Przed ślubem odwiedziłem grób mojej zmarłej żony. To, co tam odkryłem, zmieniło całe moje życie…
– Co ty tu robisz? – usłyszałem za plecami głos, który sprawił, że zamarłem w pół ruchu. Stałem przy grobie Anny, mojej pierwszej żony, z naręczem białych lilii w rękach. Dzień był szary, powietrze ciężkie od wilgoci, a ja czułem się jak ktoś, kto właśnie popełnia zdradę.
Odwróciłem się powoli. Przede mną stała moja teściowa, pani Helena. Jej twarz była surowa, a oczy – czerwone od płaczu.
– Jutro się żenisz, prawda? – zapytała cicho. – A jednak przyszedłeś tutaj.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Słowa ugrzęzły mi w gardle. W końcu wyszeptałem:
– Musiałem… Musiałem się pożegnać.
Pani Helena spojrzała na mnie z mieszaniną żalu i gniewu.
– Anna cię kochała. Do końca. – Jej głos zadrżał. – A ty już idziesz dalej.
Zacisnąłem dłonie na kwiatach tak mocno, że łodygi pękły. Przez chwilę miałem ochotę uciec, zostawić wszystko za sobą.
Cztery lata temu Anna zginęła w wypadku samochodowym. To był zwykły dzień – jechała po zakupy na naszą rocznicę ślubu. Telefon zadzwonił o 13:17. Policjant powiedział tylko: „Przykro mi, pańska żona nie żyje”.
Od tamtej pory żyłem jak cień. Nasze mieszkanie stało się grobowcem wspomnień. Każda szuflada kryła jej zapach, każdy kąt – ślady jej obecności. Moja matka próbowała mnie wyciągnąć z rozpaczy:
– Michał, musisz żyć dalej! Anna by tego chciała!
Ale ja nie potrafiłem. Dopiero po roku wróciłem do pracy w urzędzie miasta. Tam poznałem Magdę – cichą, cierpliwą kobietę z działu finansowego. Nigdy nie naciskała. Po prostu była obok: przynosiła mi herbatę, słuchała moich opowieści o Annie, nie oceniała.
Z czasem zacząłem czuć coś więcej niż wdzięczność. Ale wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju.
– Michał – powiedziała kiedyś Magda – nie musisz wybierać między pamięcią a przyszłością. Możesz kochać nas obie na swój sposób.
Wtedy postanowiłem się oświadczyć. Magda przyjęła pierścionek ze łzami w oczach.
Ale teraz, stojąc przy grobie Anny i patrząc na panią Helenę, czułem się jak zdrajca.
– Przepraszam – wyszeptałem. – Ale nie mogę żyć tylko wspomnieniami.
Pani Helena odwróciła się bez słowa i odeszła między groby. Zostałem sam z własnym bólem.
Nagle usłyszałem kroki za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem młodą kobietę w granatowym płaszczu. Miała krótkie włosy i smutne oczy.
– Przepraszam… – zaczęła nieśmiało. – Czy pan znał Annę Kowalską?
Skinąłem głową.
– Byłam jej przyjaciółką ze studiów. Nazywam się Kasia Nowak.
Zaniemówiłem. Anna nigdy nie wspominała o Kasi.
– Przyjechałam z Poznania… Dopiero teraz dowiedziałam się o jej śmierci. Byłam za granicą przez kilka lat.
Zaczęliśmy rozmawiać. Kasia opowiadała o Annie rzeczy, których nie znałem: o jej marzeniach o podróżach, o planach na własną firmę. Słuchałem jak zahipnotyzowany.
– Wie pan… Anna bardzo bała się samotności – powiedziała nagle Kasia. – Często mówiła, że jeśli coś jej się stanie, chce, żeby pan był szczęśliwy.
Poczułem łzy pod powiekami.
Po powrocie do domu Magda czekała na mnie z obiadem. Była spięta.
– Byłeś u Anny? – zapytała cicho.
– Tak… Musiałem się pożegnać.
Magda usiadła naprzeciwko mnie i przez chwilę milczeliśmy.
– Michał… Ja ci ufam. Ale boję się, że nigdy nie będziesz mój naprawdę.
Złapałem ją za rękę.
– Chcę być z tobą. Ale muszę zamknąć pewien rozdział.
Następnego dnia odbył się ślub. Wszystko było jak z bajki: biała suknia Magdy, wzruszeni rodzice, przyjaciele śpiewający „Sto lat”. Ale w mojej głowie wciąż brzmiały słowa Kasi i spojrzenie pani Heleny.
Po weselu Magda poprosiła mnie na rozmowę:
– Michał… Jeśli masz wątpliwości, powiedz mi teraz. Nie chcę być tą drugą przez całe życie.
Wybuchnąłem płaczem.
– Przepraszam… Ja naprawdę cię kocham! Ale boję się, że nigdy nie będę potrafił zapomnieć o Annie!
Magda przytuliła mnie mocno.
– Nie chcę, żebyś zapominał. Chcę tylko, żebyś nauczył się żyć dalej ze mną.
Mijały tygodnie. Z panią Heleną kontakt się urwał – nie odbierała telefonów ani nie odpowiadała na listy. Kasia napisała mi maila:
„Michał, Anna była szczęśliwa z tobą do końca. Nie pozwól, żeby poczucie winy odebrało ci szansę na nowe życie.”
Zacząłem chodzić na terapię. Magda wspierała mnie na każdym kroku, choć widziałem, jak bardzo ją to boli.
Pewnego dnia zadzwonił telefon:
– Michał? Tu Helena… Chciałam ci powiedzieć, że wybaczam ci to szczęście. Anna by tego chciała.
Poczułem ulgę tak wielką, że aż usiadłem na podłodze i płakałem jak dziecko.
Dziś wiem jedno: żałoba nigdy nie znika całkiem. Ale można nauczyć się żyć z bólem i pozwolić sobie na szczęście.
Czasem patrzę na Magdę i pytam siebie: czy naprawdę można kochać dwie osoby naraz? Czy przeszłość zawsze będzie cieniem nad teraźniejszością? Co wy o tym myślicie?