Między Przyjaźnią a Macierzyństwem: Historia, Która Zmieniła Wszystko

— Nie mogę już tego znieść, Anka! — głos Pawła rozbrzmiał w kuchni, gdy trzeci raz w tym tygodniu Ewa zadzwoniła, żeby zapytać, czy może wpaść z Antosiem. — Czy ona naprawdę nie może pobawić się z nim sama albo puścić mu bajki? Przecież mamy też swoje życie!

Zamarłam z kubkiem kawy w dłoni. Wiem, że Paweł miał rację, ale nie umiałam mu tego powiedzieć. Ewa była moją przyjaciółką od liceum. Przeżyłyśmy razem pierwsze miłości, rozstania, studia, śluby. Ale odkąd urodził się jej syn, wszystko się zmieniło.

Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz przyszła do mnie z Antosiem. Była blada, niewyspana, ale w oczach miała ten dziwny blask. — Zobacz, Anka, jaki on jest cudowny! — mówiła z dumą, a ja uśmiechałam się i kiwałam głową, choć nie czułam tej samej ekscytacji. Dzieci nigdy nie były moim światem. Zawsze myślałam, że kiedyś może… ale na razie wystarczał mi Paweł i nasz spokojny rytm życia.

Z czasem wizyty Ewy stawały się coraz częstsze. Najpierw raz w tygodniu, potem dwa, trzy… W końcu miałam wrażenie, że Antoś jest u mnie częściej niż u siebie w domu. Ewa przynosiła ze sobą cały arsenał: pieluchy, zabawki, kaszki. Rozkładała się w salonie jak u siebie. — Wiesz, u nas tak ciasno… A tu Antoś ma więcej miejsca do raczkowania — tłumaczyła.

Nie miałam serca jej odmówić. Widziałam, jak bardzo jest samotna. Jej mąż pracował po dwanaście godzin dziennie. Rodzina daleko. Ale Paweł coraz częściej przewracał oczami i wychodził do drugiego pokoju.

Pewnego wieczoru, gdy próbowałam odpocząć po pracy, weszłam na Facebooka. Zamarłam. Każde zdjęcie profilowe Ewy — na Messengerze, Instagramie, nawet na WhatsAppie — przedstawiało Antosia. Raz w śpioszkach z misiem, raz z marchewką na buzi, raz śpiącego na jej ramieniu. Przewijałam dalej i dalej — wszędzie on. Poczułam ukłucie niepokoju. Czy ona naprawdę nie widzi świata poza swoim dzieckiem?

Napisałam do niej: „Ewa, może spotkamy się same? Tak jak dawniej?” Odpisała po godzinie: „Nie mogę zostawić Antosia nawet na chwilę… Może przyjdziemy razem?”

Tego wieczoru Paweł zapytał: — Anka, czy ty widzisz, co się dzieje? Ona chyba oszalała na punkcie tego dziecka. Może powinna porozmawiać z kimś profesjonalnym?

Zabolało mnie to. Przecież Ewa była moją przyjaciółką! Ale czy naprawdę jeszcze nią była? Czy raczej matką Antosia, która przypadkiem zna mnie od lat?

Wkrótce zaczęły się drobne konflikty. Paweł coraz częściej zamykał się w gabinecie podczas ich wizyt. Ja starałam się być miła, ale czułam narastającą irytację. Antoś płakał przy każdym rozstaniu z matką, a Ewa patrzyła na mnie z wyrzutem: — On czuje twój dystans… Może powinnaś spróbować go przytulić?

Pewnego dnia Paweł powiedział stanowczo: — Albo ona przestanie tu przychodzić codziennie, albo ja się wyprowadzam na jakiś czas do mamy.

To był cios. Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. Rano zadzwoniłam do Ewy.

— Ewa… Musimy porozmawiać.

— Co się stało? — jej głos był pełen niepokoju.

— Chodzi o te nasze spotkania… Paweł jest zmęczony. Ja też… Może spróbujesz trochę więcej czasu spędzać sama z Antosiem?

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką — wyszeptała w końcu Ewa. — Że rozumiesz…

— Rozumiem! Ale ja też mam swoje życie… Nie mogę być zawsze dostępna.

Rozłączyła się bez słowa.

Przez kilka dni nie odzywała się wcale. Czułam ulgę i jednocześnie pustkę. Brakowało mi jej śmiechu, plotek o pracy, wspólnych kaw. Ale dom był spokojniejszy. Paweł znów zaczął żartować przy kolacji.

Któregoś dnia zobaczyłam Ewę na spacerze z Antosiem. Wyglądała na jeszcze bardziej zmęczoną niż zwykle. Podeszłam niepewnie.

— Cześć… — zaczęłam nieśmiało.

Spojrzała na mnie z wyrzutem.

— Wiesz co? Myślałam, że będziesz przy mnie wtedy, kiedy najbardziej cię potrzebuję.

— Ale ja też mam swoje granice… — odpowiedziałam cicho.

Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę w milczeniu.

— Może po prostu za bardzo się bałam zostać sama — powiedziała nagle Ewa i łzy napłynęły jej do oczu.

Przytuliłam ją mocno.

— Przepraszam… Ja też nie umiałam ci powiedzieć „nie”.

Od tamtej pory nasze relacje stały się inne. Rzadziej się widujemy, ale kiedy już to robimy — rozmawiamy szczerze o wszystkim: o zmęczeniu macierzyństwem, o samotności i o tym, jak trudno być jednocześnie dobrą matką i przyjaciółką.

Czasem zastanawiam się: czy można pogodzić dwa światy — ten sprzed dziecka i ten po narodzinach? Czy prawdziwa przyjaźń wytrzyma każdą próbę? A może czasem trzeba pozwolić jej dorosnąć i zmienić się razem z nami?