„Nie masz prawa mieć dzieci, dopóki twoje siostrzeństwo nie dorośnie!” – Moja walka o własne życie w cieniu ojcowskiej kontroli
– Nie rozumiesz, Aniu? – głos ojca odbijał się echem w ciasnej kuchni, a jego wzrok wbijał się we mnie jak szpilki. – Najpierw twoje siostrzeństwo musi dorosnąć. Dopóki są pod moją opieką, nie możesz myśleć o własnych dzieciach!
Stałam z kubkiem zimnej herbaty, dłonie mi drżały. Mama patrzyła na mnie z kąta stołu, bezradna, jakby chciała coś powiedzieć, ale bała się odezwać. Brat – Michał – nawet nie podniósł wzroku znad telefonu. Jego dzieci, dwie dziewczynki, bawiły się w salonie, nieświadome burzy, która właśnie przechodziła przez nasze życie.
– Tato, to nie jest sprawiedliwe – wyszeptałam. – Mam trzydzieści dwa lata. Chcę mieć rodzinę. Chcę być matką.
– A kto zajmie się Zosią i Marysią? – przerwał mi ostro. – Michał ledwo sobie radzi po rozwodzie. Ty jesteś ich chrzestną! To twój obowiązek!
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Od zawsze byłam tą „odpowiedzialną”. Kiedy mama chorowała na raka, to ja gotowałam obiady i odrabiałam z Michałem lekcje. Kiedy Michał miał problemy w liceum, to ja tłumaczyłam mu matematykę. Teraz, kiedy jego żona odeszła, cała rodzina oczekiwała, że rzucę wszystko i zajmę się jego dziećmi.
Ale ja też miałam swoje życie. Od dwóch lat byłam z Piotrem. Marzyliśmy o ślubie, o własnym mieszkaniu, o dziecku. Piotr był cierpliwy, ale coraz częściej widziałam w jego oczach rozczarowanie.
– Aniu, ile jeszcze będziemy czekać? – zapytał mnie wieczorem, kiedy wróciłam od rodziców. – Twój ojciec nie ma prawa decydować za nas.
– Wiem… Ale jeśli zostawię Zosię i Marysię same…
– One mają ojca! Mają dziadków! Ty masz prawo do swojego życia!
Nie spałam całą noc. W głowie słyszałam głos ojca: „Rodzina jest najważniejsza. Poświęcenie to twoja rola”. Ale czy naprawdę muszę poświęcić wszystko?
Następnego dnia poszłam do pracy jak zwykle – jestem nauczycielką w podstawówce na Pradze. Dzieciaki pytały o zadania domowe, koleżanki plotkowały o nowym dyrektorze. Ale ja byłam jak duch. W przerwie zadzwoniła mama.
– Aniu… Tata jest uparty, ale może gdybyś z nim spokojnie porozmawiała…
– Mamo, ja już nie mam siły rozmawiać. On nigdy mnie nie słuchał.
– On się boi… Boisz się też ty. Ale może czas pomyśleć o sobie?
Wieczorem Piotr przyniósł mi bukiet tulipanów.
– Kocham cię – powiedział cicho. – Ale nie mogę czekać w nieskończoność.
Poczułam łzy pod powiekami. Czy naprawdę muszę wybierać między rodziną a miłością?
Kilka dni później zadzwonił brat.
– Anka… Przepraszam za wszystko. Wiem, że tata cię naciska. Ja… Ja naprawdę nie daję rady sam z dziewczynkami.
– Michał… Ja też mam swoje życie.
– Wiem. Ale one cię kochają.
Zawahałam się. Zosia i Marysia były dla mnie jak własne dzieci. Ale czy to znaczyło, że mam zrezygnować z własnych marzeń?
W niedzielę pojechałam do rodziców na obiad. Atmosfera była ciężka jak powietrze przed burzą.
– Aniu – zaczął ojciec od razu po zupie – Piotr to dobry chłopak, ale rodzina jest najważniejsza. Ty jesteś potrzebna tutaj.
Wstałam od stołu.
– Tato, kocham was wszystkich. Ale nie mogę już dłużej żyć według twoich zasad. Chcę być matką. Chcę mieć swoje życie.
Ojciec spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– To egoizm!
– Nie! To moje prawo!
Wyszłam z domu z bijącym sercem i łzami w oczach. Mama wybiegła za mną.
– Aniu…
– Mamo, muszę spróbować być szczęśliwa. Inaczej nigdy sobie nie wybaczę.
Wróciłam do Piotra i powiedziałam mu wszystko.
– Chcę być z tobą. Chcę mieć dziecko. Nawet jeśli tata mnie odrzuci.
Piotr przytulił mnie mocno.
Minęły tygodnie ciszy ze strony rodziny. Michał przysłał mi zdjęcie dziewczynek z podpisem: „Tęsknią za tobą”.
Czasem budzę się w nocy i pytam samą siebie: czy zrobiłam dobrze? Czy można być szczęśliwym bez zgody rodziny? Czy naprawdę musimy żyć według cudzych reguł?
A wy? Czy mieliście kiedyś odwagę postawić siebie na pierwszym miejscu?