

– Marta, nie dasz rady! On wymaga opieki całą dobę! Ty masz pracę, dziecko…

– Ale to mój brat! – krzyknęłam. – Jak możesz być taka zimna?

Matka rozpłakała się.

– Nie rozumiesz… Ja przez lata umierałam z tęsknoty! Ale twój ojciec… On by tego nie przeżył! Bałam się go!

Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w niej słabość i strach. Przestałam ją oceniać tak surowo.

Zaczęły się rodzinne kłótnie. Paweł był przeciwny temu, żebym angażowała się w życie Michała bardziej niż dotąd.

– Marto, przecież my ledwo wiążemy koniec z końcem! Zuzia ma szkołę muzyczną, ja mam nadgodziny… Ty chcesz teraz przewrócić nasze życie do góry nogami?

– To mój brat! – powtarzałam uparcie.

W końcu postawiłam na swoim i zaczęłam odwiedzać Michała co tydzień. Zuzia pojechała ze mną raz i wróciła zachwycona.

– Mamo, Michał jest super! Nauczył mnie grać w warcaby!

Ale Paweł coraz częściej zamykał się w sobie. Coraz rzadziej rozmawialiśmy przy kolacji. Pewnego wieczoru wybuchł:

– Marto, wybierasz jego zamiast nas? Chcesz rozwalić naszą rodzinę przez chłopaka, którego nawet nie znałaś?!

Poczułam się rozdarta na pół.

Matka przestała odbierać moje telefony. Babcia dowiedziała się od sąsiadki o moich wizytach w ośrodku i zadzwoniła do mnie z pretensjami:

– Po co rozdrapujesz stare rany? Daj spokój temu chłopakowi! On nawet nie wie, kim jesteś!

Ale ja nie mogłam przestać myśleć o Michale. O tym wszystkim, co go ominęło: rodzinnych świętach, wakacjach nad morzem, wspólnych Wigiliach…

Któregoś dnia Michał zapytał mnie:

– Marta… a ty będziesz moją siostrą już zawsze?

Objęłam go mocno i obiecałam: – Już zawsze.

Dziś minął rok od śmierci ojca. Nasza rodzina już nigdy nie będzie taka sama. Paweł pogodził się z moją decyzją i czasem jeździ ze mną do Michała. Matka powoli zaczyna akceptować to wszystko…

Ale czasem patrzę na stare zdjęcia i pytam siebie: czy można naprawdę wybaczyć rodzicom takie kłamstwo? Czy lepiej żyć w błogiej nieświadomości czy znać całą prawdę – nawet jeśli boli?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu?