Powrót do miasta, które mnie złamało – historia Magdaleny
Rosół bulgotał na kuchence, a ja, Magdalena Zielińska, stałam nieruchomo przy oknie, patrząc na szare niebo nad Toruniem. W powietrzu unosił się zapach gotującego się mięsa i warzyw, ale ja czułam tylko ciężar w piersi. Telefon zapiszczał krótko, jakby nie chciał przeszkadzać, ale wiadomość od Ewy była jak uderzenie w twarz: „Spotkajmy się dziś w kawiarni. Musimy pogadać.” Bez emotikonów, bez czułości. Próbowałam oddzwonić, ale nie odebrała. Znałam ją zbyt dobrze – jeśli Ewa pisała w taki sposób, coś się stało. Coś poważnego.
Wyłączyłam gaz, rzuciłam fartuch na krzesło i pobiegłam do sypialni. Przebrałam się w pośpiechu – dżinsy, sweter, płaszcz. W lustrze zobaczyłam swoje odbicie: zmęczone oczy, lekko rozmazany makijaż. „Magda, ogarnij się” – szepnęłam do siebie. Ale jak się ogarnąć, kiedy wracasz do miasta, które cię złamało?
Dwa lata temu uciekłam stąd z roztrzaskanym sercem. Mój narzeczony, Paweł, zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką – wtedy jeszcze myślałam, że to Ewa. Plotki rozchodziły się po mieście szybciej niż dym z komina. Moja matka płakała po nocach, ojciec milczał przy stole. Ja spakowałam walizkę i wyjechałam do Poznania. Próbowałam tam zacząć od nowa – nowa praca w agencji reklamowej, nowi ludzie, nowe życie. Ale przeszłość zawsze znajdzie sposób, żeby cię dogonić.
Kawiarnia „Pod Aniołem” była prawie pusta. Ewa siedziała przy oknie, bawiąc się łyżeczką w filiżance kawy. Miała na sobie ten sam granatowy płaszcz co zawsze i włosy związane w niedbały kok. Gdy mnie zobaczyła, jej twarz stężała.
– Cześć – powiedziałam cicho, siadając naprzeciwko niej.
– Cześć – odpowiedziała równie cicho. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu.
– Co się stało? – zapytałam w końcu.
Ewa spuściła wzrok.
– Muszę ci coś powiedzieć… coś ważnego. I wiem, że możesz mnie znienawidzić.
Poczułam zimny dreszcz na plecach.
– To o Pawle? – zapytałam ostrożnie.
Ewa pokiwała głową.
– Magda… to nie ja byłam wtedy z Pawłem. To była Karolina. Ale pozwoliłam wszystkim myśleć inaczej. Nie miałam odwagi ci powiedzieć prawdy. Bałam się… bałam się stracić ciebie jako przyjaciółkę.
Zatkało mnie. Przez dwa lata żyłam w przekonaniu, że to ona mnie zdradziła. Nienawidziłam jej w myślach, przeklinałam każdej nocy przed snem. A ona siedziała teraz przede mną i płakała.
– Dlaczego? – wyszeptałam.
– Bo Karolina… ona była wtedy w ciąży z Pawłem. I poprosiła mnie o milczenie. A ja… byłam tchórzem.
W głowie mi szumiało. Wspomnienia wracały falami: wieczory spędzone z Ewą na ławce pod blokiem, nasze sekrety, śmiechy i łzy. I nagle wszystko runęło przez jedno kłamstwo.
– Wiesz, co przeszłam przez te dwa lata? – zapytałam drżącym głosem. – Wiesz, ile razy chciałam do ciebie zadzwonić? Ile razy chciałam wrócić?
Ewa tylko płakała.
– Przepraszam… naprawdę przepraszam…
Siedziałyśmy tak długo w ciszy. Ludzie przychodzili i wychodzili z kawiarni, a ja czułam się jakby czas stanął w miejscu. W końcu wstałam.
– Muszę pomyśleć – powiedziałam sztywno i wyszłam na ulicę.
Miasto było takie samo jak zawsze: stare kamienice na Bydgoskim Przedmieściu, dzieci bawiące się na placu zabaw przy Jordankach, zapach piekarni na rogu Mickiewicza i Sienkiewicza. Ale dla mnie wszystko było inne. Każdy zakątek przypominał mi o bólu i zdradzie.
Wróciłam do domu rodziców późnym wieczorem. Mama siedziała przy stole z kubkiem herbaty.
– Byłaś u Ewy? – zapytała cicho.
Skinęłam głową.
– I co?
– Okazało się… że to nie ona mnie zdradziła.
Mama westchnęła ciężko.
– Wiesz, Magda… ludzie popełniają błędy. Ale czasem trzeba im wybaczyć, żeby samemu móc iść dalej.
Nie spałam tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o wszystkim: o Pawle, o Ewie, o Karolinie i o sobie sprzed dwóch lat. Czy byłam wtedy szczęśliwa? Czy naprawdę znałam tych ludzi?
Następnego dnia poszłam do parku nad Wisłą. Ewa już tam była – siedziała na ławce i patrzyła w wodę.
– Przyszłaś… – powiedziała zaskoczona.
Usiadłam obok niej.
– Chcę wiedzieć wszystko – powiedziałam stanowczo. – Całą prawdę.
I Ewa opowiedziała mi wszystko: o tym, jak Karolina zakochała się w Pawle, jak on nie potrafił wybrać między nami trzema; jak plotki rozchodziły się po mieście; jak ona sama czuła się winna każdego dnia przez te dwa lata.
Słuchałam jej w milczeniu. Na końcu poczułam ulgę – prawda bolała mniej niż kłamstwo.
– Nie wiem jeszcze, czy potrafię ci wybaczyć – powiedziałam szczerze. – Ale chcę spróbować.
Ewa uśmiechnęła się przez łzy.
Wróciłam do domu z poczuciem dziwnej lekkości. Może to był początek nowego rozdziału? Może czasem trzeba wrócić do miejsca zdrady, żeby odnaleźć siebie?
Czasem zastanawiam się: czy można naprawdę zacząć od nowa? Czy przeszłość zawsze będzie nas ścigać? Może to właśnie odwaga do przebaczenia pozwala nam być wolnymi.