Późne pukanie do drzwi: Łzy teściowej i zdrada, która nie przemija
— Otwórz, proszę… — głos Nadii był cichy, drżący, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy. Była już prawie północ, dzieci spały, a ja siedziałam w kuchni, próbując uciszyć własne myśli. Kiedy usłyszałam to pukanie, serce zabiło mi mocniej. Przez sekundę miałam nadzieję, że to Damir wraca do domu, ale wiedziałam, że on już nie wraca tak późno. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ją — moją teściową, z twarzą mokrą od łez, trzymającą w rękach stary szal.
— Co się stało? — zapytałam, choć odpowiedź była oczywista. Nadia nigdy nie przychodziła bez powodu. Weszła do środka, spojrzała na mnie i nagle zaczęła płakać jeszcze mocniej. Usiadła przy stole i przez chwilę milczałyśmy. W końcu powiedziała: — Nie mogę już tego dłużej ukrywać…
Wiedziałam, że coś się wydarzyło. Od miesięcy czułam napięcie w powietrzu. Damir był coraz bardziej nieobecny, wracał późno, unikał rozmów o przyszłości. Nasze bliźniaki — Lena i Michał — były naszym cudem po latach leczenia i rozczarowań. Przez siedem lat walczyliśmy z niepłodnością. Każda kolejna porażka oddalała nas od siebie. Kiedy w końcu zaszłam w ciążę dzięki in vitro, myślałam, że to nas uratuje. Ale szczęście było kruche jak porcelana.
— Musisz wiedzieć prawdę — Nadia spojrzała mi prosto w oczy. — Damir… on…
Zamarłam. Bałam się tego słowa. Bałam się zdrady, bo już tyle razy czułam się niewystarczająca.
— On ma dziecko z inną kobietą — wyszeptała.
Świat zawirował mi przed oczami. Przez chwilę nie mogłam oddychać. W głowie miałam tylko jedno pytanie: „Dlaczego?”
— Kto? Kiedy? — głos mi się załamał.
Nadia zaczęła opowiadać historię, której nie chciałam słyszeć. Okazało się, że podczas jednej z naszych przerw w leczeniu Damir poznał kobietę — Agatę — w pracy. To był tylko jeden raz, przysięgał jej potem, ale Agata zaszła w ciążę. Urodziła chłopca, Szymona. Damir pomagał jej finansowo, ale nigdy nie powiedział mi prawdy.
— Przysięgał mi, że to koniec — mówiła Nadia przez łzy. — Ale teraz Agata chce, żeby Szymon poznał ojca…
Nie mogłam uwierzyć. Wszystko we mnie krzyczało: „To niemożliwe!” Przecież byliśmy rodziną! Przecież tyle razem przeszliśmy!
— Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej? — spytałam cicho.
— Bałam się… Bałam się o wasze dzieci, o ciebie… Myślałam, że Damir sam ci powie…
W tej chwili poczułam do niej żal i wdzięczność jednocześnie. Żal za milczenie i wdzięczność za to, że w końcu przyszła.
Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Damir wrócił do domu dopiero po dwóch dniach. Siedziałam wtedy na kanapie z dziećmi na kolanach. Lena bawiła się moimi włosami, Michał zasypiał przytulony do misia.
— Musimy porozmawiać — powiedziałam spokojnie.
Damir spuścił wzrok.
— Wiem… Nadia była u ciebie?
— Była. Powiedziała mi wszystko.
Przez chwilę milczał. Potem zaczął mówić: o strachu, o poczuciu winy, o tym, jak bardzo chciał być dobrym ojcem dla naszych dzieci i jednocześnie nie zawieść Szymona.
— To był błąd… Nie kocham jej… Chciałem tylko być dla ciebie wsparciem…
— A byłeś? — przerwałam mu ostro. — Czy naprawdę byłeś przy mnie przez te wszystkie lata?
Nie odpowiedział. Widziałam w jego oczach żal i bezradność.
Przez kolejne tygodnie nasze życie zamieniło się w piekło. Każda rozmowa kończyła się kłótnią albo ciszą. Dzieci wyczuwały napięcie i zaczęły mieć koszmary nocne. Nadia próbowała nas pogodzić, ale ja nie potrafiłam wybaczyć.
Pewnego dnia Agata przyszła do naszego domu z Szymonem. Chłopiec miał pięć lat i był podobny do Damira jak dwie krople wody. Stałam w progu i patrzyłam na niego z mieszaniną gniewu i litości.
— Chcę tylko, żeby Szymon poznał rodzeństwo — powiedziała Agata spokojnie.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Moje dzieci patrzyły na mnie pytająco.
— To nie jest takie proste — wyszeptałam.
Agata skinęła głową i odeszła bez słowa.
Wieczorem usiadłam przy łóżku Leny i Michała. Patrzyli na mnie swoimi wielkimi oczami pełnymi pytań.
— Mamo, dlaczego płaczesz? — zapytała Lena.
Nie umiałam odpowiedzieć.
Minęły miesiące. Damir wyprowadził się do matki. Próbowaliśmy terapii rodzinnej, ale rany były zbyt świeże. Nadia odwiedzała mnie często, pomagała przy dzieciach i próbowała przekonać mnie do przebaczenia.
— On naprawdę cię kocha — mówiła cicho pewnego wieczoru. — Ale czasem ludzie popełniają błędy…
Patrzyłam na nią i widziałam kobietę rozdartą między synem a mną, między lojalnością a prawdą.
Czasem zastanawiam się, czy mogłam coś zrobić inaczej. Czy powinnam była wybaczyć? Czy rodzina jest ważniejsza niż własna duma? Może każdy z nas nosi w sobie jakąś tajemnicę… Ale czy każdą zdradę można wybaczyć?