Nikola, nie spiesz się z weselem: Jak uciekłam przed rodziną, która chciała mnie mieć na własność
— Nikola, pamiętaj, że Oskar lubi serniki na słodko, nie przesadzaj z solą — usłyszałam za plecami głos pani Danuty, jego matki, zanim jeszcze zdążyłam rozgrzać patelnię. Stała w drzwiach kuchni z założonymi rękami, obserwując każdy mój ruch. Czułam jej wzrok na karku, jakby oceniał każdy gram twarogu, który wrzucałam do miski.
To miał być zwykły niedzielny poranek. Chciałam zrobić Oskarowi przyjemność, bo ostatnio był jakiś zamyślony, a ja — jak głupia — wierzyłam, że serniki mogą naprawić wszystko. Ale tego dnia wszystko się zmieniło.
— Nikola, a ty już wiesz, jak się robi bigos na święta? — dopytywała pani Danuta, nie odpuszczając ani na chwilę. — U nas w rodzinie to kobieta dba o tradycję. Oskar lubi, jak wszystko jest po domowemu.
Zacisnęłam zęby. Zawsze byłam grzeczna, uśmiechałam się i kiwałam głową, ale w środku gotowało się we mnie. Miałam wrażenie, że jestem egzaminowana na każdym kroku — czy umiem gotować, czy dobrze sprzątam, czy potrafię rozmawiać z jej znajomymi. Jakby bycie sobą nie wystarczało.
Oskar wszedł do kuchni zaspany i pocałował mnie w czoło. — Pachnie cudownie — mruknął. Ale zanim zdążył usiąść, jego matka już zaczęła:
— Oskarze, musisz pilnować, żeby Nikola nauczyła się naszych zwyczajów. Wesele już niedługo, a ja nie chcę wstydu przed rodziną.
Zamarłam. Wesele? Przecież nawet nie było jeszcze zaręczyn! Spojrzałam na Oskara, ale on tylko spuścił wzrok.
— Mamo… — zaczął cicho.
— Co „mamo”? — przerwała mu ostro. — Chcesz mieć żonę czy nie? Bo jeśli tak, to ona musi wiedzieć, jak się prowadzi dom!
Wtedy coś we mnie pękło. Przestałam mieszać ciasto i spojrzałam jej prosto w oczy.
— Pani Danuto, ja naprawdę staram się być dla was miła, ale…
— Ale co? — przerwała mi z irytacją. — Myślisz, że wszystko przyjdzie ci łatwo? W naszej rodzinie kobieta ma swoje miejsce!
Oskar milczał. Czułam się jak przed sądem rodzinnym. Wyszłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Oparłam się o zimne kafelki i zaczęłam płakać. Czy naprawdę tego chcę? Czy chcę być częścią rodziny, która widzi we mnie tylko przyszłą gospodynię?
Wieczorem Oskar próbował ze mną rozmawiać.
— Nikola… Wiem, że moja mama jest trudna. Ale ona po prostu chce dobrze…
— Dla kogo? — przerwałam mu. — Dla siebie? Dla ciebie? A co ze mną?
— Przecież kocham cię…
— Ale czy potrafisz mnie bronić? Czy zawsze będziesz stał z boku?
Nie odpowiedział. Widziałam w jego oczach strach i bezradność.
Następne dni były coraz trudniejsze. Pani Danuta zaczęła mnie kontrolować na każdym kroku: sprawdzała, jak ścielę łóżko, czy dobrze prasuję koszule Oskara, nawet zaglądała do mojej torebki pod pretekstem „porządków”. Czułam się jak niewolnica w domu, który miał być moim azylem.
Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Oskara z ojcem:
— Synu, musisz postawić Nikoli warunki. Albo się dostosuje, albo…
Nie słyszałam końca zdania. Wyszłam z domu bez słowa i poszłam przed siebie. Szłam długo przez puste ulice miasta, aż dotarłam do parku. Usiadłam na ławce i patrzyłam na światła bloków odbijające się w kałużach po deszczu.
Wtedy zadzwoniła moja mama.
— Nikola? Wszystko w porządku?
Nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
— Mamo… Ja nie wiem, czy dam radę… Oni chcą mnie zmienić…
— Kochanie — powiedziała cicho — pamiętaj, że nikt nie ma prawa cię posiadać. Nawet jeśli bardzo kochasz Oskara.
Te słowa obudziły we mnie coś nowego. Przypomniałam sobie siebie sprzed tej relacji: odważną Nikole, która miała marzenia i plany na własne życie.
Następnego dnia spakowałam walizkę i wróciłam do swojego mieszkania. Oskar przyszedł wieczorem.
— Dlaczego uciekłaś? — zapytał z wyrzutem.
— Bo nie chcę być własnością twojej rodziny. Chcę być sobą.
Patrzył na mnie długo w milczeniu.
— A co ze mną?
— Jeśli naprawdę mnie kochasz, pozwolisz mi być wolną. Inaczej to nie jest miłość.
Nie wiem, co będzie dalej. Może straciłam miłość życia, a może właśnie odzyskałam siebie. Czy naprawdę musimy wybierać między sobą a miłością? Czy rodzina zawsze musi oznaczać rezygnację z własnych marzeń?