Nie jestem darmową opiekunką – Kiedy własna rodzina nie rozumie
– Naprawdę nie możesz mi pomóc? – głos mojej teściowej przeszył powietrze jak nóż, gdy stałam przy kuchennym blacie, ścierając resztki z obiadu. Mój mąż, Paweł, siedział przy stole, wpatrzony w talerz, jakby liczył ziarenka ryżu. Moje dzieci, Zosia i Kuba, bawiły się na podłodze, nieświadome napięcia, które wypełniało cały dom.
– Nie jestem darmową opiekunką, mamo – Paweł próbował powiedzieć coś cicho, ale teściowa uciszyła go jednym spojrzeniem.
– Magda, wszyscy sobie pomagamy. Ja wychowałam czwórkę dzieci i jeszcze sąsiadom pomagałam. Co ci szkodzi? – jej głos był coraz bardziej natarczywy.
Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam się rozkleić przy nich wszystkich. – Szkodzi mi czas dla siebie. Szkodzi mi siła, której już nie mam. Mam dwoje małych dzieci, ledwo ogarniam dom, a wy chcecie, żebym jeszcze zajęła się Olkiem? To nie jest w porządku.
Teść tylko westchnął ciężko i mruknął coś pod nosem o „dzisiejszych kobietach”. Paweł milczał. Czułam się zdradzona. Czy on naprawdę nie widzi, jak bardzo jestem zmęczona?
Po obiedzie, kiedy sprzątałam naczynia, podeszła do mnie szwagierka, Marta. – Magda, naprawdę nie masz serca? Pracuję na dwie zmiany w tym tygodniu, Olek nie ma z kim zostać. To tylko parę godzin dziennie…
Patrzyłam na nią i czułam, jak poczucie winy ściska mnie za gardło. Wiem, że jej ciężko. Ale mnie też. – Marta, przepraszam. Nie dam rady. Nie będę dobrą matką ani dla siebie, ani dla dzieci, jeśli się jeszcze bardziej wykończę.
Zamknęłam się w łazience i puściłam wodę, żeby zagłuszyć szloch. W lustrze zobaczyłam zmęczoną kobietę z podkrążonymi oczami i rozczochranymi włosami. Gdzie podziała się ta Magda sprzed lat? Kiedy stałam się tylko „tą od dzieci”?
Przez kolejne dni atmosfera w domu była lodowata. Paweł był cichy, unikał mojego wzroku. Wieczorem, kiedy dzieci już spały, próbowałam z nim rozmawiać.
– Pawle, naprawdę uważasz, że jestem egoistką?
Wzruszył ramionami. – Nie wiem… Wiem, że ci ciężko, ale Marta naprawdę potrzebuje pomocy. Mama mówi, że każda kobieta powinna to zrobić dla rodziny.
– A co jeśli ja pęknę? Co jeśli już nie dam rady? Kto wtedy pomoże mnie?
Nie odpowiedział. Po prostu wyszedł do łazienki.
Zaczęłam wątpić w siebie. Może rzeczywiście przesadzam? Może powinnam jeszcze trochę wytrzymać? Ale każdy dzień był walką – karmienie, przewijanie, usypianie, płacz i śmiech na zmianę. Kiedy już siadałam z kawą, zaraz ktoś płakał albo wołał.
Pewnego dnia zadzwoniła moja mama z Lublina.
– Magda, słyszałam, że odmówiłaś opieki nad Olkiem. Cała rodzina już o tym mówi.
Poczułam ucisk w gardle. – Mamo, nie mam już siły.
– Wiem dziecko… Ale wiesz jak to u nas jest – kobieta musi wytrzymać. Ja wytrzymałam.
– Ale ja nie chcę tylko wytrzymywać! Chcę żyć!
Po tej rozmowie czułam się jeszcze bardziej samotna. Nikt mnie nie rozumiał. Wszyscy oczekiwali ode mnie siły i poświęcenia – a kto miał być silny dla mnie?
W sklepie spotkałam sąsiadkę Dorotę.
– Magda, co się z tobą dzieje? Wyglądasz jakbyś nie spała od miesiąca.
Uśmiechnęłam się blado. – Niewiele się mylisz.
Dorota spojrzała na mnie ze współczuciem. – Wiesz co? Ja kiedyś powiedziałam „nie” mojej teściowej i przez pół roku się do mnie nie odzywali. Ale przeżyłam. I teraz już nikt mnie o nic nie prosi.
Te słowa dodały mi odwagi. Może to nie ze mną jest problem? Może problemem jest to, że wszyscy uważają kobietę za darmową opiekunkę tylko dlatego, że jest matką?
Następnej niedzieli znów byliśmy u teściów na obiedzie. Napięcie wisiało w powietrzu jak gradowa chmura.
Teściowa spojrzała na mnie znad talerza: – Magda, przemyślałaś sprawę?
Wzięłam głęboki oddech. – Tak. I nadal nie mogę.
Marta westchnęła i odwróciła głowę do okna. Paweł spojrzał na mnie z żalem w oczach.
– Czyli rodzina nic dla ciebie nie znaczy? – zapytała teściowa z wyrzutem.
Czułam drżenie w głosie: – Rodzina znaczy dla mnie wszystko… Ale nie mogę być wszystkim dla wszystkich.
Od tego dnia nic już nie było takie samo. Niektóre dni były trudniejsze niż inne – poczucie winy chodziło za mną jak cień. Ale pierwszy raz od dawna poczułam, że zrobiłam coś dla siebie.
Czasem zastanawiam się: Czy popełniłam błąd mówiąc „nie”? A może właśnie nadszedł czas, by kobiety przestały być darmowymi opiekunkami tylko dlatego, że są matkami? Gdzie kończy się pomoc, a zaczyna wykorzystywanie? Co wy o tym myślicie?