Nieproszony gość: Historia Julii i jej teściowej

Zmywałam właśnie naczynia po późnym obiedzie, wsłuchując się w cichy szum wody i ciesząc się rzadką chwilą spokoju. Wojtek siedział w salonie, czytając gazetę, a ja po raz pierwszy od dawna poczułam, że nasze mieszkanie naprawdę należy do nas. Żadnych gości, żadnych telefonów od rodziny – tylko my dwoje i cisza, która była dla mnie jak balsam na duszę. I wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Takie stanowcze, niecierpliwe – jakby ktoś chciał wejść do środka nie tylko fizycznie, ale i z całą swoją energią.

Otarłam ręce o fartuch i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i zamarłam. Na progu stała Danuta Januszewska – moja teściowa. Uśmiechała się szeroko, ale jej oczy były zimne jak lód.

— Witaj, Julciu — powiedziała z udaną czułością, której nigdy nie potrafiłam uwierzyć. — Postanowiłam was odwiedzić. Wpadłam na herbatkę!

Przez sekundę miałam ochotę zamknąć drzwi i udawać, że mnie nie ma. Ale przecież tak się nie robi. Wpuściłam ją do środka, czując jak napięcie rośnie z każdym jej krokiem po naszym parkiecie.

— Wojtku! — zawołałam do męża, starając się ukryć drżenie w głosie. — Twoja mama przyszła!

Wojtek pojawił się w drzwiach kuchni, wyraźnie zaskoczony. Uśmiechnął się do matki, a potem spojrzał na mnie z lekkim wyrzutem – jakby to była moja wina, że przyszła.

— Mamo, co za niespodzianka! — powiedział, ale w jego głosie zabrzmiała nuta niepokoju.

Danuta rozsiadła się przy stole jak królowa na tronie. Zaczęła opowiadać o sąsiadkach, o tym, jak źle prowadzą domy i jak ona zawsze wszystko robi najlepiej. Czułam się coraz bardziej nieswojo. Każde jej słowo było jak szpilka wbijana w moją pewność siebie.

— A ty, Julciu, jak sobie radzisz? — zapytała nagle, patrząc mi prosto w oczy. — Bo Wojtek ostatnio taki zmęczony wraca z pracy…

Zacisnęłam dłonie na filiżance. Wiedziałam, do czego zmierza. Zawsze znajdowała sposób, żeby dać mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobrą żoną dla jej syna.

— Radzę sobie — odpowiedziałam chłodno. — Wojtek ma dużo pracy ostatnio.

— Praca pracą, ale dom też jest ważny — westchnęła teatralnie. — Wiesz, kiedy ja byłam młoda…

Zacisnęłam zęby. Słyszałam tę historię setki razy: jak to ona wszystko robiła sama, jak dbała o dom i dzieci, jak jej mąż nigdy nie musiał się o nic martwić. Wojtek spuścił wzrok i udawał, że nie słyszy.

— Może zostanę na noc? — rzuciła nagle Danuta. — Tak dawno nie spędzaliśmy razem czasu!

Poczułam, jak serce zaczyna mi walić. Nasze mieszkanie miało być naszą twierdzą – miejscem wolnym od rodzinnych intryg i wiecznych pretensji. A teraz miałam wizję kolejnych godzin pod jednym dachem z kobietą, która nigdy mnie nie zaakceptowała.

— Mamo, może innym razem… — zaczął Wojtek niepewnie.

— Ależ synku! Przecież mam wolny dzień jutro! — przerwała mu Danuta i spojrzała na mnie wyzywająco.

Wiedziałam, że jeśli teraz się zgodzę, to już nigdy nie będziemy mieli spokoju. Ale jak odmówić? Przecież to matka mojego męża.

— Mamy tylko jeden wolny pokój… — zaczęłam ostrożnie.

— Dla mnie zawsze znajdzie się miejsce — ucięła krótko.

Wojtek spojrzał na mnie błagalnie – wiedział, że to ja będę musiała znosić jej obecność przez całą noc.

Wieczór ciągnął się w nieskończoność. Danuta komentowała wszystko: sposób, w jaki gotuję herbatę; to, że firanki są za krótkie; że powinnam częściej myć okna; nawet to, jak rozmawiam z Wojtkiem.

— Wiesz, Julciu — powiedziała nagle — kobieta powinna dbać o dom przede wszystkim. Kariera karierą, ale rodzina jest najważniejsza.

Poczułam ukłucie bólu. Pracowałam na pół etatu w bibliotece i kochałam swoją pracę – dawała mi poczucie sensu i niezależności. Ale dla Danuty to było tylko hobby, coś niepoważnego.

Położyliśmy się spać późno. Leżałam obok Wojtka i nie mogłam zasnąć.

— Musimy coś z tym zrobić — szepnęłam do niego w ciemności.

— Wiem… Ale co? To moja mama…

— A ja jestem twoją żoną — odpowiedziałam cicho. — Potrzebuję naszego domu tylko dla nas.

Następnego dnia rano Danuta zachowywała się tak, jakby była u siebie. Parzyła kawę w naszej kuchni, przestawiała rzeczy na półkach i komentowała każdy mój ruch.

Kiedy wyszła do sklepu po bułki, usiadłam przy stole i rozpłakałam się bezgłośnie. Czułam się bezradna i upokorzona we własnym domu.

Wojtek przyszedł do kuchni i zobaczył moje łzy.

— Julia… przepraszam cię — powiedział cicho.

— Musisz jej powiedzieć, że to nasze mieszkanie — wyszeptałam przez łzy. — Że mamy prawo do prywatności.

Wojtek skinął głową. Kiedy Danuta wróciła ze sklepu, usiedliśmy razem przy stole.

— Mamo — zaczął Wojtek powoli — bardzo cię kochamy i chcemy cię odwiedzać… Ale potrzebujemy trochę przestrzeni dla siebie. To nasze mieszkanie i chcemy tu być tylko we dwoje.

Danuta spojrzała na niego z niedowierzaniem, potem na mnie – jej twarz stwardniała.

— Rozumiem… — powiedziała chłodno. — Nie będę wam przeszkadzać.

Spakowała swoje rzeczy w milczeniu i wyszła bez pożegnania.

Przez kilka dni w mieszkaniu panowała ciężka atmosfera. Czułam ulgę, ale też żal – wiedziałam, że Wojtek cierpi z powodu konfliktu z matką. Ale pierwszy raz od dawna poczułam się naprawdę u siebie.

Czasem zastanawiam się: czy można być szczęśliwym bez stawiania granic? Czy miłość do rodziny zawsze musi oznaczać rezygnację z własnego szczęścia? Może czasem trzeba mieć odwagę powiedzieć „dość”, żeby móc naprawdę żyć po swojemu.