Wracałem z niespodzianką, a zastałem pustkę – historia o rodzinie, zdradzie i nadziei

Drzwi do mieszkania były lekko uchylone, choć zawsze zamykaliśmy je na dwa zamki. W jednej ręce trzymałem torbę z prezentem dla mojej córki, w drugiej – bukiet tulipanów dla żony. Wróciłem wcześniej z delegacji, bo chciałem zrobić im niespodziankę. Był piątek, 17:30, na klatce schodowej pachniało obiadem sąsiadów i kurzem. Wszedłem do środka, wołając: „Ola? Zosiu? Jestem!”

Cisza. Tylko zegar w kuchni tykał uparcie. Zostawiłem torbę na podłodze i przeszedłem przez mieszkanie. W salonie panował bałagan – poduszki rzucone na podłogę, kubek po kawie na stole, otwarta szafa. W sypialni łóżko było niepościelone, a na komodzie leżała koperta z moim imieniem: „Dla Pawła”.

Serce zaczęło mi walić. Usiadłem ciężko na łóżku i otworzyłem list.

„Paweł,
Nie mogłam już dłużej udawać. Wyjeżdżam z Zosią do mojej mamy do Lublina. Potrzebuję czasu, żeby wszystko przemyśleć. Nie pytaj mnie o powody przez telefon – spotkamy się za tydzień i porozmawiamy. Proszę, nie szukaj nas.
Ola”

Przez chwilę siedziałem w bezruchu. Potem rzuciłem list na podłogę i zacząłem chodzić po mieszkaniu jak oszalały. Próbowałem dzwonić do Oli – nie odbierała. Do teściowej? Zajęte. Do sąsiadki? „Nie widziałam ich od rana”.

Wróciłem do kuchni i nalałem sobie wódki do szklanki. Ręce mi się trzęsły. Przecież jeszcze wczoraj rozmawialiśmy przez telefon – śmiała się, mówiła, że Zosia dostała piątkę z matematyki. Nic nie zapowiadało katastrofy.

Noc była najdłuższa w moim życiu. Przewracałem się z boku na bok, patrzyłem w sufit i próbowałem znaleźć sens w tym wszystkim. Rano zadzwoniła moja matka.

– Pawełku, wszystko w porządku? Ola dzwoniła do mnie wczoraj wieczorem…
– Co powiedziała? – zapytałem z nadzieją.
– Że musi odpocząć. Że… że nie wie, czy wróci.

Zacisnąłem pięści. Nie wiedziała, czy wróci? Po dziesięciu latach małżeństwa?

Wyszedłem na balkon zapalić papierosa. Wtedy zadzwonił mój brat, Tomek.

– Słuchaj, Paweł… – zaczął niepewnie – muszę ci coś powiedzieć. Widziałem Olę dwa dni temu w galerii handlowej… nie była sama.
– Z kim?
– Z jakimś facetem. Trzymali się za ręce.

Zrobiło mi się słabo. Oparłem się o barierkę i zamknąłem oczy.

– Jesteś pewien?
– Tak. Przepraszam, że ci nie powiedziałem od razu…

Nie odpowiedziałem nic. Rozłączyłem się i poczułem, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg.

Przez kolejne dni żyłem jak automat. Chodziłem do pracy, wracałem do pustego mieszkania i patrzyłem na zabawki Zosi rozrzucone po pokoju. Nie miałem odwagi ich sprzątnąć.

W końcu Ola zadzwoniła.

– Możemy się spotkać? – zapytała cicho.
– Gdzie?
– W kawiarni przy dworcu.

Przyszedłem pierwszy. Siedziałem przy oknie i patrzyłem na ludzi spieszących się na pociąg do Warszawy. Ola weszła po dziesięciu minutach – zmęczona, blada, z podkrążonymi oczami.

– Paweł…
– Powiedz mi prawdę – przerwałem jej. – Kto to jest?

Ola spuściła głowę.

– Michał… Poznałam go pół roku temu na kursie językowym. Najpierw tylko rozmawialiśmy… Potem…
– Potem co? – głos mi się załamał.
– Potem zakochałam się w nim. Przepraszam.

Patrzyłem na nią i czułem narastającą wściekłość pomieszaną z bezsilnością.

– A Zosia?
– Ona nic nie wie. Myśli, że wyjechałyśmy na wakacje do babci.
– I co dalej?
– Nie wiem… Potrzebuję czasu.

Nie pamiętam, jak wróciłem do domu tego dnia. Przez kolejne tygodnie próbowałem rozmawiać z Olą – raz była zdecydowana wrócić, innym razem mówiła, że musi być sama. Zosia dzwoniła do mnie wieczorami:

– Tato, kiedy przyjedziesz?
– Niedługo, kochanie…

Ale nie jechałem. Bałem się spotkania z Olą i jej matką, która od zawsze patrzyła na mnie z góry.

Pewnego dnia zadzwoniła moja siostra Anka:

– Paweł, musisz coś zrobić! Ola nie może tak cię traktować! Walcz o córkę!
– A co mam zrobić? Porwać ją?
– Walcz w sądzie! Przecież to ona cię zdradziła!

Zacząłem szukać prawnika. Rozmowy były trudne, pełne łez i wzajemnych oskarżeń. Ola zarzucała mi chłód i brak wsparcia:

– Nigdy cię nie było! Ciągle praca, delegacje! Nawet nie zauważyłeś, kiedy przestałam być szczęśliwa!
– A ty myślisz, że ja byłem szczęśliwy?!

Kłóciliśmy się przez telefon, przez maile, przez adwokatów. Zosia coraz częściej płakała podczas rozmów ze mną:

– Tato, dlaczego mama płacze?
– Bo jest jej smutno…

W końcu sąd przyznał mi prawo do widzeń z córką co drugi weekend. Pierwszy raz pojechałem po nią do Lublina z duszą na ramieniu. Ola stała w drzwiach mieszkania swojej matki – chłodna i obca.

– Proszę – podała mi torbę Zosi.
Zosia rzuciła mi się na szyję:
– Tato!

Spędziliśmy razem dwa dni w Krakowie – chodziliśmy po zoo, jedliśmy lody na Plantach i oglądaliśmy bajki do późna w nocy. Ale kiedy odwoziłem ją z powrotem do Lublina, płakała całą drogę:

– Nie chcę wracać! Chcę być z tobą!

Serce mi pękało za każdym razem coraz bardziej.

Minęły miesiące. Ola zamieszkała z Michałem w Warszawie – zabrała tam Zosię po zakończeniu roku szkolnego. Ja zostałem sam w naszym mieszkaniu w Krakowie – ściany pełne wspomnień i zdjęć rodzinnych sprzed lat.

Moja matka próbowała mnie pocieszać:
– Pawełku, jeszcze wszystko się ułoży…
Ale ja już nie wierzyłem w bajki o szczęśliwych zakończeniach.

Z czasem nauczyłem się żyć samemu – gotować dla jednej osoby, sprzątać tylko po sobie, zasypiać bez czyjegoś oddechu obok. Ale nigdy nie przestałem tęsknić za Zosią.

Pewnego dnia dostałem od niej wiadomość:
„Tato, czy mogę przyjechać do Ciebie na całe wakacje?”
Odpisałem: „Zawsze będziesz tu mile widziana”.

I wtedy pierwszy raz od dawna poczułem nadzieję.

Czasem zastanawiam się: czy można jeszcze zaufać po takim wszystkim? Czy rodzina to coś więcej niż wspólne zdjęcia na ścianie? Co wy byście zrobili na moim miejscu?