Córka z dzieckiem wróciła do rodziców. Jest w drugiej ciąży i nie chce powiedzieć o tym mężowi

– Mamo, muszę tu zostać… – głos Marty drżał, a ja czułam, jak serce ściska mi się z niepokoju. Stała w progu z dwuletnią Zosią na ręku i torbą przewieszoną przez ramię. Była blada, zapuchnięta od płaczu, a jej oczy – te same, które całowałam, gdy była małą dziewczynką – teraz patrzyły na mnie z rozpaczą i wstydem.

– Córcia, dlaczego nie zadzwoniłaś? Przecież spotkalibyśmy was! – wyrwało mi się, choć już wiedziałam, że coś jest bardzo nie tak. Mój mąż, Andrzej, stał za mną w drzwiach, milczący i spięty.

Marta spuściła wzrok. – Rozwodzę się. Aleksander… on ma inną kobietę. – Jej głos był cichy, ale każde słowo wbijało się we mnie jak nóż.

Zosia zaczęła płakać. Wzięłam ją na ręce, próbując ukryć własne łzy. Andrzej odwrócił się bez słowa i poszedł do kuchni. Wiedziałam, że nie radzi sobie z takimi sytuacjami – zawsze uciekał w milczenie.

Usiedliśmy w salonie. Marta opowiedziała wszystko: od miesięcy czuła się samotna, Aleksander coraz częściej znikał wieczorami, tłumacząc się pracą. Potem znalazła w jego telefonie wiadomości do jakiejś Anny. Kiedy zapytała wprost, nie zaprzeczył. Spakowała siebie i Zosię i przyjechała do nas.

Przez pierwsze dni dom był pełen napięcia. Zosia płakała za tatą, Marta zamykała się w swoim dawnym pokoju i nie chciała rozmawiać. Andrzej chodził jak cień – niby obecny, ale jakby nieobecny. Ja starałam się być silna dla wszystkich, choć nocami płakałam w poduszkę.

Pewnego ranka weszłam do pokoju Marty bez pukania. Siedziała na łóżku z kolanami pod brodą.

– Martuś… musisz coś jeść. Zosia też potrzebuje mamy, która ma siłę.

Spojrzała na mnie z wyrzutem. – Mamo, ja nie wiem, co robić…

Przytuliłam ją mocno. – Przejdziemy przez to razem.

Kilka dni później zauważyłam, że Marta coraz częściej mdleje w łazience. Była blada, zmęczona, jadła jeszcze mniej niż zwykle. Zaczęłam się martwić o jej zdrowie.

– Marto, czy ty jesteś chora? – zapytałam pewnego wieczoru.

Zawahała się. – Nie… To nie to…

– To co?

Zamilkła na dłuższą chwilę. W końcu wyszeptała: – Jestem w ciąży.

Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu.

– Aleksander wie?

Pokręciła głową. – Nie powiedziałam mu. I nie powiem.

– Dlaczego?!

– Bo on już mnie nie chce! Ma nową kobietę! Po co mam mu mówić? Żeby miał powód do jeszcze większego upokorzenia mnie?

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony rozumiałam jej ból i strach przed kolejnym odrzuceniem. Z drugiej – czy miała prawo odbierać Aleksandrowi możliwość bycia ojcem?

Od tamtej pory żyliśmy w zawieszeniu. Marta ukrywała ciążę przed całym światem. Nawet przed własną córką udawała, że nic się nie dzieje. Ja próbowałam ją przekonać:

– Marto, to nie jest tylko twoja decyzja…

– Mamo! On mnie zostawił! Nie chcę go widzieć!

Andrzej coraz częściej wychodził z domu bez słowa. Wieczorami wracał podenerwowany i zamykał się w swoim gabinecie.

Pewnego dnia usłyszałam ich kłótnię przez drzwi:

– Tato, nie rozumiesz! On mnie zdradził!

– Ale dziecko niczemu nie jest winne! – krzyczał Andrzej.

– To moje życie!

Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam łzy w oczach mojego męża.

Zosia zaczęła mieć koszmary. Budziła się z płaczem i wołała tatę. Marta była coraz bardziej rozbita psychicznie i fizycznie. Ja czułam się bezradna jak nigdy dotąd.

W pracy zaczęto szeptać za moimi plecami – „Klaudia, ta od tej córki co wróciła z dzieckiem…”. Sąsiadki patrzyły na nas z litością albo z wyższością. Czułam się osaczona.

Któregoś dnia zadzwonił Aleksander.

– Klaudia… czy Marta jest u was?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

– Jest…

– Mogę z nią porozmawiać?

Przekazałam słuchawkę Marcie. Słyszałam tylko jej krótkie odpowiedzi:

– Nie… Nie chcę… Nie wrócę…

Po rozmowie była jeszcze bardziej przybita.

Minęły tygodnie. Marta zaczęła chodzić do lekarza w tajemnicy przed wszystkimi poza mną. Ukrywała brzuch pod luźnymi swetrami. Zosia coraz częściej pytała o tatę.

Pewnego dnia przyszła do nas Anna – siostra Andrzeja.

– Klaudia, musisz coś zrobić! Tak nie może być! Dziecko musi znać ojca!

Wybuchłam płaczem:

– A co ja mam zrobić?! To nie moje życie!

Anna pokiwała głową ze smutkiem:

– Ale to twoja rodzina…

Wieczorem usiedliśmy wszyscy przy stole. Andrzej spojrzał na Martę surowo:

– Musisz powiedzieć Aleksandrowi o ciąży.

Marta spuściła głowę:

– Nie chcę…

– To nie jest tylko twoja sprawa! – podniosłam głos bardziej niż chciałam.

Marta zerwała się od stołu i wybiegła do swojego pokoju trzaskając drzwiami.

Następnego dnia znalazłam ją płaczącą na łóżku.

– Mamo… ja się boję…

Przytuliłam ją mocno:

– Wiem, kochanie… Ale musisz być silna dla siebie i dzieci.

W końcu Marta zgodziła się spotkać z Aleksandrem. Umówili się w kawiarni na rynku. Czekałam na nią jak na wyrok.

Wróciła po dwóch godzinach blada jak ściana.

– Powiedziałam mu…

– I?

– Był w szoku… Ale powiedział, że chce być ojcem dla tego dziecka…

Zaczęła płakać jak dziecko.

Od tamtej pory wszystko powoli zaczęło się układać. Aleksander zaczął odwiedzać Zosię i Martę regularnie. Nie wrócili do siebie jako para – przynajmniej na razie – ale przynajmniej dzieci miały ojca.

Ja nauczyłam się, że czasem trzeba pozwolić dorosłym dzieciom popełniać własne błędy i przeżywać własne dramaty. Ale też trzeba być obok – nawet jeśli serce pęka z bezsilności.

Czasem patrzę na Martę i zastanawiam się: czy dobrze zrobiłyśmy? Czy lepiej było milczeć czy mówić prawdę? Może każda rodzina musi sama znaleźć odpowiedź na to pytanie?