„Czy w tym domu jest miejsce dla mnie?” – Moja walka o akceptację w patchworkowej rodzinie
– Mamo, a gdzie są moje skarpetki? – krzyknął Kuba z pokoju, a ja przez chwilę nie wiedziałam, czy powinnam odpowiedzieć. Przecież nie jestem jego mamą. Jestem tylko żoną jego ojca. Ale w tej chwili, w tej kuchni pachnącej kawą i świeżym chlebem, byłam jedyną dorosłą osobą w domu. – W szufladzie po lewej – odpowiedziałam cicho, starając się, by mój głos nie drżał.
To był trzeci dzień, odkąd dzieci Marka zamieszkały z nami na stałe. Trzeci dzień, odkąd mój świat wywrócił się do góry nogami. Kiedy Marek powiedział mi, że sąd przyznał mu opiekę nad Kubą i Zosią, poczułam coś dziwnego – mieszaninę strachu i zazdrości. Wiedziałam, że to nie ich wina. Wiedziałam też, że Marek nie miał wyboru. Ale czy ja miałam?
Wszystko zaczęło się od tej jednej rozmowy przy kuchennym stole. – Kochanie, musimy porozmawiać – powiedział Marek, patrząc na mnie tym swoim zmęczonym wzrokiem. – Dzieci będą z nami mieszkać. Na stałe. Ich mama… nie daje rady.
Pamiętam, jak długo milczałam. W głowie miałam tysiące pytań: Czy dam radę? Czy będę dla nich wystarczająco dobra? Czy Marek nadal będzie mnie kochał, kiedy zobaczy, jak bardzo się boję?
Pierwsza noc była najgorsza. Słyszałam przez ścianę cichy płacz Zosi. Chciałam wejść do jej pokoju, przytulić ją, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale coś mnie powstrzymało. Może strach przed odrzuceniem? Może świadomość, że jestem dla niej obca?
Następnego dnia Kuba zbił szklankę w kuchni. Zanim zdążyłam zareagować, Marek podniósł głos:
– Kuba! Ile razy mam ci mówić?!
Chłopiec spuścił głowę. Wtedy odważyłam się podejść i położyć mu rękę na ramieniu.
– Nic się nie stało – powiedziałam łagodnie. – Każdemu się zdarza.
Kuba spojrzał na mnie zaskoczony. Przez chwilę wydawało mi się, że zobaczyłam w jego oczach wdzięczność.
Wieczorami Marek był coraz bardziej nieobecny. Siedział przy komputerze albo wychodził na balkon palić papierosa za papierosem. Czułam się coraz bardziej samotna w tym pełnym ludzi domu.
Pewnego dnia zadzwoniła moja mama.
– Jak sobie radzisz? – zapytała.
– Nie wiem… – odpowiedziałam szczerze. – Czuję się jak intruz we własnym życiu.
– Musisz być silna – powiedziała cicho. – Ale pamiętaj też o sobie.
Zosia zaczęła unikać wspólnych posiłków. Zamykała się w swoim pokoju i godzinami słuchała muzyki. Kiedy próbowałam z nią rozmawiać, odpowiadała półsłówkami albo milczała.
– Zosiu, może pójdziemy razem na spacer? – zaproponowałam pewnego popołudnia.
– Nie chce mi się – rzuciła bez entuzjazmu.
Czułam się bezradna.
Najtrudniejsze były wieczory, kiedy Marek wracał późno z pracy i nawet nie pytał, jak minął mi dzień. Czułam narastający żal i złość.
– Marek, czy ty w ogóle widzisz, co się dzieje? – wybuchłam pewnej nocy.
– O co ci chodzi? Robię wszystko, co mogę!
– A ja? Ja też tu jestem! Też się staram!
Wybuchłam płaczem. Marek objął mnie niezręcznie.
– Przepraszam… Po prostu nie wiem już, co robić.
Czułam się rozdarta między chęcią pomocy dzieciom a potrzebą zadbania o siebie. Zaczęłam mieć koszmary – śniło mi się, że stoję na środku pustego mieszkania i nikt mnie nie widzi.
Pewnego dnia Kuba przyszedł do mnie z zeszytem.
– Mogłabyś mi pomóc z matmą?
Serce mi zabiło mocniej.
– Jasne! – uśmiechnęłam się szeroko.
To była pierwsza iskierka nadziei.
Zosia długo trzymała mnie na dystans. Dopiero gdy zachorowała i musiałam zawieźć ją do lekarza, zobaczyłam w jej oczach strach i bezradność.
– Będzie dobrze – powiedziałam cicho, trzymając ją za rękę w poczekalni.
Nie odsunęła jej.
Z czasem zaczęliśmy tworzyć własne rytuały: wspólne śniadania w soboty, wieczorne oglądanie filmów. Ale nadal czułam się jak ktoś obcy w tej rodzinie. Każda rozmowa z Markiem kończyła się kłótnią lub milczeniem.
Najbardziej bolało mnie to, że nikt nie pytał o moje uczucia. Wszyscy oczekiwali ode mnie siły i cierpliwości, ale nikt nie widział mojej samotności.
Dziś minął rok odkąd Kuba i Zosia są z nami. Nadal nie wiem, czy jestem dla nich kimś ważnym. Czasem słyszę od Kuby: „Dzięki”, czasem Zosia uśmiechnie się do mnie ukradkiem. Ale czy to wystarczy?
Patrzę na Marka i zastanawiam się: czy on jeszcze pamięta o nas dwojgu? Czy ja sama pamiętam o sobie?
Czy można naprawdę pokochać rodzinę, która nigdy nie była twoja? Czy jest tu miejsce także dla mnie?