Kto mi ukradł życie? Historia zdrady, rozstania i poszukiwania siebie po 25 latach małżeństwa

— Nie wierzę ci, Anka! — krzyknęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Stałyśmy na parkingu pod stacją Orlen, a ona patrzyła na mnie z tą swoją niewinną miną, którą znałam od lat. — To nie tak, jak myślisz — wyszeptała, ale jej głos był cichy, jakby sama nie wierzyła w to, co mówi.

Jeszcze godzinę temu byłam przekonana, że mam wszystko pod kontrolą. Rozwód z Markiem przebiegł spokojnie, bez awantur i wzajemnych oskarżeń. Po dwudziestu pięciu latach wspólnego życia uznaliśmy, że już nic nas nie łączy. On został w naszym mieszkaniu na Ursynowie, ja wynajęłam kawalerkę na Mokotowie. Dzieci — Dorota i Kuba — już dawno wyfrunęły z gniazda. Myślałam, że jestem wolna. Że wreszcie mogę zacząć żyć dla siebie.

Aż do dzisiaj. Do tej jednej chwili, kiedy podjechałam zatankować samochód i zobaczyłam ich razem — Marka i Ankę. Moją najlepszą przyjaciółkę od liceum. Siedzieli w jego samochodzie, śmiali się, a ona położyła mu rękę na ramieniu. Zamarłam. Przez chwilę miałam nadzieję, że to przypadek, że może tylko się spotkali… Ale potem zobaczyłam ich spojrzenia. I wszystko stało się jasne.

— Od kiedy? — zapytałam przez zaciśnięte zęby.
— Magda… Proszę cię…
— Od kiedy?!

Zawahała się. Widziałam, jak jej ręce drżą.
— Od pół roku…

Pół roku. To znaczy jeszcze przed naszym rozwodem. Poczułam, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Przez chwilę nie mogłam oddychać.

Wróciłam do domu jak w transie. Rzuciłam klucze na stół i usiadłam na kanapie. W głowie miałam mętlik: obrazy z przeszłości mieszały się z teraźniejszością. Przypomniałam sobie wszystkie nasze wspólne spotkania — Anka zawsze była blisko nas, pomagała przy dzieciach, wspierała mnie w trudnych chwilach. Była jak siostra.

Zadzwoniła Dorota.
— Mamo, wszystko w porządku? Słyszałam twój głos na poczcie…
Nie chciałam jej martwić. Ale nie potrafiłam udawać.
— Dorotko… Tata jest z Anką.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— O Boże…

Przez kolejne dni nie wychodziłam z domu. Nie odbierałam telefonów od Marka ani od Anki. Czułam się jak cień samej siebie. Zastanawiałam się, czy przez te wszystkie lata byłam ślepa? Czy naprawdę nie widziałam tego, co działo się tuż pod moim nosem?

Mama zadzwoniła po tygodniu.
— Madziu, musisz żyć dalej. Nie możesz pozwolić, żeby cię to zniszczyło.
Ale jak? Jak mam żyć dalej, kiedy wszystko, co znałam, okazało się kłamstwem?

Pewnego wieczoru zadzwonił Marek.
— Magda… Musimy porozmawiać.
Nie chciałam go słuchać. Ale zgodziłam się spotkać — może po to, żeby zamknąć ten rozdział raz na zawsze.

Spotkaliśmy się w kawiarni na Wilanowie. Marek wyglądał na zmęczonego.
— Przepraszam cię — powiedział od razu. — To nie powinno się wydarzyć. Ale… Byliśmy już tylko współlokatorami. Z Anką… Po prostu tak wyszło.

Patrzyłam na niego i czułam narastającą wściekłość.
— Mogłeś mi powiedzieć! Mogłeś być szczery!
— Bałem się… Nie chciałem cię zranić.
Parsknęłam śmiechem przez łzy.
— A myślisz, że teraz mnie nie zraniłeś?

Wyszłam z kawiarni i poczułam ulgę. Może pierwszy raz od dawna byłam naprawdę szczera sama ze sobą. Przez lata żyłam dla innych: dla dzieci, dla męża, dla rodziny. Zawsze byłam tą „ogarniętą”, która wszystko załatwi, wszystkim pomoże. A gdzie w tym wszystkim byłam ja?

Zaczęłam chodzić na spacery po Łazienkach. Słuchałam muzyki, patrzyłam na ludzi i próbowałam odnaleźć siebie na nowo. Zapisałam się na jogę i kurs fotografii — coś, o czym zawsze marzyłam, ale nigdy nie miałam czasu.

Po kilku tygodniach zadzwoniła Anka.
— Magda… Proszę cię, porozmawiajmy.
Nie chciałam jej słuchać. Ale coś mnie tknęło.
Spotkałyśmy się w parku.
— Wiem, że cię zraniłam — zaczęła drżącym głosem. — Ale nie planowałam tego… Po prostu tak wyszło…
Patrzyłam na nią długo w milczeniu.
— Wiesz co jest najgorsze? — zapytałam cicho. — Że przez tyle lat ufałam ci bezgranicznie. Byłaś dla mnie jak siostra.
Anka rozpłakała się.
— Przepraszam…

Nie wiem, czy kiedykolwiek jej wybaczę. Ale wiem jedno: już nigdy nie pozwolę nikomu decydować o moim życiu za mnie.

Czasem budzę się w nocy i pytam samą siebie: kim jestem bez Marka? Bez dzieci w domu? Bez Anki? Czy potrafię być szczęśliwa sama ze sobą?

Może właśnie teraz zaczynam odkrywać odpowiedź na to pytanie…

A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć taką zdradę? Czy można jeszcze zaufać ludziom po czymś takim?