„Czy jestem tylko bankomatem?” – Moja walka o siebie po latach poświęceń dla rodziny

– Mamo, a kiedy znowu pojedziesz do pracy? – zapytała mnie Julia, nawet nie podnosząc wzroku znad telefonu. Stałam w progu kuchni, z walizką jeszcze nie rozpakowaną, a serce ścisnęło mi się na ten chłodny ton. Przez chwilę miałam ochotę wybuchnąć płaczem, ale połknęłam łzy. Przecież wróciłam do domu. Do moich córek. Do Polski.

Przez dwanaście lat pracowałam w Monachium jako opiekunka starszych osób. Każdy zarobiony grosz wysyłałam do domu pod Radomiem – na remont, na studia dziewczyn, na nowe meble, na wszystko, czego potrzebowały. Wierzyłam, że buduję im lepszą przyszłość. Że kiedy wrócę, przywitają mnie z otwartymi ramionami. Że będziemy rodziną.

Ale kiedy przekroczyłam próg naszego domu trzy tygodnie temu, poczułam się jak intruz. Julia i Ola – moje córki – były już dorosłe. Julia studiuje prawo w Warszawie, Ola kończy liceum. Mój mąż, Andrzej, jakby nie zauważył mojego powrotu. Siedział przed telewizorem, mrucząc coś pod nosem o polityce i cenach węgla.

Pierwszego dnia próbowałam rozmawiać z dziewczynami. – Może zjemy razem kolację? – zaproponowałam nieśmiało. Ola wzruszyła ramionami. – Nie mam czasu, muszę się uczyć. Julia zamknęła się w pokoju.

Zaczęłam czuć się coraz bardziej zbędna. Próbowałam odnaleźć się w codzienności: gotowałam ich ulubione potrawy, sprzątałam dom, nawet naprawiłam cieknący kran w łazience. Ale nikt tego nie zauważał. Zamiast wdzięczności słyszałam tylko pretensje.

– Mamo, czemu nie kupiłaś nowego laptopa? Ten już ledwo działa! – krzyczała Ola pewnego wieczoru.
– Przecież dopiero co wróciłam… – zaczęłam tłumaczyć.
– Ale przez tyle lat pracowałaś za granicą! Myślałyśmy, że będzie cię teraz stać na wszystko! – rzuciła Julia z wyrzutem.

Czułam się jak bankomat na dwóch nogach. Jakby cała moja wartość sprowadzała się do pieniędzy, które mogę dać. Nikt nie pytał, jak się czuję. Nikt nie zapytał, czy jestem szczęśliwa.

Pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam w łóżku i słuchałam cichych rozmów córek za ścianą.
– Dziwnie jest mieć ją znowu w domu – szeptała Ola.
– No… Jakbyśmy mieszkały z kimś obcym – odpowiedziała Julia.

Łzy spływały mi po policzkach. Przecież to dla nich wyjechałam. Dla nich znosiłam upokorzenia i samotność w obcym kraju. Dla nich tęskniłam każdej nocy za domem.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Andrzejem.
– Czuję się tu niepotrzebna – powiedziałam cicho.
– A czego się spodziewałaś? – wzruszył ramionami. – Dziewczyny dorosły bez ciebie. Ja też musiałem sobie radzić sam.
– Ale przecież robiłam to dla was…
– Może trzeba było zostać – rzucił gorzko.

Zrozumiałam wtedy, że przez te wszystkie lata każdy z nas żył osobno. Ja w Niemczech – tęskniąc i licząc dni do powrotu. Oni tutaj – układając sobie życie beze mnie.

Zaczęłam szukać pracy w Polsce. Chciałam poczuć się potrzebna, odzyskać sens życia. Ale nikt nie chciał zatrudnić pięćdziesięcioletniej kobiety bez doświadczenia na polskim rynku pracy. W urzędzie pracy patrzyli na mnie z politowaniem.

– Może sprzątanie? Albo opieka nad starszymi? – zaproponowała urzędniczka.
Poczułam upokorzenie. Czy naprawdę całe moje życie ma sprowadzać się do tego samego?

Wieczorami siadałam przy kuchennym stole i patrzyłam na zdjęcia sprzed lat: uśmiechnięte dziewczynki na rowerach, Andrzej przy grillu, ja z bukietem kwiatów na imieniny. Gdzie podziało się to szczęście?

Pewnego dnia usłyszałam kłótnię córek za drzwiami.
– To przez nią tata jest taki nerwowy! – krzyczała Ola.
– Przesadzasz! Przecież mama chciała dobrze…
– Ale jej tu nie było!

Nie wytrzymałam. Weszłam do pokoju i spojrzałam im prosto w oczy.
– Wiem, że mnie tu nie było. Wiem, że was zawiodłam jako matka. Ale zrobiłam wszystko, co mogłam…
Julia spuściła głowę. Ola odwróciła wzrok.
– Chciałabym tylko… żebyście mnie zrozumiały – wyszeptałam.

Przez chwilę panowała cisza. Potem Julia podeszła i objęła mnie niepewnie.
– Mamo… My też tęskniłyśmy. Tylko… już nie umiemy być razem.

Te słowa bolały bardziej niż wszystko inne.

Od tamtej pory próbujemy na nowo budować naszą rodzinę. To trudne. Każdy z nas nosi w sobie żal i poczucie straty. Czasem myślę, że już nigdy nie będzie jak dawniej.

Często pytam siebie: czy naprawdę warto było poświęcić wszystko dla innych? Czy można odzyskać siebie po latach bycia tylko „bankomatem”? Czy ktoś jeszcze potrafi zobaczyć we mnie człowieka?

A wy… czy kiedykolwiek czuliście się obcy we własnym domu?