Nie jestem już ich służącą: Moja walka o szacunek w rodzinie
– Znowu nie posprzątałaś kuchni, mamo? – głos Magdy przeszył ciszę jak nóż. Stałam przy zlewie, w rękach ściskałam mokrą ściereczkę, a serce waliło mi jak oszalałe. Spojrzałam na nią – młodą, pewną siebie kobietę, która od kilku lat była żoną mojego syna.
– Przepraszam, zaraz to zrobię – odpowiedziałam cicho, czując jak policzki płoną mi ze wstydu.
To nie był pierwszy raz. Od kiedy Michał się ożenił i zamieszkali razem w naszym domu, czułam się coraz bardziej zbędna. Najpierw myślałam, że to tylko przejściowe – młodzi muszą się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Ale z każdym tygodniem było gorzej. Magda zaczęła traktować mnie jak personel sprzątający. „Mamo, zrób pranie”, „Mamo, dzieci głodne”, „Mamo, trzeba odkurzyć” – słyszałam codziennie. Nawet Michał przestał mnie zauważać.
Pamiętam dzień, kiedy wszystko się zaczęło. Michał przyprowadził Magdę na obiad. Była urocza, uśmiechnięta, pełna energii. Wtedy jeszcze wierzyłam, że będziemy rodziną. Że będziemy się wspierać. Ale życie szybko zweryfikowało moje nadzieje.
– Mamo, możesz podać mi sól? – zapytała wtedy grzecznie.
– Oczywiście, kochanie – odpowiedziałam z uśmiechem.
Dziś już nie pytała. Dziś wydawała polecenia.
Wieczorem usiadłam w swoim pokoju i pozwoliłam łzom płynąć swobodnie. Przypomniałam sobie czasy, gdy byłam młoda i pełna marzeń. Gdy z mężem budowaliśmy ten dom własnymi rękami. On odszedł pięć lat temu – nagle, bez pożegnania. Zostałam sama z dorosłym synem i pustką w sercu. Myślałam, że rodzina da mi siłę. Tymczasem czułam się coraz bardziej samotna.
Następnego dnia rano Magda znów miała pretensje.
– Mamo, czy możesz odebrać dzieci z przedszkola? Ja mam spotkanie.
– Oczywiście – odpowiedziałam automatycznie.
W drodze do przedszkola spotkałam sąsiadkę, panią Jadwigę.
– Pani Zosiu, pani wygląda na zmęczoną – powiedziała z troską.
– Trochę jestem… – wymamrotałam.
– Proszę się nie dać wykorzystywać! – dodała stanowczo.
Te słowa utkwiły mi w głowie na cały dzień. Czy naprawdę pozwoliłam się zepchnąć do roli służącej? Czy to jest moja rodzina?
Wieczorem postanowiłam porozmawiać z Michałem.
– Synku, musimy pogadać – zaczęłam niepewnie.
– O co chodzi, mamo? – zapytał bez zainteresowania, nie odrywając wzroku od telefonu.
– Czuję się… niewidzialna. Jakbym była tu tylko po to, żeby sprzątać i gotować.
– Mamo, przesadzasz. Magda dużo pracuje, a ja też mam swoje sprawy. Pomagasz nam przecież od zawsze.
– Ale ja też mam swoje życie! – wybuchłam nagle. – Chcę być szanowana!
Michał spojrzał na mnie zdziwiony, jakby pierwszy raz widział we mnie człowieka.
– Porozmawiam z Magdą – rzucił krótko i wyszedł z pokoju.
Następnego dnia Magda była chłodna jak lód.
– Jeśli masz jakiś problem, możesz nam powiedzieć wprost – powiedziała ostro podczas śniadania.
– Chcę tylko trochę szacunku – odpowiedziałam drżącym głosem.
– Szacunek trzeba sobie zasłużyć – rzuciła i wyszła trzaskając drzwiami.
To był cios prosto w serce. Cały dzień chodziłam jak struta. Dzieci bawiły się w salonie, a ja patrzyłam na ich uśmiechy i zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd jako matka i teściowa.
Wieczorem zadzwoniła do mnie moja siostra, Basia.
– Zosiu, musisz postawić granice! Oni cię nie docenią, jeśli sama nie pokażesz im swojej wartości.
– Ale jak? Przecież to moja rodzina…
– Właśnie dlatego! Rodzina powinna się wspierać, a nie wykorzystywać!
Tej nocy nie spałam prawie wcale. Myśli kłębiły mi się w głowie jak burza. Rano podjęłam decyzję.
Kiedy Magda wróciła z pracy, czekałam na nią w kuchni.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo.
Spojrzała na mnie z irytacją.
– Słucham?
– Od dziś nie będę już sprzątać waszych rzeczy ani gotować obiadów dla całej rodziny. Pomogę przy wnukach, ale chcę mieć czas dla siebie. Chcę wrócić do klubu seniora i spotykać się z przyjaciółkami.
Magda wybuchła śmiechem.
– Ty? Klub seniora? Przecież ledwo masz siłę chodzić!
Poczułam upokorzenie, ale nie dałam się złamać.
– Tak, ja. I zamierzam żyć po swojemu.
Michał przyszedł wieczorem do mojego pokoju.
– Mamo… Magda jest trochę zestresowana ostatnio…
– Michał, ja już nie mogę tak żyć. Chcę być waszą mamą i babcią, a nie służącą!
Przez kilka dni atmosfera w domu była napięta jak struna. Magda przestała się do mnie odzywać, Michał był zamknięty w sobie. Dzieci pytały: „Babciu, dlaczego nie robisz już naleśników?” Serce mi pękało za każdym razem.
Ale powoli zaczęło się coś zmieniać. Magda zaczęła sama sprzątać po sobie i gotować obiady. Michał częściej zaglądał do mojego pokoju i pytał: „Jak się czujesz?” Nawet dzieci zaczęły pomagać przy drobnych obowiązkach.
Pewnego dnia Magda przyszła do mnie wieczorem.
– Przepraszam… Może rzeczywiście trochę przesadziłam – powiedziała cicho.
Spojrzałam na nią i zobaczyłam w jej oczach zmęczenie i żal.
– Wiem, że ci ciężko – odpowiedziałam łagodnie. – Ale ja też mam prawo do życia.
Przytuliłyśmy się pierwszy raz od miesięcy. Poczułam ulgę i cichą nadzieję na lepsze jutro.
Dziś wiem jedno: jeśli sami nie zawalczymy o szacunek, nikt nam go nie da. Czasem trzeba postawić granice nawet najbliższym – dla własnego dobra i godności.
Czy naprawdę musimy cierpieć w milczeniu tylko dlatego, że jesteśmy matkami czy teściowymi? A może każda z nas zasługuje na szczęście i szacunek bez względu na wiek?