Sąsiad wiedział za dużo: Tajemnice Haliny Stanisławowny

— Halina Stanisławowna! Halina Stanisławowna, proszę zaczekać! — głos Józefa Kowalskiego rozciął powietrze jak brzytwa, gdy już miałam rękę na klamce od klatki schodowej. Zamarłam. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe, a w głowie pojawiła się tylko jedna myśl: „On wie. On naprawdę wie.”

— Dokąd tak się spieszycie? Musimy porozmawiać! — Józef niemal biegł, wymachując rękami, a jego twarz była czerwona z emocji.

— Nie mam czasu, Józefie, muszę odebrać wnuczkę z przedszkola — odpowiedziałam, próbując go wyminąć. Ale on stanął przede mną jak mur.

— Wnuczka poczeka. To ważne. — Spojrzał mi prosto w oczy i poczułam lodowaty dreszcz na plecach.

Wiedziałam, że nie odpuści. Znałam go od lat — był typem człowieka, który zawsze wszystko wiedział najlepiej i lubił wtykać nos w nie swoje sprawy. Ale tym razem czułam, że to coś więcej niż zwykła ciekawość sąsiedzka.

— O co chodzi? — spytałam cicho, rozglądając się nerwowo po podwórku. Ludzie już zaczynali wracać z pracy, dzieci biegały po placu zabaw, a ja miałam wrażenie, że wszyscy patrzą tylko na mnie.

— Chodzi o twojego syna, Halino. — Jego głos był nagle miękki, niemal współczujący. — Widziałem go wczoraj wieczorem pod sklepem na rogu. Nie był sam.

Zamarłam. Michał… Znowu Michał. Mój syn, mój największy ból i największa tajemnica. Od miesięcy próbowałam ukryć przed sąsiadami i rodziną jego problemy. Alkohol, długi, złe towarzystwo — wszystko to trzymałam w sobie, udając przed światem, że jesteśmy normalną rodziną.

— To nie twoja sprawa — syknęłam przez zaciśnięte zęby.

— Halino, ja tylko chcę pomóc. Wiem, że nie jest łatwo… — Józef wyciągnął do mnie rękę, ale cofnęłam się gwałtownie.

— Pomóc? Chcesz pomóc? To dlaczego rozpowiadasz wszystkim po klatce, że mój syn to pijak i złodziej?! — głos mi się załamał. Poczułam łzy napływające do oczu i nienawidziłam siebie za tę słabość.

— Ja nikomu nic nie mówiłem! Przysięgam! Ale ludzie widzą… Ludzie gadają… — Józef spuścił wzrok.

Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Czułam na sobie ciężar jego spojrzenia i ciężar własnego wstydu. Przez lata byłam dumna z Michała — dobry uczeń, potem praca w banku, rodzina… A potem wszystko się posypało. Najpierw stracił pracę, potem żona go zostawiła i zabrała córkę. Michał wrócił do mnie z podkulonym ogonem i od tamtej pory żyliśmy jak na bombie zegarowej.

— Halino… On potrzebuje pomocy. Ty też. Może trzeba porozmawiać z kimś… Może terapia? — Józef mówił cicho, ale stanowczo.

— Nie chcę o tym rozmawiać! — krzyknęłam nagle. Kilka osób obejrzało się w naszą stronę. Poczułam się jak zwierzę w klatce.

— Dobrze… Ale pamiętaj, że nie jesteś sama — powiedział tylko i odszedł powoli w stronę swojego mieszkania.

Stałam jeszcze chwilę pod klatką, próbując uspokoić oddech. W końcu ruszyłam po wnuczkę do przedszkola. Po drodze myśli kłębiły mi się w głowie jak szalone pszczoły. Czy naprawdę wszyscy już wiedzą? Czy sąsiedzi patrzą na mnie z litością czy pogardą? Czy moja wnuczka też kiedyś się dowie?

W domu Michał siedział przy stole z pustym wzrokiem utkwionym w ścianę. Pachniało alkoholem.

— Byłeś znowu pod sklepem? — spytałam ostro.

Milczał przez chwilę, potem wzruszył ramionami.

— A co cię to obchodzi? I tak wszyscy już wiedzą, nie? Może lepiej by było, gdybym się stąd wyniósł… — mruknął.

Poczułam narastającą złość i bezsilność.

— Nie mów tak! Jesteś moim synem! Nie wyrzeknę się ciebie!

— Ale ja już dawno wyrzekłem się siebie… — odpowiedział cicho i wyszedł do swojego pokoju.

Zostałam sama w kuchni z wnuczką bawiącą się klockami na dywanie. Patrzyłam na nią i łzy same płynęły mi po policzkach. Jak mam ją ochronić przed tym wszystkim? Jak mam ochronić siebie?

Wieczorem zadzwoniła moja siostra Barbara.

— Halina, słyszałam od sąsiadki, że coś się dzieje z Michałem… Może przyjedziesz do nas na kilka dni? Odpoczniesz trochę…

— Nie mogę zostawić Michała samego… I wnuczki…

— Halina, musisz pomyśleć też o sobie! Ile jeszcze wytrzymasz?

Nie odpowiedziałam. Po prostu odłożyłam słuchawkę i usiadłam przy oknie. Patrzyłam na ciemniejące podwórko i czułam się jak bohaterka taniego serialu: wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, a ja nie mam już siły udawać.

Następnego dnia rano spotkałam Józefa na klatce schodowej. Spojrzał na mnie uważnie.

— Halino… Jeśli będziesz czegoś potrzebować… Czegokolwiek… Po prostu powiedz.

Skinęłam głową bez słowa i poszłam dalej.

Czasami myślę: czy to wszystko moja wina? Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy gdybym wcześniej poprosiła o pomoc, byłoby lepiej? A może po prostu życie jest takie — pełne tajemnic, które prędzej czy później wychodzą na jaw?

Może każdy z nas ma swojego Józefa Kowalskiego za ścianą? Może każdy z nas boi się prawdy o sobie samym?