„Odeszłam z domu z kopertą pełną pieniędzy. Wróciłam z własną siłą i nowym życiem. Czy wy też potrafilibyście odejść, gdyby was zdradzono?”
– „Nie wracaj dziś do domu, Anka. Lepiej… wyjedź na jakiś czas.”
Głos teściowej, pani Haliny, brzmiał łagodnie, ale czułam w nim coś twardego jak lód. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole w naszym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Na stole leżała gruba koperta. – „Tu jest dwadzieścia tysięcy złotych. Odpocznij. Zmień otoczenie. My tu wszystko ogarniemy.”
Zamarłam. Przez pięć lat małżeństwa z Tomkiem nie było łatwo, ale nigdy nie spodziewałam się czegoś takiego. – „Co to znaczy ‘ogarniemy’? Co się dzieje?” – zapytałam, choć już czułam, że coś jest nie tak.
Halina tylko się uśmiechnęła: – „Zasługujesz na odpoczynek. Tomek ostatnio taki rozbity… Może jak wrócisz, wszystko będzie inne.”
Wyszłam z kuchni jak we śnie. W sypialni spakowałam walizkę, ale serce waliło mi jak młotem. Tomek wrócił późno, nie patrzył mi w oczy. – „Może rzeczywiście powinnaś wyjechać na chwilę. Mama się wszystkim zajmie.”
Nie spałam tej nocy. O świcie zamówiłam taksówkę na Dworzec Centralny, ale zamiast wsiąść do pociągu do Krakowa, wysiadłam dwie ulice dalej i wróciłam pod dom pieszo. Ukryłam się za śmietnikiem. Przez okno widziałam światło w salonie.
Drzwi otworzyły się. Do środka weszła młoda dziewczyna – Magda, koleżanka Tomka z pracy. Usiadła obok niego na kanapie, a Halina przyniosła ciasto i kawę. – „No widzisz, synku? Teraz możesz być szczęśliwy.”
Zrobiło mi się niedobrze. Koperta z pieniędzmi była biletem w jedną stronę – miałam odejść po cichu, żeby zrobić miejsce dla innej.
Nie wróciłam tej nocy do domu. Wynajęłam pokój w hostelu na Pradze i płakałam do rana. Ale nie pozwoliłam sobie na rozpacz dłużej niż jeden dzień. Następnego ranka zadzwoniłam do prawniczki – pani Marty Nowak.
– „Chcę rozwodu. I chcę, żeby wszystko było zgodnie z prawem.”
Zebrałam dowody: zdjęcia Magdy w naszym mieszkaniu, wiadomości Tomka do niej, nagrania rozmów Haliny. Pani Marta była bezwzględna: – „Nie pozwolimy im zamieść tego pod dywan.”
Przez dwa tygodnie wszyscy myśleli, że jestem w Krakowie u kuzynki. Tymczasem ja przygotowywałam się do walki o swoją godność.
W końcu wróciłam do mieszkania – tym razem z prawniczką i dokumentami rozwodowymi. Tomek zbladł na mój widok.
– „Dziękuję za kopertę, mamo” – powiedziałam spokojnie do Haliny. – „Za te pieniądze zacznę nowe życie – bez was.”
Podpisałam papiery i wyszłam bez słowa.
Przez pierwsze dni czułam pustkę. Wynajęłam kawalerkę na Ochocie, codziennie patrzyłam przez okno na szare bloki i pytałam siebie: „Co teraz?”
Pani Marta zadzwoniła: – „Jest decyzja sądu o zabezpieczeniu alimentów i podziale majątku. Tomek nie będzie się sprzeciwiał.”
W sądzie Halina próbowała mnie przekonać:
– „Anka, przecież to tylko pieniądze! Rodzina jest ważniejsza!”
– „Rodzina? Gdzie była rodzina, kiedy wyrzucaliście mnie z domu?”
Tomek spuścił głowę:
– „Przepraszam… Nie wiedziałem, jak to zatrzymać.”
Magda płakała w kącie sali rozpraw.
Po rozwodzie zaczęłam od nowa. Zainwestowałam część pieniędzy w kurs cukierniczy – zawsze marzyłam o własnej pracowni słodkości. Nazwałam ją „Nowy Początek”. Każdego dnia piekłam ciasta z myślą o tym, że już nigdy nie pozwolę nikomu decydować za mnie.
Pewnego dnia Halina przyszła do mojej cukierni.
– „Chciałabym… przeprosić.”
Patrzyła na mnie ze łzami w oczach.
– „Wiem, że cię skrzywdziłam. Ale chciałam dobrze dla Tomka.”
– „A dla mnie?” – zapytałam cicho.
– „Myślałam, że sobie poradzisz…”
Nie odpowiedziałam jej wtedy nic więcej. Wyszła ze spuszczoną głową.
Dziś jestem silniejsza niż kiedykolwiek. Mam własny biznes, przyjaciół i spokój ducha. Czasem jeszcze boli mnie wspomnienie tamtej zdrady – ale wiem już, że warto było odejść.
Czy wy też potrafilibyście odejść z domu pełnego kłamstw? Czy lepiej walczyć o siebie czy próbować ratować rodzinę za wszelką cenę? Może czasem trzeba po prostu wybrać siebie…