„Nie masz dzieci, więc nic nie rozumiesz!” – Jak moja szwagierka zrujnowała mi urodziny, by nie oddać długu

– Ty naprawdę jesteś bezczelna! – krzyknęła Marta, moja szwagierka, tak głośno, że nawet sąsiadka zza ściany musiała to usłyszeć. – Nie masz dzieci, więc nic nie rozumiesz! Ja jestem matką, a ty tylko myślisz o pieniądzach!

Stałam w kuchni moich rodziców, z tortem w rękach, który miałam właśnie postawić na stole. Wszyscy patrzyli na mnie – mama z przerażeniem w oczach, tata z zażenowaniem spuszczał wzrok, a mój brat, Paweł, próbował udawać, że go to nie dotyczy. Było nas ośmioro: rodzice, brat z Martą i ich dwójką dzieci, ciocia Halina i ja. Mój trzydziesty piąty urodzinowy wieczór miał być spokojny i rodzinny. Zamiast tego czułam się jak oskarżona na sali sądowej.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Po obiedzie, kiedy dzieci bawiły się w salonie, a dorośli popijali kawę, zebrałam się na odwagę i zapytałam Martę: – Słuchaj, czy mogłabyś mi oddać te dwa tysiące złotych? Wiesz, ostatnio mam trochę trudniejszy czas i bardzo by mi się przydały.

Marta spojrzała na mnie z pogardą. – Teraz? Przecież wiesz, że mamy wydatki! Dzieci rosną, szkoła, przedszkole… Ty nie masz takich problemów.

– Ale umawiałyśmy się na wrzesień – powiedziałam cicho. – Mamy już listopad.

Wtedy wybuchła. – Bo ty nic nie rozumiesz! Nie masz dzieci! Myślisz tylko o sobie! Ja jestem matką i muszę dbać o rodzinę!

Nagle wszyscy ucichli. Mama próbowała załagodzić sytuację: – Może usiądźmy do tortu… To przecież urodziny Ani.

Ale Marta nie dawała za wygraną. – Wiesz co? Ty zawsze byłaś taka zimna. Kariera, podróże, a teraz chcesz ode mnie wyciągać pieniądze! Może powinnaś w końcu pomyśleć o czymś innym niż o sobie!

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Wszyscy patrzyli na mnie – niektórzy ze współczuciem, inni z zażenowaniem. Paweł milczał. Zawsze milczy, kiedy chodzi o Martę. Zawsze staje po jej stronie.

Przypomniałam sobie tamten dzień sprzed pół roku. Marta zadzwoniła do mnie wieczorem:
– Ania, możesz mi pożyczyć dwa tysiące? Paweł stracił pracę, a musimy zapłacić za przedszkole i rachunki. Oddam ci we wrześniu, obiecuję.

Nie zastanawiałam się długo. Przelałam pieniądze tego samego dnia. W końcu jesteśmy rodziną.

Teraz jednak czułam się zdradzona. Nie chodziło już nawet o te pieniądze. Chodziło o to upokorzenie, o to, że w oczach Marty byłam kimś gorszym tylko dlatego, że nie mam dzieci. Jakby moje życie było mniej wartościowe.

Ciocia Halina próbowała zmienić temat:
– Aniu, a jak tam w pracy? Słyszałam, że awansowałaś?

Ale Marta nie odpuszczała:
– No właśnie! Kariera najważniejsza! Pewnie nawet nie zauważyłabyś, gdyby ktoś cię okradł!

Wtedy nie wytrzymałam:
– Marta, proszę cię… To nie jest sprawiedliwe. Pożyczyłam ci pieniądze w dobrej wierze. Nie musisz mnie obrażać.

Marta wzruszyła ramionami:
– Ty nic nie rozumiesz. Może jak będziesz miała własne dzieci, to zrozumiesz.

Tort stał nietknięty na stole. Mama płakała po cichu w kuchni. Tata wyszedł na balkon zapalić papierosa. Paweł próbował udawać, że rozmawia przez telefon.

Wróciłam do domu sama. Przez całą drogę powtarzałam sobie w myślach tę scenę. Czy naprawdę jestem taka zimna? Czy to źle, że nie mam dzieci? Czy to daje komuś prawo mnie upokarzać?

Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama:
– Aniu, nie przejmuj się Martą. Ona zawsze była zazdrosna o twoje sukcesy.

Ale ja nie chciałam słuchać usprawiedliwień. Chciałam tylko odzyskać szacunek do samej siebie i do własnej rodziny.

Kilka dni później dostałam SMS-a od Marty: „Nie licz na te pieniądze w tym roku. Jak chcesz, możesz przyjść i zobaczyć jak żyjemy.”

Nie odpisałam jej nic. Zrozumiałam wtedy coś ważnego: czasem rodzina potrafi zranić bardziej niż obcy ludzie.

Od tamtej pory nasze relacje są chłodne. Spotykamy się tylko na święta i wtedy unikamy rozmów o pieniądzach i dzieciach. Ale rana pozostała.

Czasem zastanawiam się: czy naprawdę w rodzinie ważniejsze są pieniądze niż wzajemny szacunek? Czy kobiety zawsze muszą walczyć ze sobą zamiast się wspierać? A może to ja powinnam była po prostu odpuścić?

Czy ktoś z was przeżył podobną sytuację? Jak poradziliście sobie z takim rozczarowaniem?